Stało się – od stu lat, jak co roku, Rosja z patriarchalnej enklawy Europy na jeden dzień staje się Państwem Kobiet. Tego nawet Fellini by nie wymyślił. Aby mężczyźni mogli godnie oddać cześć swoim Paniom, 8 marca jest dniem wolnym od pracy.
REKLAMA
Ten rok (jak co roku) jest wyjątkowy – raportuje rosyjska prasa. Jeszcze nigdy Rosjanie nie wydawali na prezenty dla swoich Dam tak dużych sum: na same tylko kwiaty – ponad 1000,- RUR, czyli 100,- PLN na osobę w skali kraju. To nic, że kwiatowi spekulanci w przeddzień święta kobiet 3-4 krotnie podnieśli ceny. Za zwykłego tulipana bez przybrania trzeba zapłacić ponad 100 Rubli, czyli 10 pln. Rekordy biją jednak ceny róż - tutaj jedynym ograniczeniem jest pazerność sprzedawcy, a ta ograniczeniom nie podlega: najtańsza róża to 200 rubli (20 pln), najdroższe mercedesy dochodzą do 700 rubli (70 pln) za sztukę.
Już jutro to szaleństwo się skończy, ale na razie wszyscy starają się urwać jak największy kawałek świątecznego tortu: oblicza się, ze 8 marca kwiaciarnie wypracowują piątą część rocznego zysku! W tych dniach nikt się jednak nie zastanawia nad ekonomicznym aspektem Dnia Kobiet, czas refleksji nadejdzie wraz poświątecznym bólem głowy. Obowiązuje zasada: „postaw się a zastaw się“ –aktualna w przypadku każdego rosyjskiego święta związanego z wręczaniem prezentów i świętowaniem. Dzień Kobiet nie jest wyjątkiem. To, co się w przeddzień Święta dzieje na moskiewskich ulicach, mówi samo za siebie. Miasto utknęło w gigantycznych korkach, w centrach handlowych tłok i przepychanki, przejście po oblodzonych chodnikach blokują setki domorosłych handlarzy kwiatów z naręczami marznących tulipanów, w metrze – ścisk i alkoholowy zaduch po tzw. korporacyjnych przyjęciach. Każda kobieta spieszy do domu obładowana zakupami na świąteczny stół, ale z obowiązkowym naręczem kwiatów.
W sklepach spożywczych również nerwowo: tutaj zabrakło szampana, tam skończyła się wódka, ktoś narzeka na podgniłe pomarańcze a inny wścieka się przy kasie, że jak zwykle zawodzą czytniki kart kredytowych. Słowem: atmosfera jak w przeddzień Nowego Roku. I podobnie jak przed Nowym Rokiem, tuż przed północą zapanowuje harmonia i pokój.
To jednak cisza przed burzą. O świcie 8 marca, zaraz po tym, jak Panie otrzymają obowiązkowe kwiaty od swych najbliższych mężczyzn, zaczyna się kuchenna krzątanina: przyjdą goście a tyle trzeba zrobić! Do mężczyzn należy wyniesienie śmieci i z reguły na tym się kończy: w pobliżu garaży już czekają koledzy z otwartą flaszeczką i zakąską na gazecie. „Za Żeńszcin!“ – ten toast za kobiety słychać jak kraj długi i szeroki. I na tym w zasadzie kończy się świętowanie – kwiaty i toasty. Nazajutrz wszystko wróci na swoje miejsce: Rosja jest społeczeństwem na wskroś patriarchalnym, kobiety mają szansę wybić się jedynie w większych miastach ale i tam perspektywy kariery są znacznie bardziej ograniczone, niż w przypadku mężczyzn. Spadkobierczynie Klary Zetkin od lat domagają się równouprawnienia, ale wystarcza przyjrzeć się chociażby strukturze zatrudnienia w Rosji, by przekonać się, jak bardzo kobiety są dyskryminowane. Władza robi wszystko, aby zmienić ten niekorzystny wizerunek w oczach sfeminizowanego zachodu. Kilka kobiet w randze pomniejszych ministrów, kilka gwiazd telewizji zajmujących się drugorzędnymi problemami, kilka bizneswomen – i tradycyjnie tysiące urzędniczek, sekretarek, sprzątaczek oraz...motorniczych tramwajów i trolejbusów, nie wspominając o milionowych rzeszach nie pracujących gospodyń domowych, matek dzieciom i por prostu żon swoich mężów. Dzień Kobiet tego wizerunku Rosji nie zmieni. Ale też nie takie jest jego zadanie, tym bardziej że zdecydowanej większości obywateli obecna sytuacja nie przeszkadza. Święto musi być – chociażby po to, aby mężczyźni poczuli się lepiej.
