Nad osiedlowym chodnikiem, którym spaceruję z psem, zawieszone ( prawdopodobnie w "brazylijskim" szale karnawałowym trzy lata temu), wiszą na przerzuconym wysoko pomiędzy drzewami długim kablu, stare adidasy.

REKLAMA
Nad osiedlowym chodnikiem, którym spaceruję z psem, zawieszone ( prawdopodobnie w "brazylijskim" szale karnawałowym trzy lata temu), wiszą na przerzuconym wysoko pomiędzy drzewami długim kablu, stare adidasy. Patrząc w górę, lekko zirytowana, wchodzę w nie dające się obejść rozlewisko trzech olbrzymich kałuż. Tak, po każdym większym deszczu, zawsze w tym samym miejscu.
Czy to osiedle ma w ogóle jakiegoś gospodarza? A moje pytanie, do kogo mogłabym się zwrócić i mieć jakąkolwiek nadzieję, że zdejmie wreszcie te stare buty i poprawi jakość chodnika, zasługuje tylko na ironiczny uśmiech?
Ale mój kraj nigdy nie był i nie będzie Skandynawią, ja zaś nie mam genów polityka, ani działacza. I tak od lat spędzam wolny czas w kuchni, gdzie jestem swoim szefem, gospodarzem, uczniem i nauczycielem. Ze swojego hobby udało mi się stworzyć miejsce pracy, najpierw dla siebie, jako stylistki potraw, z czasem jeszcze dla paru innych osób, jako firma cateringowa.
Wiele zrobiłabym, żeby odczarować słowo "kucharka", (które brzmi po polsku niemalże jak "Baba Jaga"), nie używając przy tym zdrobnień typu "nasze jarzynki", nie podając przepisów na żabie udka. Znależć miejsce pomiędzy infantylnym, a wielkopańskim myśleniu o kuchni. Pokazać różnorodnośc i moc przypraw, ziół, niedocenianych, zwykłych składników. Nauczyć dzisiejszych technik przygotowywania codziennych potraw, tego, że zupa gotuje się maximum 20 minut. Zmienić nastawienie niechętnych i zarazić pasją gotowania.
Stożki wysypanej na stolnicy białej mąki, trzepaczka do piany, słoiczki z ziarenkami przypraw…
Cały świat zwykłej, domowej kuchni, który mógłby być tak, jak był dla nas jako dzieci, wciąż intrygującym miejscem.
Narzędziem kulinarnego czarodzieja powinien być przede wszystkim moździerz.
Kiedy zaczniemy od wsypania i utarcia paru ziaren kolendry, ziela angielskiego, kminu rzymskiego i kawałka kory cynamonu, kiedy rozejdzie się świeży, mocny zapach przypraw, poczujemy się w starym miejscu w nowej roli. Czarodzieja kuchni, żonglera smaków, jednym słowem artysty.
Gotując, nie spieszmy się, nie poddawajmy naciskowi czasu. Obiad nie musi i nie powinien składać się z przysłowiowego kotleta z ziemniakami i surówką. Dopasujmy menu do ilości czasu, jaki możemy poświęcić na jego przygotowanie.
Grzanka z dobrego pieczywa, grillowany drób, czy ryba, może jeszcze szybka sałatka z ogórka, pozwolą nam podać ciepły, wartościowy posiłek w ciągu kilkunastu minut.
Korzystajmy z różnorodności i bogactwa składników. To wcale nie musi oznaczać drogich zakupów, wymagających przepisów. Poznajmy zasady kuchni jednocześnie prostej i nowoczesnej, z całą pewnością zdrowej, bo opartej na artykułach nieprzetworzonych i sezonowych. Nie będziemy już przyprawiać wegetą, nasze dania nie będą smakowały codziennie tak samo.
Nadal lubić będziemy potrawy naszego dzieciństwa, co jednak nie przeszkodzi w nadaniu trochę innego rysu naszym własnym daniom. Kuchnia, tak jak i sposób ubierania, podlega modom, inaczej stałaby w miejscu, nie będąc żywym odbiciem zmian .
Moje rady mogą być pomocne zarówno dla tych, którzy lubią spędzać czas gotując, jak i dla unikających tej czynności. Podam Wam wypróbowane przeze mnie, oryginalne sposoby na nadanie charakteru swoim lub gotowym potrawom. Pewnego wieczoru, ( może w trakcie reklam telewizyjnych), przygotujecie swoje pesto – bazę. Gotowe, będzie czekać w lodówce, aż dodacie je do właśnie ugotowanego makaronu, na kanapkę z pomidorem, do zupy, albo choćby na mrożoną pizzę.
Pewnie znajdziecie niejedno swoje, nowe zastosowanie (omlet, sałatki, jajka na twardo, wędzony łosoś na kanapce ). A najprostsze – to kromka pieczywa, posmarowana tuż przed podpieczeniem.
Pamiętajcie , że kuchnia to miejsce doświadczeń! Powiem Wam, jak sprawić, by były one udane.

Baza oliwna z przyprawami, pasuje właściwie do wszystkiego:
następujące składniki włóż do miksera, albo wyższego, wąskiego naczynia, w którym będą zmiksowane:
ząbek czosnku (lub dwa, jeśli go lubisz), łyżkę suszonych ziół ( klasyka to oregano), 3-4 suszone pomidory - z zalewy, lub namoczone wcześniej w letniej wodzie co najmniej na 15 min., (pomidory nie są konieczne, ale dodają bardzo dużo smaku i koloru), garstkę orzechów włoskich lub migdałów (znawcy dodadzą orzechy pinii). Składniki zalej olejem (kukurydzianym, słonecznikowym, czy innym, swoim ulubionym), tak aby pokrył je na ok. 4 cm powyżej i zmiksuj. Teraz dodaj oliwę z oliwek, około ¼ szklanki, wymieszaj łyżką ( oliwa nie lubi miksowania, może zgorzknieć), listek laurowy, parę ziarenek pieprzu, parę listków świeżych ziół (bazylia, natka), ewentualnie przekrojony strączek papryczki chili.
Pamiętajcie, że zestaw składników zależy od Was, jeśli ktoś lubi paprykę w proszku, też może ją dodać, jeśli nie lubi czosnku – niech go nie używa.( W tym ostatnim przypadku namawiałabym jednak do zmiany tej postawy).
Bazę przelej do miłego oczom pojemnika (słoika); będzie stała na wierzchu, coraz częściej używana. Zaręczam!