Kiedy ludzie mi się przyglądają, zastanawiam się co o mnie myślą. W zależności od nastroju, kombinuję: O! to jest Dudziak! O wiele lepiej wygląda na żywo niż w telewizji!!! Uwielbiam ją!!! Albo: Chyba to ta Elżbieta Dudziak (to imię często mi się podmienia), czy ona naprawdę tak dobrze wygląda na swoje lata? Co ona w ogóle śpiewa? to jest śpiew? Niech ją gęś kopnie za te ryki, kwiki, kociokwiki.
REKLAMA
Niedawno jechałam taksówką. Kierowca badawczo mi się przyglądał w lusterku i po chwili zwierzył się ze swoich spostrzeżeń. Pani jest podobna do tej, no jak ona się nazywa?? Tak, tak, Dudziak, opowiedziałam: często mnie z nią mylą. Muszę panu powiedzieć, ciągnęłam ochoczo, że to mnie autentycznie wkurza i mam tego naprawdę dosyć. To jest okropne być ciągle braną za kogoś innego i to jeszcze za kogo??? Za tego wyjącego rudzielca!!! Podoba się panu jak ona śpiewa? Zapytałam głośno i wyraźnie. Stojąc na czerwonym świetle, kierowca wolno odwrócił do mnie i powiedział: Wcale mi się nie podoba jak śpiewa i nie rozumiem co ludzie w niej widzą. A Pani bym radził przefarbować się na blondynkę. Moja teściowa Irenka Urbaniakowa nie mogła sobie zapamiętać nazwiska naszego tenisowo-muzycznego kolegi Leszka Świerszcza. A jak przywitała Leszka wchodzącego pewnego dnia do naszego mieszkania? Dzień dobry panie Chrabąszczu! Po chwili się zorientowała, że popełniła gafę i szybko się poprawiła: O bardzo pana przepraszam panie Chrząszczu!!! Kiedy w latach 90tych wracałam pociągiem z Friburga (Niemcy) do Warszawy po koncercie z zespołem Walk Away, do mojego przedziału wszedł pan w średnim wieku. Miło się uśmiechnął i pozdrowił po niemiecku. Bałam się, że będzie chciał sobie uciąć ze mną pogawędkę a ja lubię w podróży czytać, słuchać muzyki, albo w ciszy gapić się przez okno. Przy nodze miałam walizeczkę z widocznym identyfikatorem brzmiącym: Miles Davis, All Acces. Poprzedniego dnia otwieraliśmy koncert dla Milesa i każdy uczestnik dostawał taką plakietkę. Po chwili, zaczęło się. Pan z naprzeciwka rzucając okiem na identyfikator, odezwał się po niemiecku: O, była pani na koncercie Milesa? Tak, byłam odpowiedziałam niechętnie. A gdzie to było? We Friburgu, odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od książki. Ja znam wszystkie płyty Milesa, jest geniuszem, ciągnął dalej. Byłam zła i nie wiedziałam jak mu dać do zrozumienia, że nie mam ochoty na rozmowę!! A skąd pani jest? Zapytał, wnioskując po moim akcencie, że na pewno nie z Niemiec. Z Polski, odpowiedziałam. O z Polski!!! Wykrzyknął radośnie. Ja jestem jazz fanem jazzowej muzyki wokalnej i mam kilka płyt genialnej wokalistki z Polski Urszuli Dudziak. Słyszała pani o niej? Zrobiło mi się głupio. Podniosłam głowę znad książki i nie wiedziałam co odpowiedzieć. Pochwalić się, że to właśnie ja, czy podróżować po swojemu, z książką z nutkami i krajobrazami za szybą. Próżność zwyciężyła i przez resztę podróży opowiadałam mu o sobie. Byliśmy oboje zachwyceni.
