
Druga część relacji Weroniki Kwapisz z wyprawy Riding Across Europe. Podczas której pokonała ona małą "125tką” 12 000km - okrążając nasz kontynent.
REKLAMA
Link do pierwszej części relacji - kliknij tutaj
Z Baru wypłynęłyśmy promem do Bari. Zawsze marzyło mi się zobaczenie południowych Włoch, które okazały się jednym z większych rozczarowań. Bród, pełno śmieci i tysiące prostytutek „na stanowiskach” z parasolami coca-cola czekających na klientów. Nie tak wyobrażałam sobie tę część europy!!
Co ciekawe, im dalej jechałyśmy na północ tym bardziej ten kraj wydawał mi się atrakcyjny. Takie regiony jak Molise, Abruzja, Umbria czy Toskania sprawiają, że chcesz się zatrzymać, aby ta chwila trwała wiecznie. Ludzie we Włoszech są bardzo żywiołowi oraz pozytywnie nastawieni do życia „la dolce vita” - takie podejście do życia sprawia, że cieszą się każdą chwilą i to się udziela!
Co ciekawe, im dalej jechałyśmy na północ tym bardziej ten kraj wydawał mi się atrakcyjny. Takie regiony jak Molise, Abruzja, Umbria czy Toskania sprawiają, że chcesz się zatrzymać, aby ta chwila trwała wiecznie. Ludzie we Włoszech są bardzo żywiołowi oraz pozytywnie nastawieni do życia „la dolce vita” - takie podejście do życia sprawia, że cieszą się każdą chwilą i to się udziela!
Po Włoszech przyszedł czas na Francję. Droga przebiegająca wzdłuż Lazurowego Wybrzeża od Genui do Nicei czarowała swoim urokiem. Po jednej stronie góry, po drugiej morze. Przy takich atrakcjach nawet zmęczenie schodziło na dalszy plan.
W Nicei Karolina postanowiła zrezygnować z dalszej kontynuacji podróży.
Zostałam sama ze swoim marzeniem. Początkowo miałam obawy przed samotną wędrówką, bo do przejechania zostało mi 8 000 km, lecz pierwsze kilometry uświadomiły mi, że jeśli nawet ruszamy solo to i tak nigdy nie jesteśmy sami, gdyż wtedy bardziej otwieramy się na otoczenie, a ono bardzo pozytywnie potrafi nas zaskoczyć. I tak pewnego dnia spędziłam noc w starym blisko 200 letnim domu położonym w Prowansji, który otoczony był wielkimi cyprysami, krzewami tak charakterystycznymi dla tego regionu. A wszystko dzięki pomocy pary francuzów, którzy przygarnęli mnie pod swój dach. Takich magicznych spotkań było wiele podczas mojej podróży, ludzie wyciągali dłoń w najmniej oczekiwanych momentach zmieniały się tylko języki oraz granice. I to jest piękne w podróżach motocyklowych, gdyż pokazują, że w dobie budowania zamkniętych osiedli, które sprzyjają alienacji jednak, jesteśmy otwarci.
Hiszpania zauroczyła mnie z kolei cudownymi miastami, wspaniałymi ludźmi oraz boskimi trasami. Od Pirenejów po takie miasta jak: Barcelona, Walencja, Marbella, Sewilla czy San Sebastian. Każde inne, każde bardzo kolorowe dzięki jego mieszkańcom. Kraj ten żyje dwadzieścia cztery godziny na dobę, noc przeplata się z dniem, a dzień z nocą miasta tętnią życiem. Ludzie lubią spędzać wspólnie czas przy szklaneczce regionalnego alkoholu oraz wyśmienitych Tapas (przekąskach).
Zupełnie inna jest Portugalia. Faro znane z jednego z największych zlotów w Europie poza sezonem rozczarowuje brakiem klimatu. Wszystko w porównaniu do Hiszpanii jest skromniejsze. Ludzie również żyją oszczędniej, nie powinien nikogo dziwić fakt, że jeśli zjawisz się w mniejszej miejscowości to knajpa po godzinie 22 będzie zamknięta. Natomiast Portugalia oczarowuje dziewiczymi plażami, skalistymi klifami (bajkowe Capo de Roca) oraz trzema magicznymi miastami Lizboną, Sintrą oraz Porto.
