nbcnews.com

Pamiętacie „Grę” z Michaelem Douglasem z 1997 roku? To nie tylko niezły thriller, ale przede wszystkim ciekawe studium zapętlenia się w świecie, którego obyczaje są dla nas obce na tyle, że w żadnym stopniu nie jesteśmy w stanie go kontrolować. Rzeczywistość, na szczęście, wychodzi nam naprzeciw, zanurzając się w setkach zasad, które podświadomie ją dla nas porządkują. I tak jak na spotkanie z potencjalnym przyszłym pracodawcą prawdopodobnie nie zabierzemy kaloszy i odblaskowej New Ery, tak też nie zrobimy szachowej roszady za pomocą hetmana i skoczka, a także nie wygramy wyścigu będąc trzecim na mecie. Okazuje się jednak, że polscy internauci jak zwykle grają według własnych, nadwiślańskich reguł - nawet jeśli chodzi tylko o kubeł zimnej wody na twarz.

REKLAMA
Ice Bucket Challenge to swoisty ewenement. Zasady? Proszę bardzo. Wystarczy kolejno:
1) stanąć przed całą youtube’ową społecznością i kolegą / koleżanką sekundującą ci ze smartfonem w ręce,
2) wygłosić krótki monolog dotyczący ALS (stwardnienie zanikowe boczne) i możliwości wsparcia ze wszech miar zacnej inicjatywy,
3) oblać się lodowatą wodą (wiadro, szlauch, garnek, sky is the limit) / alternatywnie pkt. 5,
4) nominować kolejnych potencjalnych donatorów,
5) zasilić konto fundacji na rzecz choroby, która na szczęście postanowiła, że nie będzie uprzykrzać życia właśnie Tobie.
Sami widzicie. Normy pięćdziesięciokrotnie prostsze niż warcaby i ostatni odcinek „Trudnych spraw”.
Nad fenomenem samej zabawy nie ma sensu się rozwodzić. Wirtualny łańcuszek wygenerował już niemal 100 milionów zupełnie rzeczywistych dolarów. Niemal miliard z nas (w tym ja) poinformowanych zostało o ALS, natomiast długofalowe korzyści dla chorych, w chwili obecnej zdają się być niemierzalne. A jednak! Świat choć przez krótki moment potrafi ziścić sen z piosenki Louisa Armstronga.
Znakomita większość naszych rodaków zmodyfikowała jednak grę na swoją modłę, zapominając kompletnie o zasadach nr 2 i 5. Nad Wisłą rządzi kusa bluzeczka, ogródek z elegancko przystrzyżoną trawką i mikroskopijne wiaderko, które choć przez chwilę zamieni nas w miss mokrego podkoszulka. A uciecha przy tym tak wielka, że tęcza sama wychodzi zza chmur, a ptaki synchronicznie ćwierkają „Odę do radości”. Potem jeszcze tylko obowiązkowy zastaw zdjęć na Insta, szybki tweet i możemy czuć się jak Gwen Stefani.
- Hej, a przelew?
- Jaki przelew?
Przaśna podwórkowa moda to kolejny przykład, że internetowy lans zanurza się właśnie w okresie przejściowym, próbując odnaleźć swoją tożsamość w klimatach mocno remizowych.
I nie chodzi tu o 100 $, ani nawet o 10. Nie chodzi też o przelew, który zawsze zależeć będzie wyłącznie od naszej woli i zasobności portfela. Ani nawet o to, że świat wbrew pozorom bywa całkiem fajnym miejscem.
Chodzi o ZASADY.
logo
TRUEskawka / marmolada.st