
Zapraszamy do przeczytania pierwszego wywiadu Weroniki Kwapisz z cyklu „Inspirujące Historie Motocyklowe”. Dziś naszym bohaterem jest Brytyjczyk - Nathan Millward, niezwykły chłopak, którego spontaniczny pomysł, przerodził się w dziewięciomiesięczną podróż przez Świat. Przejechał on motorowerem dla listonoszy trasę z Sydney do Londynu. Pomimo, że nie miał wsparcia rodziny, wierzył w swój cel i ta wiara go napędzała do pokonywania kolejnych kilometrów.
REKLAMA
[Weronika Kwapisz] Kiedy wpadłeś na pomysł zrealizowania takiej wyprawy?
[Nathan Millward] Byłem jeszcze w Anglii, a dziewczyna, która mi się podobała mieszkała w Australii, przez moment myślałem o podróży motocyklem przez pół świata, aby się z nią spotkać, ale w końcu wybrałem samolot. W Sydney spędziłem 9 miesięcy. Niestety wygaśnięcie wizy zbliżało się nieubłaganie i pomyślałem, czemu by nie wrócić z Sydney do Londynu motocyklem.
[Nathan Millward] Byłem jeszcze w Anglii, a dziewczyna, która mi się podobała mieszkała w Australii, przez moment myślałem o podróży motocyklem przez pół świata, aby się z nią spotkać, ale w końcu wybrałem samolot. W Sydney spędziłem 9 miesięcy. Niestety wygaśnięcie wizy zbliżało się nieubłaganie i pomyślałem, czemu by nie wrócić z Sydney do Londynu motocyklem.
Czyli Twoje serce, było Twoją motywacją?
Tak, tak przypuszczam. Poleciałem do Australii, bo ją kochałem i wyjechałem, gdyż zdałem sobie sprawę, że to było za mało. Część mnie żałuję, że nie zostałem dłużej, nie walczyłem, nie starałem się bardziej, ale mam świadomość, że i tak nic by z tego nie wyszło, gdyż byliśmy dwójką zupełnie różnych osób. Niestety.
Ile lat miałeś, kiedy opuszczałeś Sydney?
Skończyłem 29, trzeciego dnia wyprawy.
Czy jeździłeś kiedykolwiek wcześniej motocyklem?
Od najmłodszych lat interesowałem się motocyklami, na pierwszą przejażdżkę zabrała mnie Tata, był to trialowski motocykl, o poj. 50cc. Miałem wtedy 5 lat.
Jak Twoi znajomi zareagowali na Twoje plany?
Kiedy po raz pierwszy przyszedł mi do głowy pomysł zrealizowania podróży, moi przyjaciele i rodzina myśleli, że to głupota i starali się odwieźć mnie od tego. Nie miałem wsparcia od nikogo, wszyscy mówili mi, żebym raczej znalazł sobie pracę, a nie przemierzał świat.
Czy to prawda, że swoim rodzicom o podróży powiedziałeś trzeciego dnia eskapady?
Tak, gdy w końcu zdecydowałem się wyruszyć postanowiłem, że nie powiem o tym nikomu przed startem, dopiero trzeciego dnia zdobyłem się na odwagę, aby ich poinformować. Miałem świadomość, że ich namowy mogą sprawić, iż zmienię zdanie i zabraknie mi odwagi, aby ruszyć przed siebie.
Nie wiele osób ma tyle siły w sobie, aby podążać własnymi ścieżkami i tym samym znaleźć swoją drogę do szczęścia. Widzę, że to zagadnienie międzynarodowe?
Tak, wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy tacy sami, czujemy się zobligowani, aby dostosować się do oczekiwań otoczenia. I ciężko jest wydostać się z tej matni. Nawet, gdy już pisałem książkę na temat mojej podróży, znajomi pytali mnie, kiedy znajdę stosowną prace, kiedy się ustatkuję.
Tak, wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy tacy sami, czujemy się zobligowani, aby dostosować się do oczekiwań otoczenia. I ciężko jest wydostać się z tej matni. Nawet, gdy już pisałem książkę na temat mojej podróży, znajomi pytali mnie, kiedy znajdę stosowną prace, kiedy się ustatkuję.
Dlaczego wybrałeś właśnie taki motocykl, większość doświadczonych motocyklistów nazwałaby Cię szaleńcem. Z Sydney do Londynu na motocyklu dla listonoszy? Dorothy musiała mieć czar?
Mój pierwszy motocykl Doris, przejechał jedynie 1000km padając w Brisbane. Zamieniłem go na Dorothy (Dot), drugi dokładnie taki sam. Wierzyłem, że Honda CT110 jest idealna do realizacji takiej podróży, widzę, ludzi kupujących wielkie BMW i myślę, że to oni są szaleńcami. Za duże, za ciężkie, za drogie.. po prostu ostentacyjne.
