www.jorgecamarotti.com

Pamiętacie co robiliście mając 19 lat? Taki na przykład Leo Messi rozegrał swój setny oficjalny mecz w barwach Barcelony, Macaulay Cukin od pięciu lat cieszył się żywotem aktorskiego emeryta, a Justin Bieber strzelił sobie pierwszą fotkę do kroniki kryminalnej.

REKLAMA
Xavier Dolan nie był aż tak szalony.
Kończył właśnie pracę nad filmem, który miał wstrząsnąć światowym kinem. Nie było to jeszcze trzęsienie Ziemi o sile Loma Prieta, które bez zaproszenia nawiedziło Oakland, gdy młody Dolan jeszcze nie raczkował. To miało przyjść chwilkę później, gdy twórca mogący nareszcie legalnie kupić piwo objawi światu „Wyśnione miłości” - wizualny majstersztyk, któremu w skali filmowego piękna dorównywał wyłącznie o rok starszy „Samotny mężczyzna” Toma Forda.
Kolejne filmy reżysera, który na upartego mógłby być prawnukiem Clinta Eastwooda, to już twarda walka z rosnącymi oczekiwaniami widzów. Historia wzgórz hollywoodzkich, jak i himalajskich, osiąga wspólny mianownik w starym przysłowiu, że na szczyt łatwiej wejść niż się na nim utrzymać. Krytycy masowo zarzucali twórcy narcyzm, widzowie powielanie tych samych tematów.
logo
5kilokultury.pl

Jakby na złość jednym i drugim powstał „Tom”. Pozbawiony typowych dolanowskich ozdobników, hispsterskich marynarek i ton żelu we włosach. W formie i treści na drugim biegunie dolanowszczyzny. Surowy. Całkowicie nie efekciarski. Nieudolnie, ale z gracją naśladujący Hitchcocka. Z filmowych wizytówek reżysera pozostała za to genialna muzyka (posłuchajcie „Going To The Town” i zachwyćcie się), pięknie skomponowane kadry i wyczuwalna w każdej scenie ogromna wrażliwość (genialnie przemieszana z przywołującym na myśl raczej Skandynawię chłodem).
Jedno jest pewne.
Dolan się zaczął.
Dużo więcej tekstów autora na jego popkulturalno - lifestyle'owym blogu:
MARMOLADA.ST - TRENDSETTER RADOŚCI - KAT CHAŁTURY ( KLIK i czytasz )