Od ósmej rano w Iranie panuje cisza wyborcza. Kampania, która rozpoczęła się wraz z ogłoszeniem zaakceptowanych przez Radę Strażników Konstytucji kandydatów, skończyła się na dwadzieścia cztery godziny przed głosowaniem. Jak czytamy na stronie Radio Farda, ożywione przygotowania do wyboru następcy Mahmuda Ahmadineżada trwały do ostatnich godzin. Nawet w środku nocy na ulicach największych miast – w Teheranie, Maszhadzie, Tebryzie, - rozdawano ulotki i skandowano hasła wyborcze. Choć atmosferze daleko było do przedwyborczych wieców sprzed czterech lat, to na tle przebiegu tegorocznej kampanii wyborczej, która okazała się pozbawiona polotu, ostatnie godziny były naprawdę elektryzujące.
Mimo to część Irańczyków jest przekonana, że prezydent został już wybrany. Ich zdaniem zostanie nim Said Dżalili, jeden z najbardziej zaufanych doradców przywódcy duchowego, Alego Chamaneiego. Drudzy natomiast, wieszczą zwycięstwo Ghalibafa. Inni z kolei przekazują plotkę o tym, że Welajati wycofał się z wyścigu wyborczego. Część spodziewa się drugiej tury, w której spotkają się Dżalili i Ghalibaf. Niektórzy widzą tam Ghalibafa i Rouhaniego. Historia Iranu uczy, że próba przewidywania wydarzeń w tym kraju jest przedsięwzięciem karkołomnym, jeśli nie niemożliwym, dlatego aby przekonać się, która z powyższych prognoz się ziści, musimy poczekać do jutrzejszego wieczora.
