Z wyboru zawsze za kulisami, przez 10 lat wykonywałam zawód, którego właściwie nie ma. "Food-stylist", bo przecież chyba nie "stylistka potraw"?

REKLAMA
Moimi modelami były dania z każdej kuchni świata, wybiegiem dla nich ten sam
stół, w ciągle innej, stworzonej jednorazowo scenerii (udającej nieraz trawnik) , zamkniętej ramami rozkładówki w kobiecym piśmie.
Stare triki (słaba herbata z kroplą oliwy odmierzaną kroplomierzem jako oczko tłuszczu na niby- rosole) przecierały drogę nowym (kulki lodów powstające z drogiej, sztucznej masy w różnych kolorach. Włoskiej masy!)
Nie należy się dziwić i przejmować, jeśli przygotowywana w domu potrawa niewiele przypomina tę ze zdjęcia w piśmie.
Dziś przygotowuję dania do zjedzenia, nie do zdjęć.
Cieszy mnie rozmowa na temat ich smaku. Zadowolenie i powrót osób, które pozwalają się zaskakiwać codziennie nowym menu. Kolejne zamówienia cateringowe na sesje zdjęciowe z gwiazdami. Lubię pamiętać, że pan P. uwielbia buraczki, pani G. puszysty kuskus z warzywami al dente, p. Cz. skandynawskie kanapki , a redakcja "C." znowu zamówi orientalny pasztet z cukinii; też za nim przepadam. To mój sposób na życzliwość wobec ludzi - lubię dać im coś dobrego do zjedzenia. Jestem kucharką, właśnie to umiem robić najlepiej.