Obawiam się, że stoliczki w ogóle przestały się już nakrywać, a zwłaszcza do śniadań.

REKLAMA
Nikt nie wierzy w bajki, nikt nie chce wiedzieć, co było przedtem. Z kim podzielić się więc radosną wieścią, jak prapolskie jest słowo "śniadanie" i że "śniadek" oznaczało tyle, co "potrawa".
Z kim zastanowić, dlaczego po włosku akurat "kolazione" to śniadanie?
("Collatio" było nazwą modlitwy, odmawianej przed lekkim, dodatkowym posiłkiem w klasztorach).
Najbardziej zapamiętałam swoje śniadania w podróżach, śniadania we dwoje.
Poranny przyjazd do równie pięknego, co irytującego, przymusowo romantycznego Paryża. Miasto budzi się w ciepły, letni dzień. W sklepach podnoszą rolety, wystawiają kwiaty w donicach, polewają chodniki wodą. Coraz więcej przechodniów z bagietką pod pachą. Pierwsza otwarta już kawiarnia, dla pobliskich mieszkańców zwykła, codzienna kawa w znajomym, może nawet nudnym otoczeniu. Dla nas kadr z filmu, w którym gramy tylko przez moment. Pierwszy raz próbujemy croissanty i capuccino. Po wypiciu kawy, na dnie filiżanki zostaje poduszka piany. Sama podpowiada, żeby wyjeść ją łyżeczką.
Śniadania na Peloponezie, kiedy jeszcze można było tam mieszkać dziko na plaży pod namiotem, tuż przy brzegu morza. Codziennie rano Grek z wózkiem ciągniętym przez osiołka, przywoził świeże owoce; zerwane pewnie chwilę wcześniej w swoim sadzie piękne brzoskwinie, arbuzy. Zimne mleko i jogurt kupowaliśmy tuż obok, na stacji benzynowej. Na śniadanie było codziennie to samo - musli z jogurtemi i, jak wiem teraz,najlepszą i największą jedzoną w życiu brzoskwinią. Do tego zimna kawa frappe i z oddali ryk osła.
W Singapurze już od bardzo wczesnego poranka Azjaci siedzą w swoich czyściutkich jadłodajniach na wolnym powietrzu i jedzą na śniadanie zupę. Łyżką pomagają sobie nabierać z niej makaron, zaraz potem, siorbiąc, popijają z miski aromatyczny, pikantny rosół.
Chińskie zupki , te najprawdziwsze, nie błyskawiczne, parują z olbrzymich garnków, na każdym ze stoisk trochę inna, a każdy z klientów ma swoją ulubioną.
Za to w Katalonii przed 10 rano nikt nie myśli o śniadaniu. Niedługo potem macza się w kawie parę zwykłych herbatników, na co hotelowi goście z Niemiec nie mogą ukryć oburzenia. Gdzie jest wędlina, jajka, ser i pieczywo ?! Przecież śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu całego dnia! Lecz granica obfitych śniadań przebiega w Europie wzdłuż kanału La Manche. Tylko na Wyspach, a także w północnej i centralnej Europie przywiązuje się takie znaczenie do tego właśnie posiłku. Jego angielska nazwa oznacza nawet przerwanie postu (tego trwającego w nocy). Podczas gdy Anglicy pościli, południowcy jedli swoje późne , przeciągające się do nocy, obfite obiado-kolacje.
Przeszło dwadzieścia lat temu, ubezpieczona w najbardziej powszechny z dostępnych tam sposobów, leżałam w zwykłym, niemieckim szpitalu. Tuż po moim "zaokrętowaniu" ( a rzecz działa się w Lubece, więc chyba można tak to określić), odwiedziła mnie jedna z pielęgniarek, aby w tabelce zaplanować ze mną szpitalne menu na najbliższe dni. Miałam do wyboru po dwa zestawy dań wegetariańskich, dietetycznych i zwykłych, z mięsem. Następnego ranka jadłam śniadanie, które zamówiła jeszcze moja poprzedniczka, można było by pochwalić, że osoba gastronomicznie niegłupia. Można było by, gdyby nie to, że wszyscy młodzi Niemcy jedli wtedy na śniadanie muesli. Dostałam pyszne Bircher Muesli, lekko czerwone od dodatku świeżych porzeczek. Kiedyś w Polsce, pod nazwą "surówki piękności" próbowała je propagować Irena Gumowska (właśnie wznawiane są książki kulinarne jej autorstwa). Przepis pochodzi z jednej z nich, wydanej w 1979 r. Może teraz, kiedy skończyła się dyktatura parówek, kiełbasy i jajecznicy, przyszedł czas na prawdziwe, zdrowe muesli ?