Poznałem ten motocykl i miałem świadomość, że jest on bardzo prosto skonstruowany, co oznaczało, że nie będzie mi sprawiał kłopotów w trakcie podróży i że dam sobie radę z wymianą oleju czy opon. Wydaje mi się, że "scena" wypraw motocyklowych stała się zbyt komercyjna. Ludzie zapominają, że każdy motocykl może być ekspedycyjnym. I wcale nie musi być on marki KTM czy BMW.
Czy przez moment nie przeszła Tobie myśl, że DOT może nie podołać wspólnej przygodzie?
Nie, nigdy. Czasami zmagała się z wzniesieniami i u ich szczytu była często wykończona, ale te motocykle są niezniszczalne, a nawet jeśliby się zepsuła, dopchałbym ją do Anglii.
Twoja podróż pokazuję, że nie trzeba kupować drogich gadżetów, aby się realizować. Zresztą nie wiem, co o tym sądzisz, ale wydaje mi się, że w dużym stopniu, jesteśmy niewolnikami marketingu?!
To prawda i myślę, że wiele osób chce po prostu “wyglądać” i czuć się jak Obieżyświat i co ciekawe wydając ponad 60 tysięcy na drogie motocykle są wstanie siebie przekonać, iż właśnie tacy się stają. Wszystko składa się na “image” i ten niby właściwy sprzęt... jakby można było kupić przygodę?! A przecież, można ją jedynie przeżyć.
To prawda i myślę, że wiele osób chce po prostu “wyglądać” i czuć się jak Obieżyświat i co ciekawe wydając ponad 60 tysięcy na drogie motocykle są wstanie siebie przekonać, iż właśnie tacy się stają. Wszystko składa się na “image” i ten niby właściwy sprzęt... jakby można było kupić przygodę?! A przecież, można ją jedynie przeżyć.
A jakbyś opisał "prawdziwą" Australię... nie wybrzeże znane z wystylizowanych ludzi, ale busz, pustkowia, bezgraniczne przestrzenie?
Centrum jest inne. Życie jest prostsze, społeczności cały czas istnieją, miejscowości są bardziej gorące i suche, ale także bardziej przyjazne niż wybrzeża i zdecydowanie piękniejsze. Nie ma nic bardziej wspaniałego, niż australijski wschód słońca na środku pustkowia, porównując wszystkie kraje, przez które przemierzałem, mogę stwierdzić z ręką na sercu, że należy on do moich ulubionych.
Ale wyjazd z tego kraju nie był łatwy, matka natura nie była życzliwa dla Ciebie. Aby dostać się do Darwin miałeś kilka dni, utknąłeś gdzieś w połowie? To mogło całkowicie pokrzyżować Twoje plany.
Tak, rzeczywiście, kiedy przemierzałem „Outback” trwał właśnie sezon deszczowy i lało straszliwie, aż droga została zmyta.
Tak, rzeczywiście, kiedy przemierzałem „Outback” trwał właśnie sezon deszczowy i lało straszliwie, aż droga została zmyta.
Chyba nie możemy zaplanować wszystkiego, decydując się na taką wyprawę?
Miałem szczęście, że otworzono drogę na czas, zresztą deszcz był ciepły, więc nigdy mi nie dokuczał, nawet całkiem go polubiłem. Co do samych podróży tego typu, wiele z nich jest planowana tak, aby były idealne, świetna pogoda, wspaniałe warunki, perfekcyjny motocykl czy sprzęt. Wszystko takie doskonałe. A gdzie w tym cała przygoda?!?
Jak się spakowałeś na tak długą podróż?
Nie umiem się pakować… Miałem mało czasu, aby wszystko przemyśleć, po prostu zabrałem to, co wydawało mi się niezbędne. Szybko sobie zdałem sprawę, że zapomniałem zakupić namiotu, pompki
i wielu innych rzeczy, ale przecież to wszystko mogłem zdobyć już w trakcie podróży, zresztą nigdy nie jesteśmy wstanie przewidzieć, co nam może się przydać, dopóki nie wyruszymy.
Spoglądam na Twoje zdjęcia i wydaje mi się, że wybrałeś styl "hipster", Conversy, jako obuwie motocyklowe? To niezbyt typowy strój motocyklisty...
Ludziom wydaje się, że istnieje specjalny uniform dla motocyklowego globtrotera, że musisz mieć drogie ubrania, drogi kaski czy kosztowne buty. Ale nie musisz, możesz mieć na sobie, co tylko zechcesz. Oczywiście musisz być ostrożny. Czasami jeździłem w szortach i sandałach i miałem świadomość, że gdybym się wywrócił to nieźle bym się poharatał, dlatego robiłem wszystko, aby mieć pewność, że tak się nie stanie.
I tak, kiedy zgubiłem parę sandałów, to po prostu kupowałem nowe.
Wydaje mi się, że niektórzy motocykliści po prostu lubią bardziej przeglądać katalogi, niż jeździć motocyklem.
Koniec części #1.
Polub "Baba po Garach" na www.facebook.com/BabaPoGarach
