Kończy się kolejny spektakl zwany "demokratycznymi wyborami" w którym demokracja polega na swobodnym wypowiadania dowolnych bzdur i frazesów na użytek chwili. Nasi polityczni rzeźnicy nie mają żadnych oporów przed krajaniem, siekaniem, rozrywaniem i rzucaniem w tłum ochłapów wyborczych pod dowolną postacią: kiełbasy, pasztetu czy tatara. Żenujący poziom debaty sięgnął bruku na Woronicza, podczas poniedziałkowej przepychanki słownej naszych dwóch czołowych harcowniczek na scenie politycznej, Pani premier Ewy Kopacz i posłanki Beaty Szydło i dzień później, w debacie tzw. ośmiorga. Jeżeli po tych widowiskach ktokolwiek przy zdrowych zmysłach ma pojęcie, na kogo głosować - konia z rzędem. Jedyny wybór to nie głosować w ogóle lub wybrać "mniejsze zło".

REKLAMA
Teraz naprawdę możemy pozazdrościć Rosjanom: oni nie mają takich dylematów. Głosują na jedyną słuszną partię (Jedna Rosja) i jedynego słusznego kandydata. Władimir Putin, lecząc swoje kompleksy i psychobraki, skutecznie daje Rosjanom tak sobie samemu potrzebne poczucie wielkości, misji, niepowtarzalności. Buduje we własnym pojęciu wielką Rosję, odtwarza mocarstwo, nie zdając sobie sprawy z wpychania państwa w coraz głębsze bagno. Taka polityka do złudzenia przypomina politykę jednego z naszych polityków, którego partia tak skutecznie króluje w sondażach. Niechybnie podąża rosyjskim śladem: zaiste ma się na kim wzorować. Ale warto pamiętać, że nie każdy polityk niesłusznego wzrostu automatycznie staje się Napoleonem. Dotyczy to zarówno naszej jak i rosyjskiej sceny politycznej. Często niski wzrost pogłębia frustrację i zacietrzewienie, co w polityce źle wróży - dlatego sam od aktywnego w niej uczestnictwa stronię. Na szczęście nie jesteśmy aż takim mocarstwem, by europejska i globalna rzeczywistość już wkrótce, po wyborach uległy całkowitej zmianie. Wprawdzie prawa i sprawiedliwa partia od dawna pokrzykuje o potrzebie wprowadzenia nowych europejskich porządków, ale najpierw będzie zapewne porządkowała na swój ład rodzime podwórko.
Trudno oprzeć się jednak wrażeniu, że przywódca jedynej słusznej partii w Polsce operuje podobną socjotechniką, jak Putin. Najpierw na długo odcina się od polityki, wystawiając do walki wyborczej swojego człowieka na premiera. A potem wychodzi z cienia, by zdecydowanie przejąć stery rządzenia w państwie. Daje narodowi złudne poczucie własnej wielkości z racji nadprzyrodzonego wybraństwa. Jesteśmy przedmurzem cywilizacji europejskiej, przedmurzem chrześcijaństwa. Mamy misję, mamy rolę do spełnienia: teraz jest to chociażby obrona naszych granic przed niewiernymi. Religia jest potężną bronią. Kościół staje się stałym elementem życia politycznego, podobnie jak cerkiew prawosławna w Rosji. Nie będziemy może państwem wyznaniowym, jak straszą niektórzy, ale religia będzie upaństwowiona na rosyjski obraz i podobieństwo. Dla poklasku tłumów, na ich potrzeby i dla zaspokajania populistycznych potrzeb jego przywódców. Zepchnie nas to z czasem, jak rosyjską głubinkę (prowincję), której prawie nikt nie zna, na margines cywilizowanego świata i stworzy z Polski skansen, do którego z zadziwieniem będą przyjeżdżały wycieczki z Japonii czy Niemiec, swoimi smartfonami dokumentując ten swoisty rezerwat światopoglądowego zacofania. Ale co kraj to obyczaj - jeżeli większość uważa, że tak a nie inaczej interpretowane przez nią zapisy prawa naturalnego dają jej przyzwolenie na ograniczanie praw jednostki, nasz wybór. Podobnie wybrali Rosjanie, którzy już dawno zrezygnowali z szeroko pojętych wolności obywatelskich w imię silnego państwa i rozwoju nacji, do czego wzywa ich przywódca.
Sprawdzony kierunek. Na szczęście Polacy jako naród na przestrzeni wieków nie godzili się na długotrwałe zginanie grzbietu pod knutem tej czy innej dyktatury. Tak, zbieraliśmy bolesne razy - i zawsze potrafiliśmy wstać z kolan. To daje nadzieję. Na razie jednak dobrowolnie kręcimy sobie niezły bat na najbliższe lata, chyba pilnie przyglądając się, jak robi to Putin. Bo innego wzorca dla takiej a nie innej polityki jedynie prawej i sprawiedliwej partii ze świecą szukać. Chociaż publicznie przedstawiciele tejże partii deklarują, że Rosja jest naszym przeciwnikiem. Im więcej podobieństw, tym większe rozdrażnienie.
Po wyborach stracimy prawo do światopoglądowego pluralizmu. Stracimy prawo do decydowania o sobie. I stracimy prawo do niegodzenia się na taką politykę. W Rosji karane jest to napiętnowaniem mianem zdrajcy, agenta, szpiega, w najlepszym razie - odmieńca. Ścieżka jest jasno wytyczona, wzorce gotowe: kto nie z nami ten przeciw nam. Za cenę utraty przywilejów, majątku, wolności a nawet życia. Cel uświęca środki, tym bardziej gdy sięga się po nie z religijną pieśnią na ustach. Na arenie międzynarodowej będzie podobnie: izolacja, emigracja, kryzys demograficzny. Ale przykład Rosji wskazuje, że można z tym żyć. W takich porównaniach jednak nie zabrnijmy za daleko - mimo wszystko z naszym przedmurzem nikt się tak liczyć nie będzie jak z rosyjskimi surowcami. Wiara wiarą, ale nawet krzyżowcy mieli miecze. A my ich nie mamy. Na szczęście. Chociaż... kto wie, co tam jeszcze wykopiemy w poniemieckich grotach i korytarzach Walima i Włodarza..?