Prezydent Ukrainy, Petro Poroszenko, zamierza przebojem podbić polski rynek... słodyczy. Jego spółka Roshen Europe już została zarejestrowana w naszym kraju, trwa nabór pracowników.
REKLAMA
Gorycz porażki militarnej na Wschodzie Petro Poroshenko, zwany u siebie „Królem Czekolady“, osładza sobie na Zachodzie. Ekspansja jego czekoladowego imperium, wbrew przedwyborczym zapowiedziom, trwa w najlepsze a teraz dotarła do Polski. „Roshen“ zamierza wypuścić u nas na rynek czekolady, cukierki, torty, wafelki i inne słodkie frykasy. W ciągu pięciu lat firma Poroshenki zamierza stać się potentatem cukierniczym na polskim rynku.
Roshen działa już prężnie w Republikach Nadbałtyckich, Izraelu, Kazachstanie, Mołdawii, w Niemczech, Kanadzie i USA. Z powodu wojny w Donbasie Poroshenko częściowo stracił rosyjski rynek, ale nie całkowicie – jego fabryka czekolady nadal działa w samej Rosji w Lipiecku. Wprawdzie władze obwodu chciały ją na początku roku sprywatyzować, ale zwyciężył pragmatyzm: dzięki Roshenowi miejscowi mają pracę i państwo nie musi ich utrzymywać, wypłacając zasiłki. Zwycięstwo ekonomicznego rachunku nad politycznym było jednak połowiczne: 2 miesiące temu moskiewski sąd aresztował majątek lipieckiej fabryki słodyczy z powodu rzekomego nie płacenia podatków. Dla Poroshenki oznacza to jedno – nawet gdyby chciał, nie mógłby teraz znaleźć nabywców na swoje aktywa w Rosji. Które de facto wciąż należą do niego.
Poroszenko, z majątkiem przekraczającym miliard dolarów, należy do najbogatszych ludzi na Ukrainie. Przed wyborami obecny prezydent zapowiadał, że wyprzeda swój majątek. Teraz tłumaczy, że w realizacji tych planów przeszkodziła mu wojna. Ale wojna trwa na Wschodzie. Na Zachodzie Poroshenko cieszy się ogromnym poparciem i skrzętnie to wykorzystuje do pomnażania swojego majątku, m.in. w Polsce. Być może w ten sposób zamierza pozyskiwać środki na broń dla obrońców Donbasu albo na pomoc humanitarną dla ofiar działań wojennych. Bardziej prawdopodobne jednak, że ukraiński przywódca korzysta z politycznej koniunktury i przygotowuje sobie na wszelki wypadek „miękkie lądowanie“.
Nie chodzi już bowiem tylko o konflikt z Rosją ale o narastające nieporozumienia z rodzimymi oligarchami. Przekazanie ostatnio regionu odesskiego we władanie byłemu prezydentowi Gruzji, Michaelowi Saakaszwilemu, to bezpośredni cios w Igora Kołomojskiego – jednego z największych wrogów Poroszenki. To Kołomojski do niedawna kontrolował odesskie porty a konkretnie: terminale gazowe i naftowe, w których tranzytowe paliwo w całości wyładowywane było na miejscowy rynek. Ogrom strat dla budżetu był liczony w setkach milionów dolarów. Nic dziwnego, że odebranie tak łakomego kąska Kołomojskiego musiało zaboleć. Podobnie zresztą jak wcześniejsze pozbawienie go wpływów w państwowych spółkach, odpowiedzialnych za tranzyt surowców energetycznych.
Oliwy do ognia na wewnętrznym froncie dolało usunięcie ze stanowiska szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Wałentyna Naływajczenki. Ten był związany z jednej strony z merem Kijowa, Witalijem Kliczką, z drugiej – z oligarchą Dmytro Firtaszem. Wraz z Naływajczenką z SBU zniknęli niemal wszyscy jego ludzie. Firtasz odebrał to jako wypowiedzenie mu wojny przez Poroszenkę i próbę odebrania majątku na Ukrainie (między innymi zakładów azotowych i kilku telewizji). Oligarcha na znak protestu chciał już emigrować do USA. Okazało się jednak, że FBI wszczęło przeciwko niemu postępowanie z tytułu korupcji i oszustw podatkowych, chytry plan więc upadł.
Wewnętrzne wojny nie wzmacniają pozycji Poroszenki, zdaje sobie sprawę, że balansuje na linie. Z Rosją nie wygra, może jednak próbować z tego konfliktu wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla Ukrainy ze strony Zachodu (pomoc finansowa, militarna, polityczna).
Rodzimych oligarchów też nie pokona, ale spróbuje ograniczyć ich wpływy. A przede wszystkim, wykorzystując polityczną koniunkturę, zrobi wszystko by (jak swego czasu powiedział Ryszard Czarnecki) mieć ciastko i zjeść ciastko. Czekoladowa ekspansja na Polskę tylko mu w tym pomoże. A czekoladki smakują tak samo nad Wołgą, nad Wisłą i za Oceanem. Pod warunkiem, że są świeże.
