Na wschodzie Ukrainy trwa już regularna wojna. To wszyscy już wiemy z przekazów tv linia frontu coraz bardziej się jednak zaciera, gdzie dokładnie przebiega, gdzie stacjonują wrogie armie – tego już nie wiemy. Wiedzą zapewne Amerykanie, może brytyjski czy niemiecki wywiad – ale nie powiedzą. Rosjanie też nie ujawnią całej prawdy, tym bardziej Ukraińcy – splot interesów zwaśnionych stron sięga zbyt głęboko. Od energetycznych, przez zbrojeniowe do czysto ludzkich. Tylko na tych ostatnich już nikt nie zwraca uwagi – każdego dnia ginie 20-30 osób.

REKLAMA
Dzień jak co dzień. Na kijowskim Majdanie gra muzyka i leje się piwo, w Moskwie ludzie zajęci są ostatnimi dniami wakacji. Wojna jest gdzieś daleko, poza społecznym odbiorem. Tym bardziej, że telewizji już niemal nikt nie ogląda – propaganda zrobiła swoje.
Ale u nas sezon ogórkowy, a wojna niby tuż obok. Klikamy więc rodzime kanały i oglądamy film. Oto dramatyczna relacja jednego z polskich korespondentów ze wschodu Ukrainy (tak naprawdę: z zachodniej Rosji, przy administracyjnej granicy z Ukrainą). Słyszymy o rosyjskiej technice wojennej, ciągnącej nad rosyjsko ukraińską granicę, widzimy przejeżdżające lawety z czołgami i działami, stajemy się uczestnikami pogoni korespondenta za kolumną rosyjskich transporterów, które lada chwila przerwą ukraińską linię graniczną...
I nagle dowiadujemy się, że czołgi i BTR-y zniknęły. Gdzie? Jak? – nikt nie wie. Nie wie także prowadzący nas, jak dotąd, korespondent. Pełna dramaturgia. Zapadli się pod ziemię, by wychynąć w innym miejscu: oglądamy nagranie lokalnej tv ukraińskiej z telefonu komórkowego, głos za kadrem przekonuje nas, że to już ukraińska wieś i rosyjskie czołgi inwazyjne. Rosjanie rozpoczęli inwazję, aneksję, wojnę totalną – słyszymy od znawców. Ktoś myśli inaczej...? Tylko zdrajcy i sługusy Kremla.
Wracamy do naszego korespondenta, który zaskakuje nas kolejną informacją, że niedaleko miejsca zniknięcia transportów wojennych jest oficjalne, ukraińsko–rosyjskie przejście graniczne (kto je kontroluje: Kijów czy Donieck, jednak się nie dowiadujemy, bo dziennikarz tam nas nie prowadzi, bo podobno nie może). A kilkaset metrów za posterunkiem granicznym – jak wieść gminna niesie, co dziennikarz przypomina – jest podobno dziura w ogrodzeniu, i przez tę dziurę przejeżdżają na Ukrainę ciężkie czołgi rosyjskie i transportery opancerzone. Dziura je pochłania i dlatego chyba ich nie widzimy. Na chwilę świta nam jednak myśl, że przecież mogłyby przejechać przez samo przejście (za zgodą lub wbrew woli tych lub innych pograniczników) albo w każdym innym miejscu niestrzeżonej granicy i że czołg nie potrzebuje dziury w ogrodzeniu, aby je sforsować...
Na wszelki wypadek wszelkie wątpliwości szybko gasi prowadzący ze studia w Warszawie: Rosjanie już weszli, my to prawie widzieliśmy, wróg u bram, tego się trzymajmy. Dzięki naszemu wysłannikowi mogliście wreszcie ujrzeć ciemną stronę mocy. Nie ujrzeliście...? My w sumie też nie, bo zniknęli, ale my swoje wiemy. I dzięki nam wy się też dowiecie i poznacie prawdę, którą potwierdzą zaproszeni do studia eksperci. A z naszym korespondentem połączymy się, gdy już znajdzie tę dziurę.
Można się w tym pogubić. Ale dzięki przyjętym czarno białym kryteriom, kto jest dobry a kto zły, pomyłka wykluczona. Dla pewności pomogą Amerykanie: wprawdzie rzeczniczka Departamentu Stanu, Jen Psaki, jak zwykle ma problem z udokumentowaniem swoich ukraińskich tez twierdząc, że fakty są badane przez wojskowych ekspertów, a ci od wielu tygodni milczą, ale ona też swoje wie, Imperium atakuje, trzeba pomóc Ukrainie, zewrzeć szeregi. Ale ludzie, nawet u nas, zaczynają z czasem w tej papce informacyjnej węszyć podstęp. Coś tu chyba śmierdzi. Niby wszystko jasne, ale... aż za bardzo.
