
W wywiadach opowiadam się za dużymi miastami. Zawsze mieszkam w centrum. Urodziłam się w maleńkiej wiosce Straconce. Potem rodzice jeżdżąc za chlebem zmieniali miejsce zamieszkania, targając ze sobą cały dobytek i troje dzieci. Do czasu gdy po maturze ruszyłam w świat (najpierw rodzimy (Warszawa) a potem nieznany, Europa i Stany) nasza rodzina przeprowadzała się 6 razy, czyli statystycznie raz na trzy lata. Wszystkie te miejsca dobrze pamiętam.
REKLAMA
Pierwszy mój dłuuuugi przystanek to mieszkanie w samym sercu Manhattanu. Adres 145 West 58 ulica, The Maurice building. Tam mieszkałam najpierw z moim mężem Michałem Urbaniakiem w małym one bedroom, potem przenieśliśmy się na 10 te piętro do mieszkania większego czyli do twobedroom. Tam się urodziły nasze córki Mika i Kasia i tam rozstałam sie z moim, teraz byłym mężem, ale pomieszkujemy tam wszyscy lub osobno od blisko 38 lat. Szmat czasu. Od kilku lat mieszkam w Warszawie na Marszałkowskiej też w samym Centrum, ale ostatnio coś się stało dziwnego, a mianowicie poczułam moje wiejskie korzenie. Odwiedziłam moją koleżankę która się osiedliła pod Siedlacami w malutkiej wioseczce liczącej 120 mieszkańców. Domki zadbane, przyjaźni sąsiedzi, krówki, konie, cisza, spokój. Nagle odezwała się we mnie dusza małego dziecka, małej kilkuletniej Urszulki biegającej po ściernisku.
Moja koleżanka Irenka wraz z mężem Andrzejem, wyjechali na kilka dni za interesami więc ja wsiadłam w podmiejski pociąg i przyfrunęłam właśnie tu do tej uroczej wsi.
Jest tu pięknie, sielsko, cicho, bosko. Jest koniec sierpnia 2012 roku. Słoneczko przygrzewa, orzeźwiający wiaterek łagodzi dość jeszcze ostre jak na tę porę roku, promienie słoneczne. Siadam i piszę emaila do gospodarzy tego domu:
Kochani. Siedzę w Waszym ogrodzie z komputerem na kolanach. Ja-Ula, matka zastępcza chatki Irenko-Andrzejkowej wczesnym rankiem (o 7.30) napaliła w kuchennym piecu i nawarzyła pysznej owsianki.
Piec elektryczny wpadł w depresje bo jest nagle lekceważony i omijany. Patrzy na mnie wielkimi czterema oczami i nie może się nadziwić tej Pani co się tak szarogęsi. Matka Szarogęś była w kurniku i została odprawiona z kwitkiem.
Nie rezygnuje i zbada sytuację w porze obiadowej.
Matka jutro wraca do rozhisteryzowanej cywilizacji i już tęskni za owsianką zgotowaną na piecu karmionym wonnymi drwami.
Pokój temu domowi!!
Piec elektryczny wpadł w depresje bo jest nagle lekceważony i omijany. Patrzy na mnie wielkimi czterema oczami i nie może się nadziwić tej Pani co się tak szarogęsi. Matka Szarogęś była w kurniku i została odprawiona z kwitkiem.
Nie rezygnuje i zbada sytuację w porze obiadowej.
Matka jutro wraca do rozhisteryzowanej cywilizacji i już tęskni za owsianką zgotowaną na piecu karmionym wonnymi drwami.
Pokój temu domowi!!
Ula D
PS.1
Kupuję tutaj kawałek ziemi i postawię ekologiczny domek. Będę miała sad czereśniowy (jak w Straconce!) porzeczki i agrest (jak w Straconce) i będę biegała po ściernisku (chyba jednak w tenisówkach) jak w Straconce, czyli zataczam wielkie koło.
Kupuję tutaj kawałek ziemi i postawię ekologiczny domek. Będę miała sad czereśniowy (jak w Straconce!) porzeczki i agrest (jak w Straconce) i będę biegała po ściernisku (chyba jednak w tenisówkach) jak w Straconce, czyli zataczam wielkie koło.
PS. 2
W przyszłym tyghodniu lecę do Nowego Jorku do mojego mieszkania w samym centrum Manhattanu!!
W przyszłym tyghodniu lecę do Nowego Jorku do mojego mieszkania w samym centrum Manhattanu!!
