REKLAMA
Morele są z gatunku "niekoniecznie potrzebnych do życia". Są chyba po to, żeby było piękniej, smaczniej i zdrowiej ( to owoc o największej zawartości karotenu).
Apetyczne, fotogeniczne,w cudnym kolorze, niestety, zarezerwowanym wyłącznie dla siebie.
Niech nikogo nie kusi pomalowanie pokoju na morelowo (nie polecam też mango, sama się kiedyś nabrałam). Te kolory piękne są tylko w wydaniu owocowym. Koloru w naszym życiu musimy poszukać gdzieś indziej.
Mieszkam w miejscu, gdzie przed wojną kończyło się miasto. W małych ogródkach do dziś rosną drzewa owocowe, szczekają psy, dudnią spadające teraz na ziemię jabłka. Mniej więcej co dwa lata obfitość urodzaju sprawia, że sąsiedzi przynoszą sobie torby pełne owoców, moreli też.
Szkoda było by przerabiać morele tylko na dżem, chociaż akurat w kuchni stoi on na cukierniczym podium. 80 g "Abricotage" to bardzo często występujący składnik we francuskich, i nie tylko, przepisach. Smaruje się nim spody kruchego i biszkoptowego ciasta, po to , aby nie namokły od kremu czy owoców. Upieczone ciasta smaruje się lekką warstwą ciepłego dżemu morelowego, co dodaje im połysku, smaku i trwałości. My moglibyśmy stosować "abricotage" na naszych drożdżówkach - taki mały zabieg piękności.
Bez dżemu morelowego nie byłoby słynnego wiedeńskiego tortu Sachera (tortu bez kremu), bezwstydnie ciężkiego czekoladowca oblanego ciemną czekoladową glazurą, pod którą kryje się właśnie cieniutka linijka jasnego dżemu. Maleńki, konieczny kontrast dla mocnego charakteru ciasta.
Późne lato, na stole patera z owocami, koc na pikniku, po którym turlają się świeże, promiennie żółte owoce. Ciężka, pochylona gałąź na działce, pełna słonecznych plam pośród liści. Mam nadzieję, że oglądacie morele nie tylko kątem oka w sklepie warzywnym, czy przez plastikowy pojemnik w supermarkecie. Zanim owoce zostaną zjedzone, niech w widocznym miejscu poleżą chwilę na ładnym talerzu, razem z zerwanym na spacerze kwiatem, czy jarzębiną . Sprawdźcie, może okaże się, że już samo układanie sprawi wam przyjemność, a dopiero potem jedzenie.
logo
W naszych cukierniach bardzo rzadko spotyka się ciasta ze świeżymi morelami, musimy to nadrobić!
Bardzo łatwe i szybkie w wykonaniu, na dodatek efektowne, będą tarteletki, czyli okrągłe, płaskie ciastka z gotowego ciasta francuskiego. Można je zrobić naprawdę na pół godziny przed jedzeniem.
Mrożone ciasto francuskie dobrze byłoby mieć zawsze w lodówce, to próg, z którego łatwo skoczyć ku różnym ciekawym pomysłom (nie tylko na słodko). Przyznaję,że to jedyne ciasto, przed którym się ugięłam i nie podjęłam próby jego samodzielnego zrobienia. Znam za to przepis na fałszywe ciasto francuskie, nie tak kaloryczne, wypróbowane, świetne zwłaszcza do pikantnych tart. Może kiedyś zdradzę...?
Tarteletki
opakowanie mrożonego ciasta francuskiego
120 g mielonych migdałów
110 g cukru
jajko
3 łyżki mleka
2 łyżki rumu albo soku z pomarańczy
skórka starta z pomarańczy
3 dojrzałe morele
6 obranych, przepołowionych migdałów do dekoracji
Piekarnik rozgrzać do 210 stopni.
Ciasto wyjąć z opakowania i nierozwinięte trzymać przez ok. 10 min w temp. pokojowej.
Potem rozłożyć na lekko posypanej mąką powierzchni, rozwałkować , wyciąć krążki
(szklanką lub foremką). Ułożyć je na blaszce (najlepiej wyłożonej papierem do pieczenia), wstawić do lodówki. Wymieszać składniki masy migdałowej. Nakładać ją łyżką na środek surowego ciasta, pozostawiając wolne brzegi. Na masie ułożyć plasterki pokrojonej moreli
i połówki migdałów. Piec około 10 -12 min. Po wyjęciu można posmarować morelki gorącym, przetartym przez sitko dżemem morelowym i posypać ciastka cukrem-pudrem.
Migdały kupić można nieobrane, są o wiele tańsze. Obrać po zalaniu na 5-10 min wrzątkiem, dobrze wysuszyć, choćby na papierowym ręczniku.
logo
Tarta z morelami, jeśli ktoś ma więcej czasu i bardzo dobre zamiary. Takie tarty już się we Francji leciutko znudziły, dlatego odmienia się je dodatkami,tak jak ulubioną, lecz wielokrotnie już noszoną, starszą sukienkę. Ich smak odświeża więc dziś lawenda, czy nawet płatki chili. Nam tarty te chyba się jeszcze nie znudziły, a już na pewno nie z migdałową kruszonką ( 125 g migdałów, 100 g cukru, 100 g masła). Migdały to od zawsze najbliższy, ulubiony sąsiad moreli. Pestka moreli wygląda zresztą jak mały migdałek. Smakuje gorzko i ma marcepanowy aromat. Wykorzystuje się to w produkcji likieru amaretto i "marcepanu dla ubogich", czyli percepanu.Percepan nie nadaje się do jedzenia w czystej postaci, służy tylko do wypieków, pralinek. A pestki moreli zawierają trującą substancję, dlatego nie wolno zjeść ich więcej niż dwie.

