Zginął Borys Niemcow. Jeden z najbardziej światłych, otwartych i europejskich polityków Rosji. Okoliczności zbrodni są niejasne, ale świat od razu wydał wyrok. Kto zabił Niemcowa ? Władimir Putin.

REKLAMA
Śledztwo jednak trwa. Nadzoruje je osobiście rosyjski prezydent. Zasłona dymna? Postępowy Zachód nie ma wątpliwości, że tak. Tym bardziej, że państwowe środki masowego przekazu w Rosji od razu skupiły się na niejasnych interesach Borysa Niemcowa, które prowadził od 91 roku jako gubernator Niżnego Nowgorodu a następnie minister paliw i energetyki oraz wicepremier Federacji Rosyjskiej do 98 roku.
To zabieg dla odwrócenia uwagi. Poziom - jak z najgorszych brukowców. Wywlekane są także szczegóły z prywatnego życia Niemcowa, przede wszystkim ostatni związek z młodszą o 33 lata ukraińską fotomodelką, Anną Duricką. To ona towarzyszyła Niemcowowi w ostatniej przechadzce na Dużym Moście Moskworieckim w pobliżu Kremla. I to ona jest podobno przetrzymywana na polecenie śledczych pod ścisłym nadzorem funkcjonariuszy rosyjskich służb specjalnych.
Duricka codziennie wożona jest po kilka razy do Komitetu Śledczego na przesłuchania. Jej zeznania - podobnie jak udzielony telewizji „Dożd“ internetowy wywiad - są tak niespójne i nieskładne, że nie ma z nich wiele pożytku. Z tego powodu „Moskiewski Komsomolec“ w swoim stylu snuje dywagacje na temat związku Durickiej z Niemcowem: „Ciekawe, o czym ze sobą rozmawiali? Wystarczy spojrzeć na zdjęcie 23-latki i posłuchać, jak mówi. Tam nie o intelektualny związek chodziło“. A „Izwiestia“ piszą wręcz, że „mało błyskotliwa Anna Duricka mogła zostać wykorzystana przez tzw. „partię wojny“ premiera Ukrainy, Arsenija Jaceniuka, do zdestabilizowania sytuacji w Rosji”.
Szyte tak samo grubymi nićmi, jak teoria o Putinie czy kochanku.
Jak twierdzi policja, Anna jest otoczona ścisłą ochroną, ponieważ zagrażać jej może niebezpieczeństwo z rąk tych, którzy zlecili zabójstwo Niemcowa. I podobno dlatego nie pozwalają jej wrócić do Kijowa, gdzie mogą już na nią czekać agenci Jaceniuka lub (to jeszcze inny wątek) tajemniczy, były partner a zarazem agent reklamowy, którego miała opuścić dla rosyjskiego biznesmena-opozycjonisty. Podobno tajemniczy kochanek już niejednokrotnie odgrażał się, że nie pozwoli się tak łatwo odciąć od dochodowej modelki.
W byłym ZSRR miłosno-biznesowe więzi często rozwiązuje się przy pomocy bądź to wynajmowanych killerów bądź z toporem w ręku. Wszystko zależy od statusu majątkowego. Ten na pozór brukowy wątek jest jednak tak samo prawdopodobny, jak zlecenie zabójstwa Niemcowa przez Putina czy Jaceniuka. Tylko kłóci się z przyjętym poza granicami Rosji scenariuszem, więc okrzyknięty został brudną manipulacją.
Problem polega jednak na tym, że w Rosji nie ma biznesmenów i polityków o czystych rękach. Jednym z najuczciwszych był twórca reform gospodarczych w Rosji początku lat 90-tych, Jego Gajdar. Idealistką była zastrzelona w Petersburgu Galina Starowojtowa czy zmarła w ubiegłym roku Waleria Nowodworskaja. W swoje ideały bezinteresownie wierzyła także zamordowana Anna Politkowska. Oni biznesem się jednak nie zajmowali.