"Surówka piękności"
5 łyżek surowych płatków owsianych
1-2 łyżeczki miodu
1-2 łyżki posiekanych (zmielonych) orzechów laskowych, włoskich lub migdałów
jabłko
sok z cytryny
parę łyżek jogurtu naturalnego, mleka lub twarożku
płatki owsiane zalać kilkoma łyżkami zimnej wody mineralnej (woda 1 cm ponad płatkami). Dodać miód, orzeszki. Zostawić na 15 min lub na całą noc, (przed zalaniem można też dodać parę pokrojonych suszonych moreli, daktyli, żurawinę).
Rano dodać starte razem ze skórką jabłko, sok z połowy cytryny i kilka łyżek jogurtu, mleka,
śmietanki lub twarożku. Do tego jakieś świeże owoce, teraz świetne będą truskawki, za chwilę jagody, porzeczki.
Ta surówka, jak wszystko, ma swoją historię.
Muesli to szwajcarski wynalazek z roku 1900, upowszechniony przez lekarza i reformatora odżywiania Oskara Birchera. Czy w Polsce mieliśmy w ogóle kogoś , kogo można by też tak nazwać? . Może dr A.Tarnawski, który przed wojną, na Huculszczyźnie prowadził w miejscowości Kosów lecznicę - kolebkę polskiego wegetarianizmu i naturyzmu. (Chociaż bywająca tam M.Dąbrowska pisze o nim jako o szarlatanie).
Kto czytał "Czarodziejską górę" T. Manna, czuje klimat. Secesja, ludzie chorzy, szukający ratunku w powrocie do natury, leżakowanie na tarasie, zabiegi wodne, pierwsze ćwiczenia gimnastyczne na wolnym powietrzu, krótkie włosy kobiet, kolejna fala zainteresowania orientem.
Bircher nie wymyślił muesli sam, podczas górskiej wędrówki został nim poczęstowany przez alpejską chłopkę. W Alpach taki posiłek jadany był od ponad wieku. W każdym razie to Bircher uważany jest za pioniera pełnowartościowego odżywiania. Pierwszy starał się wprowadzić do europejskiego menu surowe owoce i surówki. W muesli za najważniejsze ze składników uważał surowe, nieobrane, starte jabłko. Do swojego muesli używał słodkiego skondensowanego mleka , ponieważ w tamtym czasie świeże, niepasteryzowane mleko mogło być przyczyną zachorowania na grużlicę. W latach 20-tych ubiegłego wieku w kartach popularnych już wtedy w Szwajcarii restauracji wegetariańskich ( a pierwsza - Hiltl, powstała w 1889 r i działa do dziś jako najstarsza w Europie), muesli widniało ciągle jako propozycja na kolację. Natomiast dziś często, z bitą śmietaną, w mocno słodkiej wersji, jako deser.
Muesli znane nam dzisiaj ze sklepów, jako gotowa , sucha mieszanka płatków, suszonych owoców i orzechów zaczęto produkować na przemysłową skalę w początkach lat 40-tych XX wieku. Zawsze na nowo trochę drażnią mnie wiadomości tego typu; ktoś w roku 1944 nagrywa przebój "what a wonderfull world", ktoś inny zaczyna produkować zdrowe płatki śniadaniowe.
W niemieckojęzycznej Europie jedzenie muesli w1968 r należało do alternatywnego, ekologicznego stylu życia.Tak nie jedli dziadkowie, ani rodzice, od których wszyscy młodzi chcieli się bardzo odróżniać. Pod koniec lat sześćdziesiątych muesli "wyrwało " się w świat.
Amerykanki częstowały nim każdą klientkę w salonach kosmetycznych Heleny Rubinstein, zachęcając do stosowania "surówki" jako kuracji.
Dzisiaj każdy z lepszych hoteli ma je w swoim śniadaniowym bufecie. W Polsce też, tylko jako dość niepozorne, łatwo je przeoczyć.
