W Sejmie trwa debata nad wnioskiem o referendum w sprawie sześciolatków. Inicjatorami referendum są rodzice przeciwni reformie Ministerstwa Edukacji Narodowej polegającej na obniżeniu wieku szkolnego. Problem jednak nie sprowadza się jedynie do posyłania sześciolatków do szkół. Reforma szkolnictwa to duża zmiana systemowa i mam poważne obawy co do rozstrzygania tego w drodze referendum.

REKLAMA
Większość małych Europejczyków rozpoczyna edukację w wieku sześciu lat, a teraz również polskie dzieci również mają szansę z tego przywileju skorzystać. Przez ostatnie lata polska szkoła diametralnie się zmieniła, to nauczyciel dostosowuje formę do edukacji dziecka. Obniżenie wieku szkolnego to większa szansa na sukces w szkole i w dorosłym życiu, ma również duże znaczenie dla poszczególnych środowisk, np. wcześniejsze rozpoczęcie edukacji przez dzieci ze środowisk wiejskich to możliwość wyrównania szans z innymi dzieci z miast. Rozpoczęcie edukacji przez sześciolatki to także szansa na utrzymanie wielu szkół, którym dziś grozi likwidacja z powodu niżu demograficznego. Nie skupiajmy się tylko na momencie rozpoczęcia edukacji, ale na efekcie w postaci możliwości rozwijania talentów, lepszego przygotowania młodego człowieka do dorosłego życia. Nie zapominajmy również o tym, że każdy rodzic ma prawo skontrolowania warunków, w jakich dziecko się uczy lub będzie się uczyć.

Z drugiej strony, jako osoba zaangażowana i związana z nauczaniem w liceum społecznym, sympatyzuję z rodzicami, którzy chcą działać dla dobra swoich dzieci i staram się zrozumieć ich obawy. Na początku października spotkałam się z rodzicami sześciolatków, którzy uważają, że szkoły nie są jeszcze gotowe na przyjęcie tak małych dzieci. Rodzice skarżą się na przepełnione klasy, brak świetlic, czy odpowiedniej części rekreacyjnej dla małych dzieci. Odpowiednie przygotowanie szkół to moim zdaniem sprawa priorytetowa dla posłania maluchów do całkiem nowego środowiska.

Obywatelski wniosek o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum jest dowodem na to, że Ministerstwo Edukacji Narodowej nie zdołało przekonać społeczeństwa do jednej ze sztandarowych reform rządu Donalda Tuska. Należy oczywiście brać pod uwagę głos obywatelek i obywateli, którzy sami chcą decydować w sprawach, które ich bezpośrednio dotyczą. Niestety referendum nie dotyczy jedynie posyłania sześciolatków do szkół. Pod referendum powinny zostać poddawane jedynie kwestie o poważnym charakterze i warte merytorycznego rozważenia.

Inicjatorzy referendum domagają się też m.in. zniesienia obowiązku przedszkolnego pięciolatków, przywrócenia pełnego kursu historii i innych przedmiotów, oraz powrotu ośmioletniej szkoły podstawowej. Mam duże wątpliwości, czy te kwestie powinny być przedmiotem referendum. Uważam, że ciągłe zmiany źle służą edukacji. Takich kwestii nie rozstrzyga się w populistycznym głosowaniu. Czy naprawdę musimy ratować maluchy przed szkołą? Dzieciom należy przede wszystkim pomagać i je wspierać.

Mam nadzieję, że sejmowa debata pomoże mi podjąć właściwą decyzję w sprawie głosowania. Jako Posłanka mam także obowiązek dbać o polskie dzieci i zrobić dla nich wszystko, co najlepsze. Rozważam wstrzymanie się od głosu, ale ostateczną decyzję podejmę po debacie i wysłuchaniu argumentów inicjatorów referendum oraz resortu edukacji.