Coraz więcej Polek i Polaków decyduje się na emigrację zarobkową wewnątrz Unii Europejskiej. Wyjeżdżają w poszukiwaniu lepszego życia, jednak często na miejscu spotykają się z dyskryminacją i wykluczeniem społecznym. Wielokrotnie apelowałam do naszych władz, by nie pozostawiały ich samych sobie – bez skutku.
REKLAMA
Przykładów antyimigracyjnych nastrojów w Europie jest sporo, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, gdzie używa się ich jako narzędzia do politycznej walki. Jeden z brytyjskich polityków wezwał jakiś czas temu tamtejsze firmy do wyjaśnienia, dlaczego zatrudniają Polaków, skoro wielu Brytyjczyków pozostaje bez pracy. Moje zaniepokojenie wzbudzają także liczne sygnały, że brytyjski rząd wprowadza utrudnienia w dostępie do zasiłków dla imigrantów. W ostatnim czasie podobną politykę zaczęły prowadzić Niemcy, gdzie bezrobotni obcokrajowcy, którym przez trzy miesiące nie uda się znaleźć pracy, będą tracić prawo pobytu w tym kraju. Nowe regulacje mają dotyczyć także obywateli Unii Europejskiej.
Dyskryminująca polityka bogatych państw względem imigrantów z biedniejszych krajów Unii Europejskiej, zamiast wyrównywać szanse, żebyśmy mieli do czynienia z prawdziwie zjednoczoną i równą Europą, będzie jedynie pogłębiać te podziały. Szkoda, że Wielka Brytania czy Niemcy zapominają, że to właśnie imigranci napędzają ich gospodarki i nie należy marginalizować ich roli w walce z obecnym kryzysem. Żyjemy w czasach, w których narody migrują i nie należy tego oceniać jedynie w kategoriach strat, lecz warto dostrzec wartości, jakie to ze sobą niesie. Ludność napływowa oddziałuje nie tylko na wspomniany już rozwój gospodarczy, ale również wzbogaca kulturę i uczy tolerancji. Potrzebne jest lepsze prawo w samej Unii Europejskiej, które pozwoli im godnie żyć na równi z tubylcami.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z faktu, że nie wszystkim imigrantom szybko udało się znaleźć pracę i zaaklimatyzować się w nowym państwie. W zeszłym roku zorganizowałam w Sejmie konferencję poświęconą sytuacji Polek i Polaków w Wielkiej Brytanii. Obecni na spotkaniu przedstawiciele organizacji pomagających polskim obywatelom i obywatelkom w Zjednoczonym Królestwie, opowiadali często przerażające historie o bezdomnych imigrantach. Choć wiem, że stanowią oni jedynie niewielki odsetek tysięcy Polek i Polaków na Wyspach, to właśnie problemy takich ludzi poruszają mnie najbardziej. Organizacje pozarządowe nie wyręczą polityków, których obowiązkiem jest tworzenie dobrego prawa, chroniącego także najsłabszych.
Poważnym problemem dla UE są nielegalni imigranci zarobkowi z krajów spoza Unii Europejskiej. Każdego dnia tysiące obywateli z najbiedniejszych krajów świata, w których umierają z głodu i często są prześladowani, próbuje dostać się, z narażeniem życia, do bogatej Europy. Wielu z nich umiera w drodze – co jakiś czas oglądamy tragiczny los imigrantów z Afryki, którzy toną koło Lampeduzy. Słyszymy wtedy głosy oburzenia, jak można było dopuścić do takiej sytuacji, a potem kiedy media przestają się tym interesować, szybko problem znika z oczu polityków unijnych.
Ci, którym uda się tu przedostać, przebywają na terenie Unii nielegalnie, często wegetują, mieszkają w fatalnych warunkach, bez możliwości pracy czy edukacji, czekając na wydalenie. Unia nie dopracowała się żadnej racjonalnej polityki imigracyjnej. Zamknęliśmy się sami w "obozie" pt. Unia Europejska i nie chcemy nikogo wpuścić. Europejscy politycy nie dostrzegają szans jakie mogłaby przynieść bardzie otwarta polityka imigracyjna, która mogłaby być częściową odpowiedzią na kryzys demograficzny w UE. W dłuższej perspektywie czasowej jest to nieuniknione i Unia będzie musiała podjąć odważne decyzje uwzględniające sytuację globalną, niedostrzeganie zagrożeń związanych z rosnącymi nierównościami społeczno-ekonomicznymi między krajami biednymi i bogatymi może doprowadzić do katastrofy.
