Prowokowanie do otwartego konfliktu z Niemcami przez polityków PiS w dzisiejszych czasach można tłumaczyć tylko na dwa sposoby: albo głupotą, albo celowym działaniem na szkodę Polski. Mimo wszystko wolałabym, żeby była to pierwsza z wymienionych przyczyn.
REKLAMA
Prekursorem i mózgiem antyniemieckich działań jest w PiS oczywiście sam Jarosław Kaczyński. Punktem kulminacyjnym było wydanie przez niego w 2011 roku książki "Polska naszych marzeń", w której zarzucił m.in. Niemcom intencję przejęcia ziem należących dawniej do Niemiec, a Angeli Merkel współpracę ze Stasi. Do historii polskiej polityki przeszło też jego określenie "zakamuflowana opcja proniemiecka" jako niewybredny epitet pod adresem przeciwników. Inni prominentni politycy PiS chętnie podchwytują tą narrację, żeby wspomnieć tylko niedawne słowa Krystyny Pawłowicz: " BOJKOTUJMY, tam gdzie można, towary i banki niemieckie! Za ich „kary”, sami wymierzajmy Niemcom gospodarcze kary".
O historii oczywiście nie można całkowicie zapominać, trzeba jednak wziąć pod uwagę, jak trudną drogę zmian przeszły Niemcy od zakończenia II wojny światowej. Obserwowany za zachodnią granicą kryzys z uchodźcami jest właśnie efektem posuniętej aż do przesady poprawności politycznej. Nasi sąsiedzi z ich politykami na czele tak boją się posądzenia o rasizm, że zgodzili się na przyjęcie emigrantów różnej maści. Dziś płacą za to ogromną cenę... Czy to się nam podoba, czy nie, skok cywilizacyjny jaki zrobiliśmy przez ostatnią dekadę sfinansowali przede wszystkim niemieccy podatnicy. Pieniądze, jakie Polska otrzymała od Unii Europejskiej, można porównać jedynie do planu Marshalla.
Truizmem jest stwierdzenie, że dziś, w dobie ogólnoświatowych zawirowań, narody Europy muszą trzymać się razem. Politycy PiS myślą jednak inaczej i coraz bardziej podsycają konflikt z Niemcami. W kampanii wyborczej można było to jeszcze od biedy tłumaczyć tanim populizmem. Kontynuacja tej linii przez ludzi rządzących Polską jest już dalece niebezpieczna. Bo jeśli nie Niemcy, jeśli nie kraje Europy Zachodniej, kto będzie naszym sojusznikiem w niepewnych czasach? Węgry, Grupa Wyszehradzka to dalece za mało. Zresztą dziwne, że jakoś nie przeszkadza ludziom PiS faszystowska przeszłość Słowacji czy Węgier...
Podsumowując - politycy, którzy są prawdziwymi mężem stanu, kierują się dobrem swojego kraju i pragmatyzmem, nie osobistymi urazami, dziwnymi ambicjami czy myśleniem życzeniowym. Można dalej iść z szabelką na Niemcy, można nawet wystąpić z Unii Europejskiej, tylko jaki przyniesie to efekt? Nie można się obrażać na położenie geopolityczne Polski i realia XXI wieku. Dziś silna Polska może być tylko w zjednoczonej Europie, a nie ma Europy bez Niemiec. Jeśli ktoś postępuje wbrew temu, pracuje na osłabienie Polski, działa na jej niekorzyść.
