W środowisku hip-hopowym transfery raperów budzą często niemałe emocje i kontrowersje. Rozstania z wydawcami opisywane są w piosenkach, strony obrzucają się błotem w publicznych oświadczeniach, a nawet jeśli rozłam, na pierwszy rzut oka, następuje w pokojowej atmosferze, to słuchacze sami budują teorie spiskowe i wymyślają tryliardy powodów, dla których raper odszedł z danej wytwórni. Pożegnania obrastają w legendy o wydawcy złodzieju i wykorzystanym artyście. Najczęściej chodzi przecież o pieniądze i promocję, a nie sprzeczkę o sposób rapowania. Chyba nie bez przyczyny wydawnictwa nazywane są „stajniami”, a pod nieszablonową zwrotką słuchacze zawsze napiszą: „ale koń”. Wyścig trwa, a hip-hopowa publika jest w niego zaangażowana czasem bardziej niż koń, jeździec i stajnia razem wzięci.
WdoWA, gdzie wydasz płytę?
Po co raperowi Wydawca?
B. Budżet “bezzwrotny”.