Migdały, morele, baśnie z 1001 nocy i już jesteśmy w mojej ukochanej kuchni orientalnej. Tutaj morele używane są o wiele częściej i bardziej różnorodnie. W perskiej kuchni tuż przy kawałku baraniny w soczystym szaszłyku, w ryżu siedmiu klejnotów (klejnoty to orzechy i bakalie), w marokańskim garnku tagin tłoczą się się z kawałkami kurczaka i warzyw, w Indiach razem z marchewką, świeżym imbirem i mleczkiem kokosowym kuszą aromatyczną zupą.
Orient umie też korzystać z owoców suszonych, o których my na codzień kompletnie zapominamy. A wystarczy zalać suszone morele na 20 min gorącą wodą, zmiksować i taką masę wykorzystać potem do ciast, deserów, sosów. Najprostsze sposoby: połączyć z odrobiną miodu i dobrym jogurtem naturalnym, smarować nią naleśniki (albo nadać morelowy smak farszowi z twarożku ), zrobić słodki shake morelowy, lub pikantny morelowo-pomidorowy. Wybierajcie tylko niesiarkowane suszone owoce, te w ciemnym kolorze.
To ostatnie, dziwnie udane połączenie pomidor-morela, odkryłam wcale nie tak dawno. Działa na tyle dobrze,że trochę przetartych moreli dodanych do prawdziwej zupy z pomidorów, (nie z koncentratu), nadaje jej nieoczekiwanego, podejrzewam, że gruzińskiego przedsmaku. Bo, oczywiście, w Gruzji też rosną, tak samo zresztą, jak w Nepalu, Brazylii, Turcji i we Włoszech.
Włosi są mistrzami deserów i wszyscy pokochali ich tirami su ( deser pod tą nazwą istnieje dopiero od 1970 r, parę wieków wcześniej były nieco podobne, na bazie kremu z mascarpone) . Warto pamiętać, że według klasycznego przepisu przygotować można tirami su truskawkowe, pomarańczowe, czy właśnie morelowe.Tu koniecznie dodać trzeba też parę malin, (nawet mrożonych), które kwaśnym kontrastem uzupełnią smak moreli. Biszkopty nasączyć możemy, jak każe przepis, espresso z odrobiną likieru (oczywiście amaretto!), albo mocnym naparem herbaty owocowej (z sokiem z cytryny lub pomarańczy, z odrobiną cukru).
Niepokoi mnie trochę, że wiem skąd pochodzą najlepsze - jak przy każdej okazji chwalą się Austriacy, morele; mianowicie z Wachau i jak chwalą się Francuzi -z Nancy, a prawie nic nie wiem o polskich (najlepsza ma być odmiana Zaleszczycka z południowo-wschodniej części kraju). Ciągle za mało mówimy o naszych specjałach, a jeśli nawet gdzieś je przedstawiamy, to nie dość atrakcyjnie. Najlepszym przykładem powinni być Francuzi, którzy nawet Tour de France umieli nadać drugie znaczenie - festynu gastronomicznego, promującego lokalne rarytasy. Martwi mnie też, że nie spotkałam jeszcze naprawdę dobrego dżemu morelowego polskiej produkcji, oczywiście poza babciną produkcją , leżakującą w niektórych piwnicach tego miasta. Czyżby więc to przez nieudolność przemysłu spozywczego nasi rodzimi gurmandzi niejako zmuszeni są do tak częstych włamań ?
Podobnie jak my nazywają swoje morele Austriacy - Marillen, jednak dla nich są one znacznie ważniejsze, ich uprawa stoi na drugim miejscu, tuż po winorośli. Austriacy nawet z moreli potrafią zrobić ciepłe, mączne danie. Jedno z nich świetnie znamy, mając je za"swoje"; to knedle z morelami. Drugą specjalnością są morele w cieście. Owoce blanszuje się, usuwa pestkę,marynuje w likierze z cukrem-pudrem. Zamiast pestki wkłada się kulkę marcepanu. Trzymaną na widelcu morelę zanurza w gęstym cieście a la naleśnikowym i frytuje w gorącym tłuszczu. Osączone na papierze, podaje posypane cukrem-pudrem. Ich nazwa "wiedeńskie praczki" pochodzi od zawsze wesołych, pełnych życia młodych dziewcząt, jakich pełno było w XIX w. w Wiedniu.
Duża część zbiorów moreli idzie na produkcję sznapsów. Dobry destylat jest przezroczysty, intensywnie pachnący morelami i ma zawartość ok.40 % alkoholu. Ze 100 kg dojrzałych owoców uzyskuje się 8 l dobrej jakości sznapsu. Najbardziej znany to węgierski imiennik Obamy, Barack Palinka. To pewnie też może być przyjemność idąca z moreli.
Ja znam jeszcze jedną. Komuś bardzo bliskiemu, po ciemku, ręką do ręki podać trzeba piękną i dojrzałą morelę. Ten gest coś nam przypomina, i okazuje się, że w hebrajskich wierzeniach morela była drzewem "wiadomości dobrego i złego", tym rosnącym w raju i zakazanym. A jednak, więc w dawnych wiekach mieli rację, traktując morele jako afrodyzjak.