Fajnie by było, żeby tytuł powyżej był taką metaforą, że niby ostry, mocny film. Ale nie jest. Niestety „Ostra randka 3D” ostra jest tylko z tytułu, a trójwymiarowy dym z papierosów to jedna z największych atrakcji tego filmu. Ale mamy chociaż dzięki temu wyraźnego wężowego faworyta w następnej edycji naszych nagród.
REKLAMA
Nie wierzycie? Przekonajcie się w kinach. Tak jakoś się dzieje, że właśnie te filmy, które polscy twórcy przygotowują w technice 3D zbierają najwięcej Węży. Najpierw „1920. Bitwa Warszawska”, potem „Kac Wawa”, a teraz nadchodzi czas „Ostrej randki”. Oj, „Avatarów” to my nie kręcimy.
Skąd się bierze takie kino? Nie wiecie? Że zacytuję słowa pana reżysera z materiałów prasowych: „Pomysł na Ostrą Randkę pojawił się podczas pracy nad poprzednim, kameralnym filmem pt. „7 Minut”. W trakcie montowania krótkiej sekwencji pościgu, wraz z moimi współpracownikami doszliśmy do wniosku, że fajnie byłoby zrobić film mniej psychologiczny, a bardziej oparty na akcji”. No i niestety zrobili...
O czym to jest? Trochę zaspojleruję. Oto zdruzgotany rozstaniem z Kasią Tomek (po nadekspresyjnej mimice – zwłaszcza takim charakterystycznym pełnym wysiłku zastygnięciu w chwili zamyślenia – można się domyśleć, że Paweł Wilczak gra tą samą postać co w sitcomie „Kasia i Tomek”) schodzi na złą drogę i staje się gangsterem. Ale wciąż szuka miłości. I znajduje. Ale potrzebuje na nią pieniędzy. Więc korzysta z okazji i zgarnia z knajpy sympatyczną i prostoduszną dziewczynę, by na niej zarobić.
Oczywiście rzecz się kilkakrotnie mocno komplikuje, bo a to ktoś jest niedysponowany, a to zszywkami do papieru da się zszyć ranę, a to jeden chłopak musi odbyć pierwszą wizytę w klubie dla panów (okazja do wyeksponowania bielizny firmy Triumph – sponsora filmu).
Żeby nie było tak jednostronnie – ten film nawet ma jakiś scenariusz, jakiś pomysł. Tyle, że rzecz całkowicie poległa w realizacji i w detalach. Nic się tu nie zgadza – ujęcia do siebie nie pasują, niektóre sceny są absolutnie zbędne, potężne emocje uzewnętrzniane przez aktorów wzbudzają na widowni radosny rechot zamiast katharsis. A na to wszystko nakłada się jeszcze dym w 3D i przerażająco łopatologiczna muzyka, która w chwili grozy robi TUDUM! TUDUM! (jak w horrorach sprzed wielu dekad).
Cały problem z polskim kinem gatunkowym w ostatnich dekadach bierze się stąd, że rzucają się na nie pasjonaci-partacze. „Pora mroku”, „Kac Wawa”, „Skorumpowani” - nic dziwnego, że potem słychać głosy, że nie potrafimy kręcić gatunkowo. Potrafimy, potrafimy, tylko rzadko biorą się za to twórcy z talentem – jak chociażby Smarzowski w „Drogówce”.
Tymczasem myślę, że już zapraszamy pana Odolińskiego, pana aktora Wilczaka, czy producentów „Ostrej randki” na następną wężową galę – 1 kwietnia 2014 r. w teatrze IMKA. Są naprawdę spore szanse, że nie wyjdziecie z naszej imprezy z pustymi rękoma.
