W dyskusji nad zakazem aborcji nie chodzi o ochronę życia, tylko o politykę: o manifestację przekonań, spłacanie długów wyborczych Kościołowi oraz o władzę nad ciałami i umysłami kobiet. Sejm tą sprawą w ogóle nie powinien się zajmować, bo jest od ustanawiania w Polsce prawa, a nie jedynego słusznego światopoglądu.

REKLAMA
W tym tygodniu w Sejmie rozpatrzymy dwa projekty dotyczące aborcji. Jeden dopuszczający przerwanie ciąży do 12 tygodnia, drugi bezwzględnie jej zakazujący. Ten drugi, autorstwa komitetu „Stop Aborcji”, jest bliższy mentalności posłów większości sejmowej. Założenia są na poziomie Salwadoru, czyli karanie – nawet więzieniem – niedoszłych matek oraz innych „sprawców śmierci życia poczętego”. Wyższość prawodawstwa polskiego nad salwadorskim polegać ma na tym, że kobiety po samoistnych poronieniach nie będą karane.
Projekt, patrząc realnie, pewnie utknie na dłuższy czas w sejmowych komisjach, bo Jarosław Kaczyński nie będzie chciał narażać się centrowemu elektoratowi. Moim zdaniem parlament nie powinien się nim w ogóle zajmować z kilku równorzędnych powodów.
Po pierwsze, Sejm jest od ustanawiania w Polsce prawa, a nie jedynego słusznego światopoglądu. Dyskusję nad celowością całkowitego zakazu aborcji pozostawmy etykom, nie posłom.
Po drugie, w Polsce są znacznie ważniejsze problemy do rozwiązania niż zmuszanie kobiet do rodzenia niechcianych dzieci.
Po trzecie, nawet całkowity zakaz aborcji nie zwiększy dzietności, co najwyżej rozpropaguje podziemie aborcyjne, co dla uboższych kobiet będzie oznaczać wizyty u tzw. „babek” – znachorek.
Po czwarte, w polskim prawie od lat funkcjonuje dobre rozwiązanie tej kwestii, kompromis godzący racje wszystkich stron. Nawet Lech Kaczyński zabraniał go naruszać,
Moim prywatnym zdaniem aborcja zawsze jest złem, ale czasami bywa mniejszym złem. Zmuszanie kobiet do rodzenia dzieci z wadami letalnymi to czyste barbarzyństwo. Słynny jest przypadek "dziecka Chazana", które urodziło się bez mózgu i na oczach rodziców umierało w męczarniach przez 10 dni. Nie mniejszym okrucieństwem jest zmuszanie kobiet do rodzenia dzieci z gwałtu czy kazirodztwa.
W takich sytuacjach nie ma dobrego rozwiązania, ale wybór powinien zawsze należeć do kobiety. Ktoś słusznie zauważył, że zabierając kobietom prawo do decyzji zabieramy im prawo do bohaterstwa.
Kobieta zrobi bowiem wszystko, żeby mieć dziecko i zrobi wszystko, żeby dziecka nie mieć. W dzisiejszych czasach nikt nie traktuje aborcji jako środka antykoncepcyjnego, choćby dlatego, że środki są tańsze, łatwiej dostępne i mniej drastyczne w stosowaniu. Kobieta, która chce poddać się aborcji, nie robi tego dla przyjemności, ale z desperacji. Z badania z 2013 roku wynika, że 36 proc. kobiet, które przerwały ciążę, deklarowało poglądy prawicowe, wśród nich były zadeklarowane katoliczki. A mimo to z jakichś przyczyn wybrały aborcję. Hipokryzja? Każda z nich odpowiedziałaby, że jej przypadek był wyjątkowy i na swój sposób miałaby rację.
Osobnym paradoksem jest, że uwaga "obrońców życia" zwykle kończy się na narodzinach dziecka. Te żyjące, niepełnosprawne czy nawet zdrowe nie są już dla nich równie istotne. Wiem o czym piszę, bo ściśle współpracuję z ośrodkami dla niepełnosprawnych w Olsztynie i w Biskupcu. Myślę więc, że obrońcy życia powinni w pierwszej kolejności zająć się dziećmi już żyjącymi, decydując na przykład na wolontariat w domach pomocy dla głęboko niepełnosprawnych.
Prywatnie należę do przeciwników aborcji, ale daję innym prawo do posiadania innych poglądów. Tak jak napisał Wolter "Nie zgadzam się z Tobą, ale do końca życia będę bronił Twojego prawa do własnych poglądów".
Jeśli ktoś korzysta na dyskusji o aborcji, to jedynie PiS, bo spłaca swoje zobowiązania wobec Kościoła i odciąga uwagę opinii publicznej od własnych afer i nieudolności rządzenia. Dziś nie ma klimatu na liberalizowanie prawa, ale nie ma go też na zaostrzanie. Jednak każda kobieta ma prawo do podejmowania osobistych decyzji zgodnie z własnym sumieniem i państwo nie może jej tego zabronić.