Moja rówieśniczka, Honorata Honey Skarbek została zaproszona ponad miesiąc temu do programu Kuby Wojewódzkiego, gdzie wyznała, że jest apolityczna. Zapewne myślała, iż to usprawiedliwi fakt, że ze sporym wysiłkiem odpowiedziała kto w Polsce jest prezydentem, kto premierem, oraz niemożność odpowiedzenia na pytanie, czy mamy w naszym kraju sejm, czy senat. Jej nieco bezsensowne wystąpienie sprowokowało w mediach falę histerii i ponowne utarcie opinii, że nastolatki zupełnie nie mają pojęcia o polityce, a cały system oświaty kuleje.

REKLAMA
Ja sama również przez długi czas uważałam siebie za osobę apolityczną, ponieważ nie obdarzałam żadnej partii ani sympatią, ani nienawiścią, jednakże nie zmieniało to faktu, że polityka nigdy nie była dla mnie czarną magią. Znałam wszystkie najważniejsze partie, ich główne założenia programowe, liderów, czasami nawet szczegółową historię. Nie mówię tego oczywiście, żeby się chwalić, bo zupełnie nie ma czym, to jedynie podstawy. A poznałam je... w szkole (zapewne wszyscy załamujący ręce nad polską oświatą są teraz w szoku). Tak więc fakt, że zarówno Honorata jak i duża ilość polskich nastolatków nie jest sobie w stanie poradzić z najprostszymi pytaniami dotyczącymi spraw państwowych, w żadnym wypadku nie wynika z dziury w polskim szkolnictwie. Jest to konsekwencja faktu, że są ludzie, którzy po prostu tej wiedzy nie mają ochoty sobie przyswoić. Gwarantuję, że można się z nią spotkać zarówno w liceum prywatnym, publicznym, jak i w szkole plastycznej, ponieważ we wszystkich miałam przyjemność się uczyć (dzięki licznym przeprowadzkom). Tak więc na co zwalić winę za tę ignorancję? I czy faktycznie jest aż tak powszechna?
Według mnie nie. To duże uogólnienie. Znając temat od wewnątrz wiem coś, o czym z reguły się w mediach nie mówi, a mianowicie: młodzież nie jest jednolitą masą oszołomów i niedouków niezainteresowanych tym, co dzieje się w ich kraju. Miałam duże szczęście poznać ludzi w moim wieku, a nawet o cztery lata młodszych, których wiedza wzbudza we mnie ogromny szacunek.
Skupiska tych „mądrych dzieci” wytwarzają się przede wszystkim na olimpiadach przedmiotowych, w programach stypendialnych i dzięki organizacjom takim jak Krajowy Fundusz na Rzecz Dzieci. We wszystkich tych środowiskach każdy był przynajmniej „poinformowanym apolitycznym”, a większość stanowili zdeklarowani zwolennicy określonych partii, ideologii, lub przywódców. Stykali się wśród nas zawzięci wielbiciele monarchii i lewicowi aktywiści. Wszyscy byli zaangażowani, a tak naprawdę nikt nie planował ani politycznej kariery, ani nawet matury z wosu. Rozmawialiśmy ze sobą bez żadnego fanatyzmu, za to z dużym szacunkiem dla argumentów przeciwnika. A partycypowały w tych dyskusjach głównie wspomniane już w tytule dziewczyny. Debatujące do późnych godzin nocnych plastyczki, przyszłe studentki biotechnologii lub edytorstwa, w niczym nie przypominały nieznających nazwiska premiera gwiazdorów z „Matura to bzdura”. To, z jaką klasą potrafiły rozmawiać chociażby o Ruchu Autonomii Śląska oglądałabym w telewizji chętniej niż Honoratę dającą mediom kolejny powód do krzywdzących uogólnień. Nie oceniam jej, doszło jedynie do wspomnianego wyżej "nieprzyswojenia wiedzy”. Ale pomimo to pamiętajcie, że dziewczynki też interesują się polityką.