W dobie koronawirusa, kiedy priorytetem są wszelkie działania związane ze zwalczaniem pandemii i jej zdrowotnych, społecznych i ekonomicznych skutków, nie można rezygnować z podejmowania innych problemów. Do takich problemów należy sterylizacja jako jedna z metod planowania rodziny, która obecnie nie jest w Polsce dostępna, mimo iż jest w pełni akceptowana jako taka przez Światową Organizację Zdrowia. Tymczasem w praktyce publicznej służby zdrowia jest dopuszczalna jedynie w przypadku zagrożenia zdrowia lub życia. Polskie władze, kierując się motywacją ideologiczną odmawiają udostępniania tej metody obywatelkom i obywatelom.
Podwiązania nasieniowodów i jajowodów unika się w polskiej służbie zdrowia w związku z efektem mrożącym wywołanym przez przepisy kryminalizujące „pozbawienie zdolności płodzenia”. Chodzi o art. 156 § 1 pkt 1 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeksu
karnego. W świetle przedmiotowego przepisu spowodowanie ciężkiego uszczerbku
na zdrowiu w postaci m.in. pozbawienia człowieka zdolności płodzenia jest zagrożone
karą pozbawienia wolności od roku do lat 10. Oczywiście kontekst tego przepisu jest taki, że karane powinno być ubezpłodnienie człowieka wbrew jego woli, w wyniku aktu przemocy. A jednak Ministerstwo Zdrowia używa tego przepisu jako pretekstu, by uniemożliwiać dorosłym osobom decydowanie o własnej płodności i bezpłodności.
W związku z tym, 11 lutego 2020 wysłałam do Ministra Zdrowia interpelację zwracającą uwagę na tę błędną i tendencyjną interpretację Kodeksu Karnego. Zadałam jednocześnie pytanie o to, jak Ministerstwo odnosi się w tym kontekście do stanowiska WHO.
Odpowiedź, jaką uzyskałam kilka dni temu jest kuriozalna. Ministerstwo pominęło w niej w ogóle temat podejścia WHO, natomiast zamiast odnieść się do kwestii mylnej interpretacji art. 156 § KK, po prostu streściło cały artykuł, przedstawiając go jako eliminujący sterylizację z praktyki polskiej służby zdrowia, ale bez dalszego uzasadnienia.
Jest oczywiste, że czymś zupełnie innym jest pozbawienie kogoś zdolności płodzenia wbrew jego woli, w wyniku przestępstwa - i tego dotyczy wspomniany artykuł, a czym innym jest dobrowolna decyzja dotycząca własnej płodności i związany z tym zabieg najzupełniej zgodny z normami cywilizowanej medycyny, określonymi przez WHO. I nie zmieni tego uparte powtarzanie litery art. 156 § KK. Natomiast ustawa o planowaniu rodziny nakłada na administrację rządową i samorządową obowiązek zapewnienia „swobodnego dostępu do metod i środków służących świadomej prokreacji”.
Zresztą w praktyce szeroko stosowane są w polskich niepublicznych ośrodkach medycznych metody takie jak podwiązywanie nasieniowodów i z pewnością pacjenci nie zdają sobie nawet sprawy, że ktoś - posługując się tak absurdalnym pretekstem - mógłby uznać tego rodzaju zabiegi za sprzeczne z prawem, zaś ich i pomagającym im lekarzy skazać na więzienie. Nikt tego oczywiście nie zrobi, bo było by to ośmieszenie państwa, ale efekt mrożący pozostaje i wciąż działa przynajmniej w publicznych placówkach służby zdrowia.
Sterylizacja nie jest niczym niezwykłym i nie można pozwolić, by coraz większe w ostatnich latach poddanie państwowej służby zdrowia wpływom fundamentalistycznym – bo do tego się ta sprawa w istocie sprowadza - powodowało pozbawienie pacjentek i pacjentów dostępności tej jednej z podstawowych metod planowania rodziny.
Czas najwyższy wreszcie tę kwestię uregulować zgodnie ze standardami WHO.