Klikamy dalej. A tam – niewiele lepiej. Inna tv kieruje naszą uwagę na masakrę konwoju z uchodźcami. To oczywiste, że rozstrzelali ich separatyści lub Rosjanie. Psaki znowu to potwierdza, ale ponownie nie może udowodnić. „My to wiemy!“ – przekonuje a my dzięki niej też jesteśmy o tę wiedzę bogatsi. A co dopiero dziennikarze kanału: mocno przejęta dziennikarka nie pozostawia wątpliwości - ta krew niewinnych cywilów brudzi ręce Putina i jego bandy, ci ludzie stracili życie z rąk Rosjan, łzy tych kobiet i ich dzieci obarczają sumienie kremlowskich urzędników. Tylko dlaczego te łzy i ta rozpacz filmowane są w obozie uchodźców w rosyjskim Rostowie? Ze słów uratowanych jasno wynika, że są uciekinierami ze Wschodu Ukrainy, których zabija ukraińska armia i szukają ratunku właśnie w Rosji. Jeżeli konwój rozstrzelaliby tzw. separatyści, oznaczałoby to, że walczą ze swoimi, jeżeli Rosjanie – tym bardziej. To dlaczego uchodźcy z Ługańska czy Doniecka nie uciekają na Zachód, do Kijowa i Lwowa?
Coś tu znowu nie gra. Jak z tą dziurą. Może to kolejna rosyjska prowokacja? A jeżeli ukraińska...? Dochodzi do tego, że zbrodnie wojenne są na rękę i jednej i drugiej stronie: wprawdzie pani Psaki wciąż gubi się w zeznaniach, podobnie jak rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskov, którzy rozgrywają ofiary wojnę na własny użytek. Ale politycznie zaangażowani dziennikarze po jednej i po drugiej stronie konfliktu już nie mają żadnych wątpliwości. Oni wiedzą, kto kłamie, kto ma rację a nasza propaganda antenowa coraz bardziej przypomina kremlowską.
Manipulacja faktami i nieumiejętność lub brak potrzeby przyznania się do błędu powodują, że wciągani jesteśmy w coraz głębsze, propagandowe bagno. A w nim czają się różne żaby-pułapki: oni mają swego błazna Żyrynowskiego, my – Korwina-Mikkego, oni – Ławrowa, my – Sikorskiego, oni - Rogozina, my - Kaczyńskiego itd itp.
Dziennikarze wpadają w pułapkę schematów, dzięki którym jedni czuć się będą jak obrońcy europejskich wartości, rycerze walki z rosyjskim złem a drudzy – jak zagoniony w ślepą uliczkę światowej izolacji niedźwiedź, które by się bronić, musi odtworzyć swoje imperium. Ślepi i głusi na argumenty drugiej strony, która z założenia kłamie, koncentrują się na wygodnych dla polityków schematach. A ci wykorzystują je we własnych celach. Tylko niesmaku w tym wszystkim coraz więcej. Wart Pac pałaca a pałac Paca.
A teraz jeszcze ten nieszczęsny, miały konwój. Znów stoi. Na tym przejściu granicznym, o którym powyżej. Po rosyjskiej jakoby stronie. To kto go nie wpuszcza? jeżeli Rosjanie zajęli wschodnią Ukrainę, to w czym problem? A jeżeli nie zajęli i nie ma tej szerokiej interwencji, to kto ma największy problem? A co ze szczytem w Mińsku? jeżeli, jak nam mówią, rokowania berlińskie okazały się kompletnym fiaskiem, to dlaczego planuje się ich kolejną rundę? skąd pomysł na miński szczyt Putin – Poroszenko? Komu to wszystko najbardziej przeszkadza? No, chyba nie nam, skoro słyszymy z ekranów, że brak udziału min. Sikorskiego w tych negocjacjach to największa wygrana naszej dyplomacji.
Warto głośno zacząć zadawać te pytania. I nie wierzyć bezkrytycznie w tezy, lansowane przez innych. Na wojnie prawdy nie ma. Ona jest jej pierwszą ofiarą.