Fot . Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

„Koniec z arogancją władzy i koniec z pychą” - te słowa nowej premier Beaty Szydło, wypowiedziane w expose, to jak splunięcie w twarz milionom Polaków, których ta władza nie reprezentuje. Wypowiedziane kilkanaście godzin po tym, jak Prezydent Duda w atmosferze gęstego skandalu ułaskawia pupila prezesa Kaczyńskiego, Mariusza Kamińskiego. Ten jeszcze może tylko udaje a może rzeczywiście próbuje ocalić twarz: odmawia dziennikarzom komentarzy tłumacząc, że wszystko co miał do powiedzenia w tej sprawie powiedział w krótkim oświadczeniu pisemnym. Ale ani Prezydent ani jego współpracownicy niczego już tłumaczyć nie zamierzają.

REKLAMA
Chcą nadać swojej władzy jednoznaczny wymiar i odrzeć naiwniaków, którzy im uwierzyli, z resztki złudzeń. Bezcenna mina Prezydenta Dudy, gdy Beata Szydło wypowiadała te słowa, przypominała grymas sytego samozadowolenia, jaki najczęściej można zobaczyć na twarzach rozsiadłych na swych stanowiskach, postsowieckich dygnitarzy: to poczucie bezgranicznej władzy, braku jakiejkolwiek kontroli z zewnątrz, „mocnych pleców i siły wiernopoddańczej armii sługusów. W tak komfortowych warunkach nawet niesławne ośmiorniczki tracą swój brzydki zapach.
Cyniczny, kpiąco – drwiący uśmiech, rysujący się na tle coraz wyraźniejszego, podwójnego podbródka oraz świdrujące spojrzenie spod znużonych powiek skutecznie dystansują i czynią tę twarz nieprzeniknioną i nieprzystępną. To nie jest już Prezydent łaskawy, deklarujący otwartość na wszystkich i dla wszystkich. To władca, który krytykę ma za nic i ją lekceważy, wszystko i wszystkich podporządkowując swojej woli (na razie zapewne za jednym wyjątkiem, ale nic nie może wiecznie trwać). Władza uzależnia, władza czyni bezwzględnym, władza czyni samotnym.
Jakże inna była twarz Prezydenta jeszcze wiosną i latem podczas kampanii wyborczej, potem w Wilanowie na zaprzysiężeniu ! Jakże ciepłą parę stanowił z Agatą Kornhauser–Dudą, która promieniała dumą ze swego Małżonka. I jakże inaczej wygląda to kilka miesięcy później... Na zaprzysiężeniu ministrów nowego rządu wielu zwróciło uwagę na wycofaną i osamotnioną Małżonkę Prezydenta: ani razu na niego nie spojrzała, przez całą ceremonię błądząc wzrokiem po suficie lub podłodze. Na expose Beaty Szydło prezydent przybył już sam.
Na początku prezydentury Władimirowi Putinowi również wszędzie towarzyszyła jego Żona. Nie wytrzymała przemiany męża. Żona Aleksandra Łukaszenki (korzystając z porównania naszych krajów, dokonanego przez Sławomira Neumanna po uniewinnieniu Mariusza Kamińskiego) nie wytrzymała jego żądzy władzy znacznie wcześniej. Rozwód, separacja, cień.
Życie osobiste naszych polityków to ich sprawa. Prywatność wymaga uszanowania. Gorzej jednak, gdy to życie staje się papierkiem lakmusowym zachodzących zmian, świadczącym, że źle się dzieje nie tylko „u Państwa”, ale także „w Państwie”. Wymowna obraz Prezydenta na expose może świadczyć o tym, że u nas pewne procesy zachodzą znacznie szybciej niż na Wschodzie. Warto o tym pomyśleć, zanim będzie za późno dla Państwa. Przede wszystkim – polskiego.