O autorze
Mam 38 lat, jestem ojcem, psychologiem, amatorsko – biegaczem. W ramach pracy w Falochronie staram się, by szeroko rozumiane środowisko szkolne było nieco przyjaźniejszym miejscem. Prowadzę interwencje w przemocowych szkołach, pomagam poszkodowanym, prowadzę międzynarodowe badania nad zjawiskiem przemocy (program STRONG). Przygotowuję trenerów edukacyjnych do pracy w agresywnym środowisku (STER). Pracuję także w Miejskim Centrum Profilaktyki Uzależnień w Krakowie jako superwizor. Współpracuję z Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej i Poradnictwa w Myślenicach, a okazjonalnie z wieloma innymi środowiskami. Jestem trenerem II stopnia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego oraz Przewodniczącym Sekcji Trenerskiej PTP. Prowadzę zajęcia na Psychologii Stosowanej na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Równanie szczęścia nie czyni (przynajmniej nie wszystkim)

Wołanie o wyrównanie (płac, wieku emerytalnego, dostępu do zawodów kobietom i mężczyznom) jako recepty na przemoc, kryzys ekonomiczny i inne formy nieszczęść społecznych jest czymś tak oczywistym, że się nad nim nie zastanawiamy. Nierówność jest złem, bo powoduje, że ktoś nie mogąc czegoś osiągnąć - cierpi. Nie chcemy, by ludzie cierpieli. Niestety - dla wielu z cierpiących "zrobienie równo" wcale nie zmniejszy cierpienia.


Od razu nadmienię, że nie zajmuję się tutaj urządzaniem świata - a przynajmniej naszego społeczeństwa. Bardziej interesuje mnie poziom jednostki, a w zasadzie osobowości. Na pewno znacie Państwo ludzi, którzy ciągle mają źle. Za małą pensję, za mało czasu, niedostatecznie duże mieszkanie. W zasadzie cierpienie bierze się nie z tego, że mają "obiektywnie źle", tylko z tego, że inni mają lepiej. A najgorzej jest wtedy, gdy inni mieli lepiej nie ze względu na to, że sobie wypracowali, tylko dlatego, że mieli darowane lepsze szanse na starcie. Na przykład dostali mieszkanie od rodziców, żyją w mieście a nie na wsi, pochodzą z takiej a takiej rodziny. Znacie Państwo takich ludzi? Ja tak. Wielu z nich nie tylko narzeka na świat, ale i próbuje go zmieniać tak, by był w ich mniemaniu sprawiedliwszym. By już tak nie cierpieć, jeśli nie oni, to przynajmniej ich dzieci niech żyją w lepszym świecie.
Piszę tutaj o rysie osobowości, którego zasadniczą cechą jest, z wielu różnych powodów, nielubienie siebie samego (samej) - często na nieuświadamianym poziomie - i obarczanie za to odpowiedzialnością świat zewnętrzny. Zwłaszcza tych innych, co mają lepiej.
Oczywiście, osoby takie zauważają fakt, który widzą też inni. Świat nie jest równy. Dla jednych jest to doznanie, które czyni życie ekscytującym, wzbogacającym - dla opisywanych tu osób jest źródłem cierpienia. A właściwie pretekstem do poszukiwania na zewnątrz źródeł bólu, który jest wewnętrzny, a bierze się z czegoś zupełnie innego: doznań z dzieciństwa, relacji w rodzinie - czynników kształtujących naszą osobowość. Nie ma tu prostego przełożenia, jakiegoś jednego doświadczenia, które wprost tworzyłoby taką konstrukcje osobowości. Zwykle jest tego bardzo dużo. One razem kształtują człowieka nieszczęśliwego, który z różnych powodów w nierówności świata upatruje źródło zła wszelkiego.
Nieszczęście takich osób polega na tym, że bardzo często poświęcają wiele czasu na czynienie świata sprawiedliwym, to jednak nie przynosi ukojenia. Nie może, bo nie tu jest problem. Ich problem.
Przez cały czas piszę tu o przeżywaniu świata. Są takie momenty w historii wielu społeczeństw, że cierpienie wielu osób z powodu nierówności nie jest tylko kwestią mechanizmów obronnych, ale realnie doznawanych krzywd. Mówię tu o systemach totalitarnych, czasach wojen etc. Wtedy zazwyczaj osoby o takim rysie osobowości, działając na rzecz równości mają za sobą społeczeństwo, w końcu mogą czuć się spełnione, robią obiektywnie wiele dobrego dla innych.
Opisywane przeze mnie osoby mają w ręku silny oręż: poczucie winy. Widzimy, że cierpią, widzimy, że świat nie jest równy. Ludzkim odruchem jest próbować ulżyć cierpieniu. Jednocześnie, często pojawia się poczucie winy: ja nie cierpię, znaczy się - jestem beneficjentem systemu. Rodzi się poczucie jakiegoś długu, jakiejś powinności do wykonania. Skoro ja zyskuję na tym systemie, to muszę jakoś zadośćuczynić. Zrobić świat sprawiedliwszym. Tylko jakoś tak jak się do tego zabieramy, to dziwnie nie wychodzi. Instynktownie odrzucamy ten "równy świat". Nie dlatego, że jesteśmy źli, tylko dlatego, że w świecie nierówności możemy być sobie nawzajem potrzebni. Ja coś zrobię dla ciebie, ty dla mnie. Są momenty, w których to ja będę ważniejszy, mądrzejszy, w innych Ty. Ludzie "tacy sami" nie potrzebują siebie nawzajem. Ktoś taki sam jak ja nie zrobi dla mnie niczego innego, niż sam bym dla siebie zrobił.
Oczywiście, nie każde poczucie niesprawiedliwości w świecie wiąże się z rysem osobowości. Mnie także wkurza wiele przejawów niesprawiedliwości społecznej. Nie czyni jednak nieszczęśliwym
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Reserved 0 0Reserved pokazuje inną twarz lat 80. Wieczorowa kolekcja bierze z nich to, co najlepsze
Cinergia 0 0Reżyser “Pokoju” i aktor z “Matriksa” przyjadą do Łodzi. Rusza festiwal Cinergia
Skoda Polska 0 0Nowe auto nie musi być kupione za gotówkę. Można je mieć jak telefon na abonament
T-mobile 0 0Zachwyciła go postać epizodyczna. Raczek o kultowym już filmie
0 0Michalkiewicz ujawnił dane ofiary księdza. Pytamy, czy mu nie wstyd
0 0Robią coś, czego bał się rząd PiS. Czesi wprowadzają podatek, który tak drażni Amerykanów
0 0Edycja genów to rynek wart miliardy. Opiera się na metodzie podejrzanej u bakterii
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Psy zagryzły kobietę w ciąży. Umarła w lesie, w którym trwało polowanie
0 0Dulkiewicz o kandydaturze Jaśkowiaka. Wymowna reakcja prezydent Gdańska
0 0Z domowym budżetem to by nie przeszło. Rząd zachowuje się jak nieodpowiedzialna gospodyni

MOTO

0 0Gdzieś już to widziałeś. Seat Tarraco to dobre… niemieckie auto – nie licz na hiszpański temperament
0 0Ten dziwoląg da się lubić. Nowy C-HR ma przekonać tych, którzy do tej pory mówili mu "nie"