Wstępne porozumienie rządu z branża górniczą zakłada wygaszenie kopalń do 2049 roku. Mój komentarz jako posłanki lewicy ze Śląska w sprawie problemów w górnictwie. Sam fakt porozumienia to ważny moment. Rząd po raz pierwszy był z górnikami szczery - wreszcie przyznał, że przemysł górniczy w Polsce się kończy. Między bajki można włożyć opowieści Andrzeja Dudy czy premiera Morawieckiego, że węgiel to nasze polskie złoto i wystarczy go co najmniej na 200 lat.

REKLAMA
Importujemy węgiel, chociaż równolegle rosną zwały niewykorzystanego surowca wydobytego w Polsce. Tylko w 2018 roku Polska sprowadziła blisko 20 mln ton węgla (głównie z Rosji), chociaż zapasy rodzimego przekroczyły 7 mln ton.
Jako posłanka Lewicy mówię jasno - transformacja energetyczna, odejście od węgla i inwestycje w zieloną energię w obliczu katastrofy klimatycznej to nasza jedyna przyszłość. I te procesy muszą zostać przeprowadzone zdecydowanie szybciej niż do 2049 roku. Zwłasza że zielona transformacja jest jednym ze sztandarowych projektów Unii Europejskiej.
W tym procesie nie można pominąć pracowników branży górniczej - ta transformacja musi być nie tylko zielona, ale również sprawiedliwa. To jest podstawowa odpowiedzialność rządu. A już teraz widać, że wstępne porozumienie pomija zupełnie pracowników administracji i w ogóle wszystkich pracowników powierzchni poza przeróbką. Nie powinniśmy o nich zapominać.
Przyjęty dziś plan jest na tyle ogólny, że w praktyce może oznaczać zarówno przemyślaną transformację z myślą o przyszłości regionu, jak i bezmyślną likwidację całej branży, po której zostaną tylko zgliszcza. Restrukturyzacja nie może oznaczać po prostu wygaszania kolejnych kopalń, ale proces który sięga daleko w przyszłość i ma na względzie to, co powstanie na miejsce zamykanych zakładów.
Niestety trudno patrzeć optymistycznie na dotychczasowe "dokonania" Prawa i Sprawiedliwości w zarządzaniu górnictwem.