Wołanie o wyrównanie (płac, wieku emerytalnego, dostępu do zawodów kobietom i mężczyznom) jako recepty na przemoc, kryzys ekonomiczny i inne formy nieszczęść społecznych jest czymś tak oczywistym, że się nad nim nie zastanawiamy. Nierówność jest złem, bo powoduje, że ktoś nie mogąc czegoś osiągnąć - cierpi. Nie chcemy, by ludzie cierpieli. Niestety - dla wielu z cierpiących "zrobienie równo" wcale nie zmniejszy cierpienia.
Piszę tutaj o rysie osobowości, którego zasadniczą cechą jest, z wielu różnych powodów, nielubienie siebie samego (samej) - często na nieuświadamianym poziomie - i obarczanie za to odpowiedzialnością świat zewnętrzny. Zwłaszcza tych innych, co mają lepiej.
Oczywiście, osoby takie zauważają fakt, który widzą też inni. Świat nie jest równy. Dla jednych jest to doznanie, które czyni życie ekscytującym, wzbogacającym - dla opisywanych tu osób jest źródłem cierpienia. A właściwie pretekstem do poszukiwania na zewnątrz źródeł bólu, który jest wewnętrzny, a bierze się z czegoś zupełnie innego: doznań z dzieciństwa, relacji w rodzinie - czynników kształtujących naszą osobowość. Nie ma tu prostego przełożenia, jakiegoś jednego doświadczenia, które wprost tworzyłoby taką konstrukcje osobowości. Zwykle jest tego bardzo dużo. One razem kształtują człowieka nieszczęśliwego, który z różnych powodów w nierówności świata upatruje źródło zła wszelkiego.
Nieszczęście takich osób polega na tym, że bardzo często poświęcają wiele czasu na czynienie świata sprawiedliwym, to jednak nie przynosi ukojenia. Nie może, bo nie tu jest problem. Ich problem.
Przez cały czas piszę tu o przeżywaniu świata. Są takie momenty w historii wielu społeczeństw, że cierpienie wielu osób z powodu nierówności nie jest tylko kwestią mechanizmów obronnych, ale realnie doznawanych krzywd. Mówię tu o systemach totalitarnych, czasach wojen etc. Wtedy zazwyczaj osoby o takim rysie osobowości, działając na rzecz równości mają za sobą społeczeństwo, w końcu mogą czuć się spełnione, robią obiektywnie wiele dobrego dla innych.
Opisywane przeze mnie osoby mają w ręku silny oręż: poczucie winy. Widzimy, że cierpią, widzimy, że świat nie jest równy. Ludzkim odruchem jest próbować ulżyć cierpieniu. Jednocześnie, często pojawia się poczucie winy: ja nie cierpię, znaczy się - jestem beneficjentem systemu. Rodzi się poczucie jakiegoś długu, jakiejś powinności do wykonania. Skoro ja zyskuję na tym systemie, to muszę jakoś zadośćuczynić. Zrobić świat sprawiedliwszym. Tylko jakoś tak jak się do tego zabieramy, to dziwnie nie wychodzi. Instynktownie odrzucamy ten "równy świat". Nie dlatego, że jesteśmy źli, tylko dlatego, że w świecie nierówności możemy być sobie nawzajem potrzebni. Ja coś zrobię dla ciebie, ty dla mnie. Są momenty, w których to ja będę ważniejszy, mądrzejszy, w innych Ty. Ludzie "tacy sami" nie potrzebują siebie nawzajem. Ktoś taki sam jak ja nie zrobi dla mnie niczego innego, niż sam bym dla siebie zrobił.
Oczywiście, nie każde poczucie niesprawiedliwości w świecie wiąże się z rysem osobowości. Mnie także wkurza wiele przejawów niesprawiedliwości społecznej. Nie czyni jednak nieszczęśliwym