Następnie na mojej trasie była centralna Francja (dolina Loary) oraz Luksemburg. To idealne miejsca do wycieczek motocyklowych. Warto jest tam zabłądzić, nigdy nie wiadomo, jaka niespodzianka będzie na nas czekać za kolejnym zakrętem. Czy będzie to wielki zamek, stara karczma, a może bajkowa droga przebiegająca tuż nad rzeką. Szkoda tylko, że kraj ten ma tak wysokie ceny paliw. Momentami cieszyłam się bardzo, że spalanie mojego VanVana oscylowało w przedziale 2,1-2,6l /100km.
Belgia oraz Holandia okazały się perełkami na moim szlaku. W Brukseli oraz Amsterdamie warto spędzić trochę więcej czasu, aby poczuć klimat tych miast i spróbować ich wyjątkowych specjałów (w Belgii koniecznie skosztujcie pralinek czekoladowych!!), a kto wie może i zintegrować się z lokalnymi mieszkańcami.
Niemcy powitały mnie chłodną deszczową aura, niestety jazda w burzy i przy gradobiciu nie jest najprzyjemniejszą rzeczą… szczególnie, gdy temperatura spada do 3-4˚C. Na całe szczęście atmosfera w Berlinie była zdecydowanie gorętsza i widok Bramy Brandenburskiej sprawił, że uświadomiłam sobie, że wszystko, co dobre, szybko się kończy. I moja podróż także dobiega końca.
Poznań był ostatnim przystankiem Riding Acorss Europe. Po raz pierwszy byłam w tym mieście, miejsce to uzmysłowiło mi jak bardzo Polska się rozwija, jak piękny mamy kraj, z którego powinniśmy być dumni.
Wyprawa Riding Across Europe była spełnieniem moich marzeń, w każdym kraju, przez który przejeżdżałam poznałam wyjątkowych ludzi, którzy po części tworzyli tą podróż. Dotarło do mnie również, że nie ważne, jaki kierunek obierzemy; czy to będą egzotyczne, nowoczesne czy zabytkowe miejsca - motocykl nawet ten najmniejszy, taki jak Suzuki VanVan sprawi, że pokonując kolejne kilometry przeżyjemy wiele wspaniałych przygód, które przez lata będziemy później wspominać...
Serdecznie dziękuje moim Patronom Medialnym: redakcji Świata Motocykli oraz portalom Motocaina.pl; Kolumber.pl, Podroze.Gazeta.pl.
Wielkie podziękowania kieruje do Partnerów wyprawy, firm, które uwierzyły w realizacje mojego szalonego marzenia - Suzuki, Samsung, Modeka oraz Moto-Akcesoria.pl
PODSUMOWANIE:
Długość trasy: 12 000km
Czas trwania: 48 dni
Ilość zużytego paliwa: 288 litrów
Cena paliwa: 4.99 (Polska) – 7.30 (Holandia) zł/litr
Koszt noclegów od osoby: pensjonaty (20-30 euro), hostele (12-27 euro), campingi (6.5-24 euro), couchsurfing (free)
Najprzydatniejsza rzecz jaką zabrałam ze sobą: GPS + Grzane manetki
Zbędny gadżet: Statyw pod aparat (ani razu go nie użyłam - zawsze znalazłam jakiś murek, kamień, na którym mogłam postawić aparat, aby zrobić zdjęcie)
Długość trasy: 12 000km
Czas trwania: 48 dni
Ilość zużytego paliwa: 288 litrów
Cena paliwa: 4.99 (Polska) – 7.30 (Holandia) zł/litr
Koszt noclegów od osoby: pensjonaty (20-30 euro), hostele (12-27 euro), campingi (6.5-24 euro), couchsurfing (free)
Najprzydatniejsza rzecz jaką zabrałam ze sobą: GPS + Grzane manetki
Zbędny gadżet: Statyw pod aparat (ani razu go nie użyłam - zawsze znalazłam jakiś murek, kamień, na którym mogłam postawić aparat, aby zrobić zdjęcie)
Więcej na: www.ridingacross.com
Polub "Baba po Garach" na FB www.facebook.com/BabaPoGarach
