W Gdańsku przez kilka godzin stał pomnik przedstawiający naturalnych rozmiarów żołnierza radzieckiego, który gwałci leżącą, ciężarną kobietę. Autorem i jednocześnie inicjatorem całej akcji był student gdańskiej ASP, który umieścił rzeźbę obok pomnika radzieckiego czołgu. W ten sposób chciał opowiedzieć o „tragedii kobiet”.

REKLAMA
Gwałt na kobietach jako narzędzie wojny i element wojennej strategii jest stosowany od zawsze i dotyczy wszystkich armii na świecie. Oczekiwanym przez oprawców owocem gwałtu jest ciąża. „Zabić chłopa i zgwałcić babę”, to zasada, którą kierowali się już Rzymianie, stosowali ją średniowieczni rycerze, a później żołnierze Napoleona. Była to forma zemsty i pełnego zhańbienia wroga, opisana nawet w kodeksie Boshido. W Bośni i Hercegowinie szacuje się, że w latach 90. zostało zgwałconych co najmniej 80 tys. kobiet, podczas II wojny światowej żołnierze dopuścili się przemocy seksualnej na ok. 2 mln Niemek, a do opinii publicznej wciąż przedostają się nowe filmy gwałconych mieszkanek Iraku. Problematyka seksualna dotyczy wszystkich armii. W 1993 r. ONZ uznał gwałty za zbrodnię przeciw ludzkości i narzędzie wojny.
Należy mówić o problemie szykan i cierpieniach ludności cywilnej, a zwłaszcza kobiet, podczas wojny, ale nie można ograniczać tego zagadnienia jedynie do stosunków polsko-radzieckich. Potrzebne jest upamiętnienie wszystkich kobiet, które stały się ofiarami wojny, bo w ten sposób odsłania się inną, bardziej kobiecą stronę wojennych konfliktów. Nie można jednak tego problemu traktować w sposób służebny, którego głównym celem jest poniżenie dawnego wroga. W tym konkretnym przypadku, który w negatywnym świetle przedstawia jedynie gwałty żołnierzy radzieckich, trudno mówić o solidarności z kobietami. Jest to raczej forma rozliczeń historycznych, w której kobiety zostały potraktowane instrumentalnie. Jeśli gdański artysta chce opowiedzieć o tragedii kobiet podczas wojny, powinien podejść do tego problemu bardziej kompleksowo.
Moja krytyczna ocena gdańskiego pomnika nie jest jednoznaczna z tym, że sztukę należy cenzurować i chować do podziemia. Jestem przeciwna takiemu piętnowaniu wolności artystycznej, ale uważam, że sztuka podlega ocenie i warto z nią dyskutować. Pod tym względem pomnik młodego artysty spełnił swoją funkcję.