Żeby utrzymać mój głos w dobrej formie powinnam codziennie wykonywać zestaw ćwiczeń wokalnych. Bywa, że nagle np. wieczorem, przypomnę sobie, że nie odrobiłam dzisiejszej lekcji, zrywam się, włączam moje ćwiczenia nagrane na cd i mając na uwadze sąsiadów śpiewam na niskich obrotach, czyli nie za głośno. Oczywiście dla mnie nie za głośno dla kogoś może bić po uszach.
REKLAMA
Właśnie czekałam na powrót z zagranicy mojej córki Kasi, ćwicząc sobie moje wokalizy. Była godzina 22.15. Dzwonek do drzwi. Podleciałam do nich i ochoczo je otworzyłam spodziewając się Kasi. Tak, ale to nie była Kasia. Przede mną stało dwóch młodych, przystojnych policjantów. Na mój widok odezwali się równocześnie. A to pani Dudziak? Tak to ja, odpowiedziałam, nic nie przeczuwając. A to pani śpiewa, prawda? Ciągnął jeden z policjantów. Tak ja śpiewam, proszę pana, odpowiedziałam grzecznie. A wie Pani która jest godzina? Z uśmiechem zapytał jeden z nich. Spojrzałam na zegarek. Było dobrze po 22-giej. Jeden z nich kontynuował: Pani sąsiad nas wezwał, że pani zakłóca ciszę nocną i musimy pani wlepić mandat w wysokości 500,- zł.
Pomyślałam: Dam sobie z nimi radę. Pouczcie mnie a na przyszłość będę uważać, usiłowałam im podpowiedzieć. Nie ma żadnego pouczenia droga pani. Albo 500 zł albo sprawę rozstrzygnie sąd, oświadczyli autorytatywnie. Żadna z moich metod nie zadziałała i w końcu podpisałam zgodę na mandat. Następnego dnia zapytałam innych policjantów patrolujących okolicę czy to możliwe, żebym bez pouczenia dostała taki wysoki mandat? Odpowiedzieli, że tak, oni działali zgodnie z prawem. Nie drążyłam więcej tematu, ale przyznam się z ręką na sercu, że było mi żal tych kilku stów.
A co do hałasowania głosem to kilka lat temu szukałam w Warszawie mieszkania. Spodobało mi się jedno na drugim piętrze blisko klubu Harenda. Żeby sprawdzić akustykę tego domu, poszłam z siostrą Danusią do sąsiadki, piętro wyżej. Danusia została u niej a ja zeszłam do mojego potencjalnego i wydarłam się z całych sił. Okna były otwarte. Jakie było nasze zdumienie, kiedy zaraz po mojej solowej próbie uaktywniły się dwa samochodowe alarmy, w autach stojących tuż pod oknem. Miałyśmy z siostrą uciechę, bo nie przypuszczałam, że mam tak silny i donośny głos.
Lata temu siedząc na sofie pod oknem, w moim mieszkaniu na 58smej ulicy na Manhattanie, usłyszałam strzał. Podskoczyłam z siedzenia w strachu, że ktoś do mnie strzela z naprzeciwka. Spojrzałam w okno. Blisko framugi w szybie była mała okrągła dziurka. Zaraz pomyślałam, że to od kuli. Zadzwoniłam na policję. Po trzech minutach (z zegarkiem w ręku!!!!) wpadło do mojego mieszkania trzech policjantów (okazało się, że przyjechali na motorach!) i po kilkunastu minutach oględzin doszli do wniosku, że z mieszkania obok, gdzie odbywał się remont, kawałek odpryskującego muru walnął w szybę udając nabój. Jeszcze do dziś jest mi trudno w to uwierzyć, ale tak było jak opisuję. Po nowojorskiej tragedii w world Trade Center w 2001 roku, zupełnie inaczej patrzyło się na strażaków i policję. Na ich widok wielu ludziom i mnie również, cisnęły się do oczu łzy. Są dla nas uosobieniem prawdziwych bohaterów, którzy chronią, ratują nas i wielu z nich ryzykuje swoim życiem dla nas, zwykłych obywateli.
