
Selena Gomez wcieli się w postać Jackie Kennedy, w kolejnej hagiograficznej biografii żony JFK? Justin Bieber brawurowo odegra rolę Batmana, gdy tylko studio brutalnie rozstanie się z Benem Affleckiem? A może Danny deVito uraczy nas występem w kolejnych „Niezniszczalnych”, a Ophah Winfrey zaskoczy swoją interpretacją postaci Erin Grant w remake’u filmu „Striptease” z 1996 roku?
REKLAMA
Spokojnie, świat nie jest aż tak pokręcony.
To tylko Robert Pattinson, według brytyjskiego „Daily Star”, został namaszczony na nowego odtwórcę roli Indiany Jonesa. Jak wiemy, życie plotki bywa często krótsze niż eugleny zielonej, więc z BOLDOWANIEM wyrazu „szok” w nagłówkach radzę się jeszcze wstrzymać.
Teraz moment na refleksję i chwilę zadumy, kto zasługuje na miano współczesnego Harrisona Forda, poszukiwacza przygód - zawadiaki, który z równą swadą odnajduje się podczas burzy piaskowej, jak i w centrum deszczu meteorytów?
Moje typy? Proszę bardzo.
Bradley Cooper
Wypisz wymaluj – współczesny Indiana: nienaganna aparycja, błysk w oku, wypracowany uśmiech działający na kobiety jak magnes. Mam tylko nadzieję, że w kapeluszu prezentuje się lepiej, niż jego umiejętności aktorskie na dużym ekranie.
Aaron Eckhart
Świetny aktor, któremu przez kilka niefortunnych, niczym skarpety do sandałów, wyborów obniżył nieco loty na hollywoodzkim rynku („Dziennik zakrapiany rumem” , „Ja, Frankenstein”). Aktorem jest jednak sto razy lepszym niż Cooper i miliard razy ciekawszym niż Pattinson. Moim zdaniem wybór najlepszy z możliwych.
Liam Neeson
Młodsza wersja Forda. Szlachetny do bólu. Niezłomny niczym Stallone w latach 80’tych. W „Mrocznym widmie” sprawdził się w pustynnych klimatach. W pozostałych filmach jako aktor jednej roli. Czas na przełom?
Mimo wszystko Ford.
A co tam! Niech będzie Ford! Zmarszczki wygładzi photoshop, a skok nad przepaścią wykona dubler. Potem jeszcze sequel „Gwiezdnych Wojen” i „Łowcy Androidów” i pozycja Goslinga jako najbardziej pożądanego współczesnego ciacha błyskawicznie stanie się zagrożona.
Ryan Gosling.
Spekulacje na temat Goslinga dotyczą niemal każdej pojawiającej się roli, nie będę więc gorszy. Nawet jeśli miałby grać pień Dębu Bartek lub gałąź w „Zaczarowanym ogrodzie” fanki i tak będą zachwycone.
Myślałem jeszcze nad Danielem Craigiem, ale cóż – nie można w życiu mieć wszystkiego ;)
A jakie są Wasze typy?
Dużo więcej tekstów autora na jego popkulturalno - lifestyle'owym blogu:
MARMOLADA.ST - TRENDSETTER RADOŚCI - KAT CHAŁTURY ( KLIK i czytasz ;) )
MARMOLADA.ST - TRENDSETTER RADOŚCI - KAT CHAŁTURY ( KLIK i czytasz ;) )
