- czyli jak francuski Rosjanin w nowej Ojczyźnie się odnajduje

REKLAMA
„Z karierą, z karierą,
tak jak z prostytutką
zaczynasz wesoło
a po wszystkim smutno“

Jan Krzysztof Kelus „Przypowieść o jeżach“ , lato 1981
...Miałem ostatnio cześć i honor w Rosji (!) publicznie wspominać dawne piosenki JKK, a życie samo je „zapgrejdowało“: ze stolicy Czeczenii, Groznego, nadeszły komiczne w swojej wymowie wieści o życiu nowego obywatela Federacji Rosyjskiej, Żerarda Diepardie.
Czeczeński prezydent, watażka Ramzan Kadyrow, przyznał swojemu gościowi, Żerardowi Diepardie (pisownia za rosyjskim paszportem), honorowe obywatelstwo Republiki Czeczenii. Wraz z paszportem były francuski aktor otrzymał dokumenty na 5-pokojowe, luksusowe mieszkanie w centrum Groznego. Ledwo stojąc na nogach po „bogatym“wieczorze, spędzonym ze swym nowym pryncypałem Kadyrowem w najdroższej restauracji Republiki, Diepardie – ocierając pot z czoła – bełkotał coś o czeczeńskiej kulturze, filmowym internacjonalizmie i swoim serialowym projekcie „Serce Ojca“, który za pieniądze Ramzanczika (jak familiarnie nazywał czeczeńskiego przywódcę) zamierza zrealizować w Czeczenii. Kadyrowowi – zdeklarowanemu muzułmaninowi – nie przeszkadzał ani obecny stan, ani alkoholowe zabawy francuskiego a raczej: rosyjskiego gościa dzień wcześniej. Mało tego: uradowany Kadyrow w mocnych objęciach pozował do zdjęć z purpurowym Diepardie, które to zdjęcia pokazała rosyjska telewizja. Później zdjęcia poddane zostały radykalnej obróbce w photoshopie....
A zaledwie kilka dni przed tymi „groźnymi“ wydarzeniami Diepardie otrzymał meldunek w stolicy Republiki Mordowa, Saransku: dzięki temu nowy rosyjski obywatel nie musi obawiać się niewykształconych milicjantów na rosyjskich dworcach kolejowych, którzy w nadziei na 100-200 rublową łapówkę sprawdzają obowiązek meldunkowy wszystkim na peronie. Szczególnie w Mordowii: byłej stolicy sowieckich łagrów.
„Miesie Diepardie“ nie musi się zresztą niczego obawiać. Jako przyjaciel Władimira Putina jest nieosiągalny dla przeciętnych rosyjskich urzędników, którzy życie każdego nie-rosjanina w Rosji potrafią uczynić piekłem. Pod warunkiem że, jak mówił mi jeden z pracujących tutaj Polaków, nie ujmie się za tobą ktoś ważny. Ale tylko wtedy, gdy jesteś potrzebny. Diepardie jest potrzebny. Jemu się udało. Jego koleżanka Brigitte Bardot, chciałaby się podłączyć do tego sukcesu ze swoją sforą bezpańskich psów.
Tutaj jednak wyrozumiałość rosyjskiego przezydenta dla francuskiej elity się kończy: zbyt duże ryzyko zmieszania krwi z jego rodowodowym labradorem Koni.
Dlatego (za JKK) bez ryzyka wybieram motor i jeże. W Rosji też są – zapewniam. Zmuszają do ostrożności.