Trzeba powiedzieć to jasno: do polskich mediów wraca cenzura. W PRL mieściła się w budynku przy ul. Mysiej, dziś przy ul. Nowogrodzkiej. Ponieważ obiektywne media są papierkiem lakmusowym demokracji, sprawę dziennikarek zwolnionych z TVP Info posłowie PSL przekazali do wyjaśnienia sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu.
REKLAMA
Ktoś mógłby powiedzieć: dziś mediów cenzurować się nie da, mamy przecież internet. Ale władza za pomocą tzw. ustawy inwigilacyjnej już dała sobie prawo do cenzury internetu!
Tak, mamy pozarządowe media. Ale władza już ogranicza ich działanie, np. pozbawiając ogłoszeń czy reklam!
Mamy samodzielnie myślących obywateli. Oby nie do czasu....
Dziennikarki Izabela Leskiewicz, Magdalena Siemiątkowska i Małgorzata Serafin straciły pracę w TVP Info, bo chciały rzetelnie wykonywać swój zawód. Czyli po prostu poinformować opinię publiczną o marszu Komitetu Obrony Demokracji. Ich szefowie mieli inne zdanie - uznali, że newsem dnia powinna być relacja z konferencji o przygotowaniach do lipcowych Światowych Dnia Młodzieży w Krakowie.
Dziennikarze uczą się, że są trzy kryteria ważności informacji. Po pierwsze, aktualność - marsz KOD odbywał się właśnie w tamtym momencie. Po drugie, istotność dla jak największej liczby odbiorców - marsz KOD interesuje wszystkich Polaków, przeciwników i zwolenników PiS. Po trzecie, atrakcyjność, a zdjęcia protestujących ludzi są ciekawsze niż gadające głowy za stołem. Pomijając ideologiczne podteksty marsz KOD był więc tematem wartym pokazania, choć niewygodny dla PiS. Dziennikarki zachowały się zgodnie z sumieniem i zasadami etyki z Karty Etycznej Dziennikarza. Sprawą powinna więc zająć Rada Etyki Mediów. Tylko czy zajmie się tematem niewygodnym dla przybocznych redaktorów PiS?
Dziennikarze uczą się, że są trzy kryteria ważności informacji. Po pierwsze, aktualność - marsz KOD odbywał się właśnie w tamtym momencie. Po drugie, istotność dla jak największej liczby odbiorców - marsz KOD interesuje wszystkich Polaków, przeciwników i zwolenników PiS. Po trzecie, atrakcyjność, a zdjęcia protestujących ludzi są ciekawsze niż gadające głowy za stołem. Pomijając ideologiczne podteksty marsz KOD był więc tematem wartym pokazania, choć niewygodny dla PiS. Dziennikarki zachowały się zgodnie z sumieniem i zasadami etyki z Karty Etycznej Dziennikarza. Sprawą powinna więc zająć Rada Etyki Mediów. Tylko czy zajmie się tematem niewygodnym dla przybocznych redaktorów PiS?
My, PSL, przeciwstawiamy się tym praktykom. I deklaracja ONZ, i Konstytucja RP dają obywatelom prawo do informacji. Mało tego, daje je Prawo Prasowe, choć jest z 1984 roku- art. 43 w par 7 dopuszcza nawet karę więzienia dla kogoś, kto wymusza na dziennikarzu publikację materiałów niezgodnych z jego etyką. Nie możemy pozwolić na dyktatorskie zapędy Jarosława Kaczyńskiego i jego ludzi. Nie chcemy cenzury z Nowogrodzkiej. Dlatego sprawę zwolnionych dziennikarek przekazaliśmy do rozpatrzenia przez sejmową Komisję Kultury i Środków Przekazu. Nie spodziewamy się cudów, ale musieliśmy zareagować, chociaż w symboliczny sposób pokazać swój sprzeciw.
Kaczyński dąży w stronę Orbana, ale już bliżej mu do Erdogana, który w Turcji każe blokować Facebooka i Twittera za treści nieprzychylne jego rządom. Na razie "tylko" posiada narzędzia do cenzury internetu i każe zwalniać niepokornych dziennikarzy, ale rządzi krócej niż Erdogan, dopiero pół roku. Kto wie, dokąd zajdą jego zapędy za kolejne pół roku, za rok, za dwa... Dlatego już dziś musimy pokazać swój sprzeciw. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że bez Trybunału i obiektywnych mediów staniemy się dyktaturą. Dlatego musimy się temu sprzeciwiać, póki jeszcze jest na to czas.
