O roku ów...! Obyło się bez końca świata, ale to, co się w ostatnich dniach działo w Moskwie... koniec świata !
REKLAMA
Uffff !!!! Skończył się długi, roboczy tydzień w Rosji, rozpoczęła blisko 2-tygodniowa, noworoczna kanikuła. Rozpoczęła się, trzeba przyznać, mocnym akcentem: w gorączce świątecznych zakupów, na jedną z najbardziej zakorkowanych stołecznych ulic, spadł... samolot. A raczej – wjechał: piloci nie przewidzieli oblodzenia pasa startowego. Na szczęście obyło się bez większej liczby ofiar: na pokładzie TU-204 było tylko 8 osób, zginęły cztery. Wrak samolotu na wiele godzin zablokował jednak trasę z lotniska rządowego Wnukowo do Moskwy. W tak radykalny sposób całkowicie już bezkarni przed Nowym Rokiem urzędnicy państwowi i biznesmeni, bezprawnie posługujący się tzw. kogutami przekonali się, co znaczy utknąć w świątecznym korku.
A przed Nowym Rokiem Moskwa dosłownie rozjarzyła się feerią błękitnych świateł, migających na dachach wszelkiej maści uprzywilejowanych limuzyn. Prezydent Putin, jak co roku, przez kilka dni nagradzał bowiem niemal wszystkich urzędników „za wybitne osiągnięcia” - a jak tu zdążyć bez koguta i syreny...? Przy okazji okazało się, że mijający rok to kolejny rok postępującej stabilizacji, rozwoju demokracji, sukcesów w walce z korupcją, z terroryzmem, pedofilią i nałogami. To także był decydujący rok przygotowań do Zimowej Olimpiady w Soczi (co z tego, że dopiero w 2014 roku ?), która dla Władimira Putina jest oczkiem w głowie. Więc jak tu nie nagradzać, nagradzać i jeszcze raz – nagradzać...?!
Tym bardziej, że w nadchodzącym roku nie będzie już tak łatwo – przestrzegają ekonomiści: dochód narodowy spadnie do 2-3 procent, koniunktura na surowce energetyczne może się nie utrzymać na odpowiednio wysokim poziomie a to dla rosyjskiego budżetu oznaczać będzie co najmniej poważne trudności – ale na razie ważniejsze są odznaczenia i korzystanie z tego, co jest.
W stosunkach polsko – rosyjskich nic nowego ani godnego uwagi. Ostatnia wizyta ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego, w Moskwie była zwykłą formalnością, żeby nie użyć bardziej dosadnego określenia. Mimo dyskusyjnej skargi, złożonej przez Radosława Sikorskiego na ręce Catherine Ashton w sprawie zwrotu wraku samolotu TU-154M, nie uzyskaliśmy w tej sprawie nic: szef rosyjskiej dyplomacji, Siergiej Ławrow, po raz kolejny wywinął się ministrowi Sikorskiemu. Skończyło się na pustych deklaracjach i nic nie mówiących frazesach. Wraku jak nie było tak nie ma i wszystko zależy od rosyjskiego śledztwa: czyli poczekajmy na lepsze czasy, czyli skuteczniejszą politykę wschodnią.
Cóż tu zresztą pisać o skuteczności, gdy polska ambasada w Moskwie od otwarcia 10.04. br Agencji Konsularnej RP w Smoleńsku przez ponad 7 miesięcy nie mogła sobie poradzić z jej uruchomieniem. W grudniu, zapewne w prezencie świątecznym, ktoś tam się wreszcie pojawił, ale wszystko to odbyło się w atmosferze skandalu i pozostawiło wrażenie całkowitej nieudolności polskiej ambasady. Najlepszy dowód, że gubernator Obwodu Smoleńskiego, Alieksiej Ostrowski, nawet nie zechciał znaleźć czasu na rozmowę z naszym ambasadorem w Moskwie, Wojciechem Zajączkowskim. Ten ostatni nie traci jednak noworocznego animuszu i dobrego samopoczucia a o ewentualne porażki (takie jak fiasko negocjacji w sprawie przekazania Państwu Polskiemu prywatnej kolekcji obrazów Niny Mole i Eligiusza Bielutina – o czym pisałem w połowie sierpnia w jednym z polskich tygodników) gotów jest oskarżać nawet dziennikarzy, psujących rzekomo swoimi publikacjami misterne szyki polskiej dyplomacji.
Tak naprawdę nikogo to jednak tutaj (szczególnie teraz) nie interesuje. Gorączka przedświątecznych zakupów, a raczej: konsumpcyjne szaleństwo, ogarnęła niemal wszystkich. Eksperci obliczają, że przeciętny Rosjanin wyda w tym roku na Święta rekordową sumę rzędu 400 Euro – w myśl zasady „żyje się raz”. Jak po Świętach związać koniec z końcem, to odległy problem. Teraz ważniejsze jest znalezienie prezentów i produktów na stół. Rosjanie kupują pod choinkę przede wszystkim telefony komórkowe, smartfony, notebooki, sprzęt AGD, audio i video, a także kosmetyki i drogie alkohole. Jeśli chodzi o artykuły spożywcze, to tutaj nic oryginalnego od lat: sałatka warzywna i marynaty jako podstawowe zakąski, do tego boczek, wędlina, domowe przetwory – i stół gotowy. Bywają, oczywiście, wyjątki – wystarcza wejść do jednego ze sklepów sieci „Azbuka Wkusa” („Elementarz Smaku”), by podpatrzeć, co w „spożywczaku” można kupić za 100, 200 tys. rubli (w przeliczeniu 10, 20 tys. PLN). Tzw. Nowi Ruscy, podjeżdżający z szykiem swoimi limuzynami niemal pod samą kasę, na potęgę kupują drogie alkohole, izraelskie truskawki, brazylijskie czereśnie, hiszpańską wędlinę, japońską wołowinę, azjatyckie owoce morza. Aż głupio zajść potem do takiego sklepu po kostkę masła i jogurt...
W połowie stycznia, po juliańskim tzw. starym nowym roku, wszystko wróci jednak do normy. Rosjanie, wypoczęci, najedzeni i pełni energii po wakacjach na nartach we Francji lub na morzach południowych, zabiorą się do dalszej walki z kryzysem. Niektórych będzie pewnie bolała głowa, ale i oni – na przykład gdzieś na dalekiej Syberii – będą mieli co wspominać: chociażby pozbawiony reklam blok rozrywkowy w państwowej telewizji. A w ogóle to nie ma tego złego: przecież za rok... znowu Nowy Rok!
