Szybciej buduje się autostrady w Polsce niż podejmuje decyzje w strukturach światowej i europejskiej piłki. Od lat nie robi się nic, by zminimalizować oszustwo na boisku piłkarskim. Wprawdzie od czasu do czasu zapowiada się zmiany, ale mijają lata, a kantów nie ubywa.

REKLAMA
2,5 roku temu - po moim zdaniem jednym z największych oszustw w historii piłki nożnej - straciłem wiarę w czysty sport. Nabrałem przekonania, że hasła fair play absolutnie nic nie znaczą. Od lat powtarzam, że błąd sędziego jest wkalkulowany w piłkę nożną. Nawet uważam, że dodaje piłce nożnej uroku. Bo błędy stają się legendami piłkarskimi.
Do dzisiaj szukamy odpowiedzi na pytanie - czy w finale mistrzostw świata w 1966 roku w meczu Niemcy - Anglia arbiter prawidłowo uznał gola. Wkalkulowany jest jednak tylko błąd sędziego, a nie celowe łamanie przepisów gry przez piłkarzy. W listopadzie 2009 roku, w meczu Francja – Irlandia, Thierry Henry zatrzymał piłkę ręką. Dzięki kamerom telewizyjnym nieprzepisowe zagranie słynnego piłkarza widziały miliony widzów. Francuz dzięki celowemu naruszeniu przepisów utrzymał się przy piłce, zagrał do Gallasa, a ten strzelił wyrównującego gola. Reprezentacja Francji wywalczyła prawo gry na mistrzostwach świata.
Tamto zdarzenie przekonało już chyba wszystkich o konieczności zmian w przepisach. Zmian natychmiastowych, takich jak choćby w meczach siatkówki czy pojedynkach tenisowych. Na boisku piłkarskim niepotrzebne by było nawet „sokole oko”, które wykorzystywane jest przez tenisistów na kortach. Niewymagana by była nawet tak czuła aparatura jak w meczach siatkarzy. Międzynarodowa Federacja Piłkarska powinna szybko wprowadzić możliwość skorzystania z powtórek telewizyjnych. Tak jak w wykrywaniu złodziei pomaga bardzo często monitoring uliczny czy osiedlowy, tak monitoring telewizyjny pozwoliłby na eliminowanie oszustów na boisku.
Nie potrzeba lat, by dodać przepis, że każda drużyna ma np. prawo do 2 – 3 możliwości sprawdzenia wątpliwej decyzji sędziego. I wcale nie spowolniłoby to tempa gry, czym często zasłaniają się piłkarscy działacze.
Jestem przekonany, ze takie sprawdzenie uatrakcyjniłoby pojedynek piłkarski, a oszustwo przestałoby być częścią piłkarskiego meczu.
Prawo do skorzystania z szybkiej powtórki telewizyjnej przyznałbym i arbitrowi, by ograniczyć sędziowskie pomyłki. Może niedzielny mecz półfinałowy piłkarskiego Pucharu Anglii wywoła kolejną burzliwą dyskusję na ten temat.
W spotkaniu Tottenham - Chelsea sędzia uznał gola, a piłka nawet nie dotknęła linii bramkowej. Obraz telewizyjny nie pozostawia złudzeń. Strzelec gola dla Chelsea – Juan Mata zakpił sobie z wszystkich obserwatorów. Cynicznie cieszył się z gola, choć go nie zdobył. Oszukał tak jak Henry w 2009 roku.
Dyskusyjnych zdarzeń nie brakuje niemal w każdym meczu piłkarskim i dlatego dziwi mnie tak konserwatywna postawa decydentów piłkarskich. Jeśli nie chcą by piłka na dobre stała się flakiem, niech tym razem zareagują szybciej. Nie mam wątpliwości, że powtórki już na EURO przyjęte by były entuzjastycznie. A prace nad chipami w piłce, czujnikami w słupkach bramki, czy innymi elektronicznymi cudami niech trwają nadal. Może w przyszłości w ogóle wyeliminują „cuda” ze stadionów. Obecnie może to zrobić obraz telewizyjny.