
„Oglądałem kiedyś niezły film z Angeliną”. Tak właśnie powinien wyglądać początek tego artykułu. Żadne „Uwielbiam Angelinę J.” czy „Super Angie” nie wchodzi w grę. Zostanie tak, jak sobie wymyśliłem. Potem miały być wspominki: wpierw ekranowy debiut, następnie kolejne niezwykłe role składające się na obraz diwy, jakiej świat jeszcze nie widział. Piękniejszej niż Sophia Loren, szlachetniejszej od Liz Taylor. Tej, której sexappealu mogłyby pozazdrościć Brigitte Bardot i Marylin Monroe. Na koniec kilka tradycyjnych zdań o rodzinnych konotacjach, okresie buntu, związku z Bradem i obowiązkowy (pisany w tonie laurki) epilog dotyczący działalności charytatywnej gwiazdy. Koniec - można zamknąć komputer. Ile jednak ten tekst byłby warty, jeśli już jego pierwsze zdanie miałoby tyle wspólnego z prawdą, co Agnieszka Orzechowska z jego bohaterką.
Dużo więcej tekstów autora na jego popkulturalno - lifestyle'owym blogu:
MARMOLADA.ST - TRENDSETTER RADOŚCI - KAT CHAŁTURY ( KLIK i czytasz ;) )
