
W tym tygodniu głośna i komentowana stała się sprawa fryzjera z Wałbrzycha, który na sali sądowej pokonał ZAiKS. Temat szczególnie zasługuje na uwagę, gdyż na jego przykładzie widać wzmożoną aktywność organizacji reprezentujących interesy autorów.
REKLAMA
Niewątpliwie każdemu powinno przysługiwać prawo do czerpania korzyści majątkowych z własnej pracy, w tym również z tej kreatywnej. Dla wielu autorów środki uzyskiwane z tantiem stanową główne źródło utrzymania oraz pozwalają na finansowanie powstania kolejnych utworów. Przysługujące im wynagrodzenie powinno być zatem godziwe i pozostawać na odpowiednim poziomie, aby zachęcać do tworzenia. Egzystencja artysty na rynku w dzisiejszych czasach zależy bowiem od stopnia opłacalności. Z tego powodu co chwilę słychać o kolejnych pomysłach zmierzających do silniejszego egzekwowania praw majątkowych twórców, a jako przykład można wskazać chociażby ACTA. Historię upadku ACTA spowodowanego powszechnym obywatelskim buntem zna chyba każdy, kto posiada w domu odbiornik radiowy.
Tym razem środowiska reprezentujące autorów postanowiły na drodze sądowej przymusić małych przedsiębiorców do uiszczania opłat za słuchanie muzyki w miejscu wykonywania działalności. Jako pierwszy na linii ognia znalazł się fryzjer z Wałbrzycha.
Dotychczasowa skala naruszania praw autorskich powoduje, że nie można odmówić twórcom prawa dochodzenia ich racji na drodze sądowej. Niemniej jednak, należy się zastanowić nad granicami. Obciążanie drobnego przedsiębiorcy dodatkowymi opłatami może bowiem prowadzić do absurdu.
Jak donosi prasa, Pan Marcin Węgrzynowski prowadzi w Wałbrzychu niewielki zakład fryzjerski. W trakcie obsługiwania klientek lubił posłuchać sobie radia. Problem w tym, że w ocenie reprezentującego prawa twórców stowarzyszenia słuchał tego radia bezprawnie, gdyż nie uiszczał stosownej opłaty licencyjnej. Nasz bohater odmówił wykupienia licencji, gdyż jego zdaniem nie odnosił z tego tytułu korzyści. Co więcej, rozmieścił na terenie zakładu stosowne informacje skierowane do klientów, upraszające o nie słuchanie radia. Przeprowadził również ankietę wśród klientek, wykazując brak wpływu dochodzącej z odbiornika muzyki na decyzję o skorzystaniu z jego usług.
W efekcie Sąd Okręgowy w Świdniku oddalił powództwo ZAiKS-u. Pełnomocnik strony przegranej zapowiedział zaskarżenie wyroku. Nie ma co się dziwić. Uwzględnienie przez Sąd roszczenia stanowiłoby zarazem „furtkę” do kierowania podobnych powództw przeciwko małym przedsiębiorcom. Przełożyłoby się to na dochody z licencji, lecz poważnie uderzyło w drobnych przedsiębiorców.
Motywując rozstrzygnięcie, Sąd Okręgowy jednocześnie wskazał na orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości dotykające „publicznego udostępnienia”. W sprawie o sygnaturze C-135/10 rozważano już kwestię ustalenia, czy bezpłatne odtwarzanie fonogramów w gabinecie dentystycznym w ramach wykonywania wolnego zawodu, z korzyścią dla klientów, którzy korzystają z tego niezależnie od swojej woli, stanowi „publiczne udostępnianie” lub też „podanie do publicznej wiadomości” w rozumieniu art. 3 ust. 2 lit. b) dyrektywy 2001/29 i czy takie odtwarzanie daje producentom fonogramów prawo do otrzymania wynagrodzenia. Sprawa dotyczyła stomatologa świadczącego usługi na terytorium Włoch. Podobnie, jak w polskim przypadku z powództwem wystąpiła organizacja zajmująca się zbiorowym zarządzaniem prawami autorskimi. M. Del Corso odtwarzał jako muzykę tła w swoim prywatnym gabinecie dentystycznym w Turynie chronione fonogramy. Pozwany podnosił, że muzyka w gabinecie nadawana była drogą radiową.
Wypowiadając się w sprawie włoskiego stomatologa, Trybunał przede wszystkim dokonał interpretacji pojęcia „publicznego udostępniania” ponadto wskazał, że sprawa dotyczyła także odtwarzania drogą radiową muzyki w gabinecie dentystycznym z korzyścią dla klientów, którzy się tam znajdują.
Z treści wyroku przede wszystkim wynika, że nie każdy przedsiębiorca jest zwolniony z obowiązku uiszczania opłat licencyjnych na rzecz twórców. Różnica sytuacji osób prowadzących zakład hotelowy, czy lokal gastronomiczny od stomatologów przejawia się przede wszystkim w charakterze działalności. Prowadzący zakład hotelowy lub lokal gastronomiczny dokonuje bowiem „udostępnienia” poprzez działania w celu udzielenia dostępu swoim klientom programu radiowego zawierającego chroniony utwór. W ocenie Trybunału istotna jest świadomość konsekwencji udzielanego dostępu. Zachowanie podmiotu świadczącego usługi hotelarskie umożliwia jego klientom dostęp do utworu nadawanego drogą radiowo-telewizyjną i jest dodatkową usługą, świadczoną w celu uzyskania korzyści. Ta dodatkowa usługa wpływa na standard zakładu oraz przekłada się na cenę pokoju. Podobnie w przypadku prowadzącego zakład gastronomiczny można mówić o działaniu w celu zwiększenia frekwencji w tym lokalu, przekładającej się na jego rezultaty ekonomiczne.
Odnośnie zaś sytuacji dentysty, Trybunał podkreślił, że nie dokonuje on „publicznego udostępnienia”, gdyż jego klienci tworzą krąg osób o stabilnym ograniczonym składzie. Przychodzą kolejno po sobie, ponadto nie są co do zasady odbiorcami tych samych fonogramów, w szczególności tych nadawanych drogą radiową. W związku z powyższym stomatolog nie może oczekiwać zwiększenia liczby klientów swojego gabinetu tylko z powodu odtwarzania muzyki. Nie może także podwyższać z tego powodu ceny wykonywanych przez siebie zabiegów. W rezultacie takie odtwarzanie nie może samo w sobie mieć jakiegokolwiek wpływu na dochody stomatologa. Klienci dentysty udają się do gabinetu w celu poddania się zabiegom, natomiast odtwarzanie fonogramu nie jest nieodłącznym elementem przy świadczeniu opieki stomatologicznej. Pacjenci korzystają z muzyki przypadkowo i niezależnie od swojej woli.
Dokonując oceny statusu przedsiębiorców uwzględniony zatem został wpływ udostępnianej muzyki na charakter prowadzonej działalności gospodarczej. Historię włoskiego stomatologa można przyrównać do sytuacji polskiego fryzjera. W ocenie Sądu Okręgowego również w przypadku Pana Marcina dobiegająca z radia muzyka nie wpływała na jego sytuację ekonomiczną. Klientki same wskazały, że były zainteresowane jakością świadczonych usług, nie zaś rozlegającymi się dźwiękami. Odgłos suszarki podobnie do szumu wiertła jest bowiem w stanie zagłuszyć niejedną melodię.
(K. Gorzkowska, WCDP)