Nie da się już tego powiedzieć ani o krytykach obecnej władzy Anatoliju Czubajsie i Michaile Kasjanowie, którzy w latach dziewięćdziesiątych także zasmakowali najwyższych funkcji państwowych a teraz należą do najbogatszych ludzi w Rosji, ani o wrogu (jak sam mówi) Władimira Putina, byłym arcymistrzu szachowym i milionerze, Garrim Kasparowie (nie przyjedzie z USA na pogrzeb Niemcowa, bo, jak sam przyznał, boi się, że nie wróci). Tym bardziej zaryzykować twierdzenia o uczciwości i krystalicznej postawie nie można oligarsze Miachaiłowi Chodorkowskiemu czy uchodzącemu w oczach Zachodu za czołowego opozycjonistę biznesmenowi, prawnikowi i blogerowi, Aleksiejowi Nawalnemu. Bardzo dużo miał na sumieniu strojący się w pióra opozycjonisty, zapewne zamordowany w Londynie kontestator polityki Putina i były szara eminencja Kremla Borys Bieriezowski oraz otruty polonem były podpułkownik FSB i przez długi czas współpracownik Bieriezowskiego, Aleksander Litwinienko.
Wymieniani z nimi jednym tchem przez wielu komentatorów były naczelny rosyjskiego Forbesa, Paul Chlebnikow, adwokat Stanisław Markiełow czy prawnik Siergiej Magnicki (wszyscy zlikwidowani już za rządów Putina) to jednak zupełnie inna półka bogatych i wpływowych, którzy obnażali przegniły system rosyjskiej oligarchii, ale jako ludzie systemu nawet nie myśleli o nadawaniu sobie statusu opozycjonistów.
Taki status pozwala w Rosji wiele usprawiedliwić i ewentualne represje tłumaczyć podłą zemstą putinowskiej kliki. Ale owa klika po prostu wykorzystuje niewygodne fakty z działalności swoich krytyków do własnych celów: wyciągane są konkretne dokumenty i konkretni świadkowie, do których również swego czasu miałem okazję docierać. Tu nie trzeba manipulować faktami – do milionowych fortun nie dochodzi się za wschodnią granicą uczciwą drogą.
To dlatego państwowa prasa dyskredytuje już Niemcowa jako opozycjonistę. „Kiedy był u władzy w drugiej połowie lat 90., wszystko było dobrze – pisze reżimowa „Komsomolska Prawda“ - gdy tylko stracił stery rządzenia i realny wpływ na politykę i gospodarkę, od razu wraz z byłym premierem Michaiłem Kasjanowem przeszedł do opozycji. Cóż mu pozostało?“.
Ale Niemcow, mimo swojej działalności opozycyjnej, w Rosji tak naprawdę był już politycznym trupem. Po cóż ktokolwiek miałby go z powodów politycznych jeszcze eliminować fizycznie?
Brak w tym logiki. Chociaż odwracając kota ogonem... właśnie z tego powodu, że jakiegokolwiek sensu w tym nie ma, kremlowska sitwa „siłowików“ mogła zdecydować się na taki krok właśnie w tym momencie. Za chwilę rosyjskie władze z dumą poinformują, że oficjalne śledztwo dobiegło końca: morderstwo miało podtekst czysto kryminalny, związany z interesami Borysa Jefimowicza lub zostało zorganizowane na zamówienie jakiegoś zawiedzionego kochanka Anny Durickiej. Władimir Putin zostanie oczyszczony z podejrzeń a jeszcze kgb-owscy mocodawcy zdyskredytują pośmiertnie przeciwnika politycznego swojego przywódcy.
W każdym kraju – jak mówił w Andrzej Celiński w jednej z debat telewizyjnych – dochodzi do pospolitych zbrodni. Zaraz się jednak od tego zdystansował: w Rosji w tym przypadku to niemożliwe. A to oznacza, że – kierując się taką logiką – świat również w żaden inny niż polityczny powód zabójstwa i tak nie uwierzy. Śledztwo nie jest więc potrzebne. Tzw. postępowy świat już wydał wyrok i jak zwykle wie lepiej.
Jak wynika z najnowszych danych stołecznej policji, w ostatnim okresie w Moskwie i obwodzie moskiewskim codziennie dochodzi do 3-4 zabójstw na zlecenie. Zabójstw o czysto kryminalnym podłożu. W dobie szalejącego kryzysu gospodarczego to przede wszystkim egzekucja długów z czasów przed spadkiem kursu rubla.