O autorze
Autor bloga http://marmolada.st/ Pisze, bo słyszał o sobie, że robi to wybornie. Wie o popkulturze niemal wszystko. W przyszłości ma ambicje zostać mesjaszem polskiej blogosfery. Chwilowo zajęty przedefiniowaniem związków między kulturą wyższą a lifestylem. W żadnym wypadku krytyk.

Śledź mnie: FACEBOOK

Który Spidey jest bardziej sexy?

Świat jest podzielony. I nic nie zmieni się tak długo, jak kibice Barcelony gardzić będą białymi trykotami „królewskich”, wyznawcy LeBrona Jamesa zakochanymi w Kevinie Durancie mieszkańcami Oklahomy, wyborcy Korwina Unią Europejską, a talibowie - Big Mac'iem, w zestawie powiększonym o duże frytki.



Podziały nie omijają Hollywood. O dziwo, na dalszy plan zszedł nawet wybór najpiękniejszej kobiety świata magazynu „People” i skład jury tegorocznego festiwalu w Cannes. Nie ma obecnie w filmowym światku bardziej elektryzującego tematu od korespondencyjnego starcia Spider – Mana w wersji Sama Raimiego (2002 r., 2004 r., 2007 r. ) i Marca Webba (2012 r., 2014 r.).


Kto tak naprawdę jest lepszy, i w czym?

1) Spider – Man

Zarówno Tobey Maguire, jak i Andrew Garfield zostali wyjęci żywcem z kurzących się na półkach komiksów TM- Semic. Postać z filmów Raimiego to bohater cierpiący, zakleszczony między ciążącą nad nim odpowiedzialnością a miłością do ukochanej, z części na część coraz bardziej przypominający raczej nieżyjącego wuja Bena, niż samego Petera. Nowy Spidey to natomiast beztroski geek, ze swadą i uśmiechem pokazujący złoczyńcom ich miejsce w szeregu. Uśmiechnięty, beztroski, spontaniczny. Prawdziwy, a przez to zdecydowanie ciekawszy. I po stokroć lepiej zagrany.

SM vs. ASM: 0:1

2) Reżyser

Kiedy Sony ogłosiło, iż następcą mistrza wysokobudżetowych blockbusterów będzie reżyser „500 dni miłości” oniemiałem. Z niepokojem wyczekiwałem idola dzieciństwa w wersji emo, kontemplującego o sensie życia z Bellą Swan. Nic z tego! Co dziwniejsze, Marc Webb nadal trzyma poziom, do którego reżyser „Martwego Zła” zbliżył się co najwyżej na kilka minut w „Spider – Manie 2”.


SM vs. ASM: 0:2

3) Kobieta

Nie żebym miał coś do rudych, ale love story Raimiego to trochę jak nowe „Przeminęło z wiatrem” w obsadzie z Natalią Siwiec i jej mężem – twór, który po prostu nie ma racji bytu w masowej wyobraźni. Emma Stone to wymarzona dziewczyna naszego bohatera. A Kirsten Dunst udowadnia u Sellesa i von Triera, że aktorką jest zdecydowanie lepszą niż marvelowska Mary Jane Watson.
Trwa ładowanie komentarzy...