Podczas zeszłotygodniowej gali Tomek Karolak powiedział, że od przyszłego roku w Wężach pojawi się nowa kategoria „żenujący film na ważny temat”. Myślę, że to świetny pomysł.

REKLAMA
Oczywiście ostateczna decyzja należy do całej Akademii i nastąpi na początku przyszłego roku, ale o taką kategorię aż się prosi. Fakt, że łatwiej nagradzać i potępiać nieudolne kino komercyjne – te wszystkie „Kace”, „Blondy” i „Bitwy”. Ale od samego początku mamy w Akademii sporą frakcję, która uważa, że przede wszystkim należy „doceniać” filmy, które szantażują nas tematem czy też swoją "artystycznością". Ja sądzę, że należy dawać im równe szanse – z pewnością nadejdzie niejeden rok, gdy takie filmy zdobędą większość naszych nagród. Albo (oby) podniesie się poziom polskiej komercji, albo niektóre z tych „artystycznych” i „problemowych” staną się już tak przerażająco złe, że po prostu wygrają.
Ale skoro mamy kategorię „komedia, która nie śmieszy” dajmy też takiemu kinu jedną kategorię na wyłączność. Niech mają i walczą we własnym gronie.
Jak już pisałem przez całe zamieszanie wokółgalowe nie mieliśmy czasu, by nakręcić bieżące „Ilustrowane Magazyny Wężowe”. Przegapiliśmy premierę „Układu zamkniętego”, przegapiliśmy „Imagine”, a w tym tygodniu przegapiamy „Sekret” Przemysława Wojcieszka. Ten akurat widziałem na festiwalu w Gdyni i świetnie pamiętam. Choć nie przeczę, że chciałbym już zapomnieć. Bo to właśnie idealny kandydat do kategorii "żenujący film na ważny temat". To pretensjonalny bełkot pełen chwytliwych dziś haseł-kluczy: pamięć o pogromach, geje, Żydzi, zjednoczona Europa, drag queen, rozliczenia po latach i tak dalej. Tak wiele tu idei, że nie starczyło już miejsca na fabułę. W efekcie nic z tego nie wynika, nic do niczego nie pasuje, postacie miotają się po ekranie, jakby szukały jeszcze jakiejś dyżurnej idei, by dofastrygować ją do tego ekranowego potwora Frankensteina.
Najbardziej jednak boli to, że ów pretensjonalny, nieprzekonujący ideologiczny patchwork wyszedł spod ręki Przemysława Wojcieszka. Filmowego twórcy, któremu dotąd wierzyłem. Nie żebym zawsze zgadzał się z tezami jego fabuł, ale nie wątpiłem w szczerość pokazywanych tam emocji, postaw, przeżyć. Czasem bardziej, czasem mniej, ale akceptowałem takie wizje. Całe to zaufanie zniknęło po pokazie „Sekretu”. I jestem pewien, że w kolejnej edycji Węży „Sekret” ma mój głos w niejednej kategorii.