W piątek płakałem. Pękłem. Z wrażenia. Z emocji. Pierwszy raz jak w południe byłem na Stadionie Narodowym. Jak widziałem na ulicach kibiców, którzy docierali do Warszawy z daleka. Zmęczeni, niewyspani, ale szczęśliwi. Drugi raz pękłem po godzinie 16.

REKLAMA
Akurat wywołano mnie ze studia Programu I Polskiego Radia. Chciałem opowiedzieć o stadionie, o tym co się dzieje… i poczułem sznur na szyi. Ścisnął mnie tak mocno, że nie byłem w stanie płynnie wypowiadać słów.
Akurat na Stadion Narodowy wjeżdżał autokar z polskimi piłkarzami. I pękłem.
Łzy w oku i ogromne wzruszenie. Kolejne kilkadziesiąt minut później. Na swoim reporterskim magnetofonie nagrałem hymn śpiewany przez Chór Uniwersytetu Warszawskiego i 50 tyś. kibiców.
Młodzież mówi w takich sytuacjach – ciary. Przeszły przeze mnie wielokrotnie.
Dożyliśmy pięknych czasów. Nie do uwierzenia, że to u nas coś wyjątkowego się rozgrywa. To nie tylko piłkarskie mistrzostwa. To absolutnie coś większego. Żałuję, że pokolenie moich rodziców, nie dożyło takich chwil. To jest nasz czas!!! To niby banalne słowa. Ale prawdziwe.
A potem był mecz.
Gol Roberta Lewandowskiego. Szaleństwo radiowego sprawozdawcy. Wyskoczyłem na schody obok komentatorskiego stanowiska. Emocji już w pierwszym spotkaniu, tyle co worków z prezentami, gdy św. Mikołaj rozpoczyna w grudniu wędrówkę po świecie.
Fajny mecz polskich piłkarzy. Kapitalny mecz polskich kibiców, a nie ukrywam, że o formę widzów bałem się bardziej przed turniejem. Niepotrzebnie. Wspólnota nas wciąga. Wyjątkowo! Po meczu nie spotkałem nikogo niezadowolonego. Polacy z Chicago szczęśliwi, Grecy zachwyceni, Niemcy pełni podziwu. Warszawa tętniła życiem. Takiej atmosfery nie ma nawet w Paryżu, Madrycie, Rzymie, czy Rio de Janeiro.
Bawmy się w czasie meczu na stadionie i na ulicach miast. W zorganizowanych strefach kibica i tych spontanicznie przygotowywanych w gronie znajomych. To wyjątkowy czas.
A we wtorek wyjątkowy mecz. Wiary trzeba jeszcze więcej. Wydaje się, że… ale przecież
RAZEM NIEMOŻLIWE STAJE SIĘ MOŻLIWE!!!
Mecz z Rosją to mecz z podtekstem. Sportowe bitwy polsko – rosyjskie. Tomy książek można by napisać, kilometry taśm filmowych przypominają takie wydarzenia. Zwycięski mecz piłkarzy z niezapomnianym Cieślikiem, złoty mecz siatkarzy na igrzyskach Olimpijskich w Montrealu, a sensacyjna wygrana hokeistów na mistrzostwach świata w Katowicach, a kolarskie bitwy Królaka, Szurkowskiego, Jaskuły, Piaseckiego, Halupczoka, czy Mierzejewskiego w Moskwie!!!
Ani piłkarzy, ani kibiców motywować nie trzeba. Marzę by był to mecz wyjątkowy. W którym zaskoczymy gości pod każdym względem. Przede wszystkim sportowo.
Ale byśmy zaskoczyli i jako gospodarze mistrzostw. Bez gwizdów przy hymnie.
Przeciwnie - już tradycyjnie na polskich stadionach – z brawami. I walka na głosy. Na pomysłowy doping. Wczoraj zaproponowałem, by uszyć dużą białoczerwona flagę specjalnie na ten mecz. Krawców nie brakuje, nici też, materiału też pod dostatkiem. Jeśli kibice z Grecji rozwinęli swoją ogromna flagę, to dlaczego nie możemy my. A po meczu niezapomniany wieczór. Bez względu na wynik.
Tak sobie marzę ruszając dzisiaj w drogę do Poznania.
Na wieczorny mecz Chorwacja – Irlandia. Do usłyszenia o 20.45