Cofnijmy się o trzy dni. Polski Internet mimochodem podbija trzyminutowy klip przedstawiający dziesięć nieznajomych sobie par, których zadanie jest proste i polega na… pocałunku. Proste. Cmok, cmok i po sprawie. Śliczne czarno – białe kadry i trafiona w punkt piosenka w tle wystarczyły, by wstrząsnąć Internetem z siłą Łukasza Berezaka.

REKLAMA
„First Kiss” to obraz niestety nie na moją wrażliwość. Subtelny, ale kręcony z myślą o nastolatkach zastanawiających się, czy bardziej jazzy jest dziś wzdychać do Goslinga, czy dalej do Timberlake’a. Nie zdarzyło mi się płakać, gdy w mroczną toń oceanu zsuwał się Jack Dawson, kiedy Marina Abramovic po latach spotkała ukochanego, a nawet na ostatnich scenach „Zielonej mili”. Dziś też pozostałem obojętny, choć po niewątpliwym wrażeniem zarówno samego konceptu, jak i jego realizacji.
Niezależnie od branży, płci i preferencji seksualnych statystyczny polski internauta, w przeciwieństwie do mnie, zakochał się w filmiku udostępnionym przez Tatię Pilievę do tego stopnia, że błyskawicznie udostępnił go wszystkim znajomym, będącym akurat online. Internetowa miłość ma jednak to do siebie, że zawsze idzie pod rękę z zawiścią - skutecznie manifestowaną przez ludzi, którzy ewidentnie mają dużo za dużo wolnego czasu. Usta bohaterów nie zdążyły jeszcze ostygnąć, gdy pierwszy zachwyt ustąpić musiał delikatnej podejrzliwości, która po kilku godzinach przerodziła się w dotkliwy lincz internetowej społeczności, zajętej minutę wcześniej wydawaniem wyroku śmierci na Oscarze Pistoriusie.
O co poszło tym razem? Zarzuty dotyczą przede wszystkim sfingowania pocałunków, a nawet wykorzystania ludzkiej wrażliwości w służbie kapitalistycznego koncernu odzieżowego, który bezpardonowo ośmielił się sięgać (i to bez uprzedzenia!) do naszych kieszeni. Lament tysięcy zgwałconych przez dział marketingu miesza się dziś z wyrażanym na forach niedowierzaniem nad poziomem cynizmu twórców, pokazujących nam tych kilka „spontanicznych” całusów. Czytając komentarze, widzę wyraźnie unoszący się nad nimi duch Antoniego Macierewicza, który jednym tchem oznajmia, że Tu-154 z całą pewnością strąciła sterowana przez Putina rakieta dalekiego zasięgu. Dlaczego? Bo tak!
Nie jestem ekonomistą, więc nie chcąc wgłębiać się w teorie dotyczące popytu i podaży, podkreślę jedynie, że zawsze istnieją badania rynku poprzedzające „planowany spontan”. W konsekwencji przed naszymi oczami pojawia się gotowy produkt, w formie dopasowanej idealnie do oczekiwań konsumentów.
A to, że ktoś wzbogacił się o kilka dolarów? Świetnie! Zgodnie z logiką hejterskiej braci powinniśmy zrezygnować z hollywoodzkich hitów, no bo jak to – jeszcze jakiś Brad Pitt na tym zarobi, i nie daj Boże, będzie miał lepiej od nas. Nie czytajmy książek! Pisarz w końcu odbierze honorarium i wsiądzie do nowego Bentleya. Wstrzymajmy się z kupnem chleba, bo podły piekarz wszak też ma z tego zysk. Nie kupuję takiej logiki.
Sama sztuka nie ma być zwierciadłem rzeczywistości, a raczej jej podrasowaną projekcją. Kolorową i stuningowaną wedle potrzeb, skłaniającą do zabawy a czasami głębszych przemyśleń. Jeśli miałaby kalkować wyłącznie smutną codzienność, to może lepiej zawczasu zastąpić „Teatr Telewizji” programami typu „Warsaw Shore”. Czy historia Sixto Rodrigueza straciłaby swoją wartość, gdyby nagle okazało się, że jest dwugodzinną reklamą producenta markowych gitar? Czy wyczyn Van Damme’a byłby mniej spektakularny, gdyby słynny szpagat był dziełem grafika komputerowego? Na poziomie wrażeń na pewno nie. Równie dobrze można byłoby uzależnić dobrą zabawę na „Transformarsach”, od posiadania jednego z nich w garażu. Media to ostatnie miejsce, w których należy szukać Graala prawdy.
Ale próbujemy. I przeżywamy zawód.
Kontrolowany. Ale jednak.
Dziś prym wiodą emocje. Już dawno przestaliśmy dopasowywać się do środków masowego przekazu. Teraz to one usilnie starają się sprostać naszym wymaganiom, przyjmując w razie potrzeby twarz Krzysztofa Ibisza. Dają nam pożywkę do miłości i nienawiści. Sztucznej i na poziomie MTV, czyli dokładnie takiej, której większość z nas potrzebuje.
Smutne.
A może lepiej po prostu dać sobie buziaka?

Więcej tekstów autora na jego popkulturalno - lifestyle'owym blogu: MARMOLADA.ST