Spór o Trybunał Konstytucyjny może mieć znacznie bardziej poważne konsekwencje. Coraz bardziej prawdopodobne, że wkrótce posłuży Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego ludziom jako argument do konieczności wprowadzenia zmian w Konstytucji. O ile nie do uchwalenia całkiem nowej, nawet z zapisem o jedynie słusznej partii rządzącej i niekończącej się nigdy kadencji...
REKLAMA
PiS poszedł świadomie na ostre zwarcie z Trybunałem, a w konsekwencji ze społeczeństwem i niemal całym cywilizowanym światem. Pat trwa, więc w tym szaleństwie musi być jakaś metoda, a mówiąc bardziej dokładnie dalekosiężny cel...
Wyrok jest, rząd i prezydent PiS go nie uznają, nie zamierzają opublikować. Rząd PiS powołuje się na artykuł 197.Konstytucji: „Organizację Trybunału Konstytucyjnego oraz tryb postępowania przed Trybunałem określa ustawa”. Mimo że nie ma vacatio legis, została przyjęta w trybie przyspieszonym, rząd powołał się na ważny interes państwa. Z kolei oponenci przytaczają - art. 195 ust. 1 tej samego dokumentu: "Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji”. Tak więc cały spór między TK a rządem, w skrócie między prezesem Rzeplińskim a prezesem Kaczyńskim, opiera się więc na interpretacji. Nie zdziwię się, gdy wkrótce Jarosław Kaczyński powie, że w takim razie Konstytucja jest niespójna, więc trzeba ją zmienić. Sojusznik już jest - Kukiz 2015. Są też sondaże korzystne dla PiS, tak więc rządzący mogą nawet zdecydować się na referendum.
Głos ludu pozwalający zmienić Konstytucję i zawłaszczyć wszelkie instytucje państwa na czele z Trybunałem byłby zbawienny nie tylko dla Jarosława Kaczyńskiego. Spodobałby się też Zbigniewowi Ziobro, który ostatnio zawłaszcza całą władzę sądowniczą. Dla rządzących jest nieważne, że efektem być może ogromny chaos administracyjny w Polsce. Jak pisze „Rzeczpospolita” „Jeśli Trybunał orzeka, że dany przepis jest niekonstytucyjny, to przyjmuje się, że traci on tzw. domniemanie konstytucyjności. Czy taki przepis należy więc stosować czy nie? Będzie to zależało od każdego sądu czy organu, np. urzędu. Prawdopodobnie jedni nie będą takiego wadliwego przepisu stosować, ale inni – jak najbardziej (…)Może się więc okazać, że kryzys rozleje się na cały kraj, dotykając tysięcy indywidualnych spraw. Część z nich skończy pewnie w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, gdzie skarżący powołają się choćby na naruszenie prawa do sądu. Skutki wojny o TK mogą się okazać dla Polaków katastrofalne”.
PiS chyba nie policzył, ile może stracić państwo tylko przez przegrane sprawy w Strasbourgu. A może z grubsza policzył, tylko już zamierza iść do końca na całość? Paraliż prawny może być przecież kolejnym argumentem za koniecznością zmiany Konstytucji. Rządzący powiedzą: no tak, my chcemy dobrze, tylko oni się buntują. Zmienimy Kontytucję i ich spacyfikujemy na dobre.
Właśnie od sporu o Trybunał Konstytucyjny zaczęła się dyskusja o praworządności w Polsce. Konsekwencją pierwszego majstrowania przy TK było powstanie Komitetu Obrony Demokracji oraz zainteresowanie Komisji Europejskiej oraz Komisji Weneckiej. W piątek Margaritis Schinas, rzecznik KE poinformował, że po świętach wielkanocnych KE wróci do rozmów o praworządności w Polsce. Podstawą dyskusji KE na ten temat będzie m.in. opinia Komisji Weneckiej w sprawie zmiany ustawy o TK. Spadek zaufania do Polski na arenie międzynarodowej nie jest jednak dla PiS argumentem za ustąpieniem w sporze o TK. Konsekwencją będzie jednak zaogniający się spór i dalsza polaryzacja Polaków. Z jednej strony PiS, z drugiej KOD. Czy może grozić nam wojna domowa? A może rozwiązaniem problemu przez PiS będzie stan wyjątkowy?
Rządy autorytarne są mniejszym złem niż wojna domowa, tak jak stan wojenny był lepszy od wojny w Polsce. Mimo to nie wyobrażam sobie życia w kraju o takim ustroju. Zatrzymajmy zapędy Jarosława Kaczyńskiego i jego ludzi, dopóki nie jest jeszcze za późno. Brońmy zapisów w obecnej Konstytucji.
Bo jeśli nic nie zrobimy, za chwilę możemy mieć nową - nie polską, ale pisowską.
