Użycie na antenie jakże niewinnego w wielopiętrowym systemie rosyjskich przekleństw słowa „żopa” (dupa) kosztować będzie osobę prywatną od 2 do 3 tys. rubli (200-300 PLN), urzędnika: 5 – 20 tys. Rb (500 – 2000 PLN), wreszcie osobę prawną, czyli np. redakcję: 20 – 200 tys. Rb (2000 – 20.000 PLN). Przeciągłe buczenie będzie więc wkrótce najpopularniejszym dźwiękiem w rosyjskim radiu i telewizji. Inicjatywa cenzurowania internetu i karania blogerów nie przeszła.

REKLAMA
Deputowani od dawna robią wszystko, aby przypodobać się prezydentowi Putinowi – nie na darmo prokremlowska „Jedna Rosja” ma większość w Parlamencie. Po głośnych, antyopozycyjnych, antyużywkowych i antypirackich ustawach przyszła kolej na moralne uzdrawianie społeczeństwa. W końcu w Dumie siedzą podobno – jak sami deputowani o sobie mówią – najbardziej światli reprezentanci rosyjskiego narodu. Słysząc, jak Władimira Putina martwi zaśmiecanie mowy ojczystej, parlamentarzyści wzięli się ostro do roboty: - Tak dalej, k...., być nie może! – emocjonalnie i ku uciesze kolegów wystąpił jeden z „Jedinorossów” na posiedzeniu klubu parlamentarnego. Na forum Dumy deputowani już się jednak bardzo pilnowali. Tym bardziej, że przeklinanie to w ich wydaniu chleb powszedni, szczególnie w szeregach partii Władimira Zyrynowskiego, który nie ma specjalnych oporów przed używaniem dobitnego słownictwa. Szczególnie, że wielofunkcyjny, wielopoziomowy „russkij mat” (przekleństwa) jest w Rosji traktowany równie naturalnie, jak każde inne wyrażanie emocji. Na temat „matu” powstają rozprawy naukowe, publikowane są słowniki a najbieglejsi potrafią długie minuty mówić „matem” na na temat albumu rodzinnego bohatera wypowiedzi wraz z okolicznościami jego powstania i ani razu się nie powtórzyć!
Deputowani mieli jednak problem: co robić z twórczością takich artystów, jak np. Siergiej Sznurow, który w swoich piosenkach klnie jak szewc?... A co z klasykami, co z Włodzimierzem Wysockim, co z radzieckim i rosyjskim kinem, pełnym mocnego słownictwa?... Autorzy projektu ustawy ostatecznie zgodzili się, że to problem poszczególnych wydawców: to oni mają decydować, co „wypikslować”, a co zostawić. O ewentualnej karze zdecydują odpowiednie organy. Deputowani mogą spać spokojnie – oni swoje zrobili. Wcielaniem w życie najbardziej nawet bzdurnych ustaw jak zwykle zajmą się inni.
„ - Sacrebleu ! – zaklął szpetnie Książę Pan”. Bohater znanego również tutaj „Rumcajsa” niczego więcej w dzisiejszej Rosji nie zdołałby już powiedzieć...