Jasne, że to breja i "mamałyga", danie z najmniej fotogenicznych i musiałabym się napracować, żeby dobrze zaprezentować je na zdjęciu. Ale warto spróbować, bo poprawia cerę, włosy i humor. Bo jest tak niesamowicie proste, tanie i pyszne.Bo za każdym razem odmienimy je innymi owocami. I znowu ominiemy aptekę.
Orzechy w składzie surówki spełniają różne funkcje, są smaczne, zdrowe i odżywcze, to wiadomo, ale także dzięki nim surówkę zjadamy wolniej, przeżuwając, a nie połykając. Nasz żołądek nie trawi surowej skrobi zawartej w płatkach, radzi sobie z nią dopiero pod wpływem żucia i enzymu zawartego w ślinie. A dlaczego surowe płatki? Bo są bogatsze w cenne składniki o 7 razy od płatków gotowanych.
Być może uznacie, że dość już wędrówek po świecie, a polskie śniadania są i tak najlepsze ze wszystkich, musimy jednak zajrzeć jeszcze do Nowego Jorku (zobowiązuje mnie choćby tytuł odcinka). To miasto, jak najlepsza z matek, przygotuje nam rano każde z wymarzonych śniadań. I, co lepsze, nie musimy iść z nim do szkoły. Siedząc na głazie w Central Parku możemy zjeść pełną jabłek, pachnącą cynamonem mufinkę. Albo w jednym z szybkich barów spotkać starego znajomego w nowym wydaniu - przerobiony po nowojorsku, z serkiem śmietankowym, plastrem łososia i koperkiem bajgiel.
W miejscu, które było kiedyś wyrzutem sumienia Manhattanu, zapuszczonym i niebezpiecznym parkiem, w którym handlowano narkotykami, powstał Bryant Park. Niewiele w nim parku w naszym rozumieniu, mało drzew, a dużo miejsca do siedzenia, atmosfera placyku w małym, europejskim miasteczku, ze stylową , "starą" karuzelą dla dzieci, roślinami w donicach, mosiężnymi stolikami i krzesełkami. W jednej z altanek pancakes, śniadaniowe racuszko-naleśniki, do wyboru bananowe, z jagodami, albo cytrynowe na serku ricotta. Polane bursztynowym syropem klonowym, z kleksem sosu waniliowego. Nie wiedziałam już czy są naprawdę aż tak dobre, czy smaku dodaje im lokalizacja. Po powrocie robiłam je w domu. Są rzeczywiście pyszne! Poza tym to jeden z dwóch najlepszych sposóbów użycia bardzo dojrzałych bananów.
Pancakes bananowe
1/2 kg dojrzałych bananów
125 g cukru
100 ml mleka
sok i skórka z cytryny
1 łyżeczka cynamonu
3 jajka
ok. 3-4 łyżek mąki
cukier puder
tłuszcz do smażenia (np. Planta)
Banany zmiksować z sokiem wyciśniętym z cytryny.
W innej misce połączyć żółtka z cynamonem, cukrem i skórką startą z cytryny, utrzeć na gęstą masę. Dodać zmiksowane banany i mleko.
Białka ze szczyptą soli ubić na sztywną pianę. Nie przerywając ubijania dodać krem bananowy i przesianą mąkę. Niezbyt grube placki smażyć porcjami na tłuszczu (może to być oliwa), osączyć na papierowym ręczniku i podawać posypane cukrem-pudrem.
Ważne jest, żeby nie dodać zbyt dużo mąki, placki powinny być leciutkie i pulchne, bardziej miękkie niż racuszki.
Śniadanie jest prostsze od reszty posiłków, zróbmy więc komuś nam miłemu taką niespodziankę. Na tacy ładny kieliszek ze świeżym sokiem, miseczka musli z truskawkami, na talerzyku kromka razowego chleba z "dachówką" ułożoną z krążków rzodkiewki, a w filiżance prawdziwa kawa, nie ta z plastikowego słoja pełnego przemysłowego proszku.
I jeszcze gałązka urwana gdzieś z boku krzewu jaśminowca. No i co z tego, że pachnie naiwną staroświecczyzną? Pachnie ładnie, przywołuje uśmiech i sieje dobre wspomnienie.