O tym, że ZSRR był krajem równych i równiejszych zawsze krążyły legendy oraz angdoty: sklepy dla wybranych, kurorty dla wybranych, auta dla wybranych, możliwość wyboru - także dla wybranych. Upadek komunizmu niczego nie zmienił: czynnikiem, dokonującym „równania“, nadal pozostaje (a) przynależność do politycznej, rządzącej elity, (b) zasobność portfela oraz (c) szeroko pojęte znajomości. Jednocześnie to pierwsze – dzięki korupcji - automatycznie zapewnia drugie; trzecie z kolei to logiczna wypadkowa (a) i (b).
Równi, równiejsi, najrówniejsi - czyli jak egalitaryzm w Rosji w życie wcielono
REKLAMA
Wybrańcy mogą wszystko: nie obowiązuje ich nie tylko konstytucja czy przepisy prawa karnego, o kodeksie drogowym czy cywilnym nie wspominając, ale także najzwyklejsze normy funkcjonowania w społeczenstwie: jak wynika z sondaży (robionych m.in. na zlecenie Centrum Lewady, oskarżonego ostatnio o dofinansowywanie przez wraże, zagraniczne ośrodki typu CIA), 85% Rosjan to potulni, pogodzeni z losem obywatele, 5% to protestująca lecz niesłyszalna opozycja, reszta – współpracuje i profituje. Dlatego gdy zachodzi potrzeba, posłuszna Duma Państwowa (izba niższa parlamentu – „niższa“: bo niżej upaść nie sposób, jak mówi tzw. ulica) tak zmanilpuluje zapisy i wprowadzi takie poprawki, że „człowiek władzy“ pozostanie nietykalny nawet w przypadku rażącego złamania prawa w świetle jupiterów. Płacą ci, którzy władzy się narazili, którzy śmieli na przykład nie podzielić się nagrabionym (jak YUKOS Chodorkowskiego, uchodzącego na zachodzie za czołowego więźnia sumienia putinowskiego reżymu) lub podnieśli rękę na najświętszy filar systemu, czyli korupcję (jak sądzony obecnie Alieksiej Nawalny, który kilka lat temu dzięki związkom z lokalną władzą zagarnął miliony rubli a teraz występuje przeciwko układowi, który go karmił). Dla katastrofalnie tracącego w sondażach Władimira Putina najważniejsze było jednak przekazanie społeczeństwu sygnału, że jego program równości narodowej wobec prawa pozostaje bez zmian a wręcz wreszcie wcielany jest w życie z całą surowością.
Wydawało się, że rzeczywiście coś jest na rzeczy, gdy pół roku temu prokuratura ostro wzięła się za przekręty w ministerstwie obrony, gdy prokuratorskie śledztwo dotknęło świątyni wiedzy, czyli elitarnego Skołkowa w którym nawet tzw. opozycjoniści (jak deputowny Ilia Ponomariow) prali brudne pieniądze, gdy ucieczka do Londynu uratowała przed więzieniem niedawnego pupila władzy, odpowiedzialnego za budowę olimpijskich obiektów w Soczi, Achmeda Biłałowa a za kratki trafił oskarżony o łapówkarstwo szef jednego z największych prywatnych banków - Rosbanku, Władimir Gołubkow. Niestety, szybko okazało się, że to tylko pozory: na Kremlu trwa ostra walka o wpływy i dostęp do rozkradanych środków budżetowych. Frakcja liberałów i zwolenników stopniowych zmian, związanych z premiérem Dmitrijem Miedwiediewem, przegrywa rywalizację z „jastrzębiami“ z resortów siłowych, którym przewodzi prezes Rosniefti i były wysoki funkcjonariusz KGB, Igor Sieczyn. Prezydent Putin wziął stronę swoich byłych kolegów ze służb specjalnych. A to spycha Rosję w pułapkę „breżniewyzacji“, gdzie stagnacja przykrywana figowym listkiem luxusu dla wybranych nieuchronnie prowadzi do „smuty“ i wstrząsów, nad którymi władze już nie będą w stanie zapanować.
Być może świadomość nieuchronnej katastrofy tłumaczy ostatnie zachowania elit, dla których liczy się tylko szybkość i sprawność rozkradania pieniędzy. Wymownym przykładem jest dymisja biznesmena Andrieja Guriewa (wg Forbes: 4 mld USD) ze stanowiska senatora Rady Federacji. Guriew uznał, że nie podporządkuje się kremlowskiemu żądaniu pozbycia się przez urzędników państwowych kont i majątków za granicą – i złożył mandat. Inni, mniej zamożni, nie zdecydowali się na aż tak radykalne kroki – na razie ograniczyli się do...fikcyjnych rozwodów, przepisując wcześniej na współmałżonków wszystkie aktywa bankowe i cały majątek za granicą (głównie na Lazurowym Wybrzeżu, na Costa del Sol, w Szwajcarii, Luksemburgu i w Londynie). Od stycznia rozwiodła się niemal... połowa deputowanych rosyjskiego parlamentu.
Dekadencja elit nie przekłada sie jednak na życie codzienne, podporządkowane układom i staremu porządkowi. Gdy patrzę na charkaterystyczne fizionomie w kolejce do kasy w sklepach, gdzie najtańsze pieczywo kosztuje w przeliczeniu ponad 20 PLN, trudno mi uwierzyć że ci spadkobiercy ulicznych cwaniaczków kiedykolwiek zrezygnują z nagrabionych przywilejów. Gdy widzę gwiazdkę rosyjskiej estrady i kremlowskiego pieszczocha, piosenkarza Witasa, który rzekomo głosem kruszy kryształy i uzdrawia, jak pijany pluje w twarz policjantom drogówki i znieważanym grozi sądem, a następnie tenże sąd uwalnia go od wszystkich niemal zarzutów – widzę rosyjski model równości, w którym poziom wyznacza krzywa od zera do nieskończoności. Gdy czeczeński prezydent, prostacki watażka Ramzan Kadyrow, mówi o miliardach dolarów na odbudowę Republiki, które mu się z woli Allaha słusznie od Moskwy należą, dostrzegam jego znak równości między Mahometem (równajacym niewiernych wszelkimi plagami z terrorystycznymi bombami włącznie) a chrześcijańskim Bogiem (który równał Czeczenów rosyjskimi bombami w czasie 2 kampanii wojennych). Gdy obserwuję nieudolne próby zorganizowania w Moskwie „parady równości“, równość ta wylega na ulice w postaci uzbrojonych po zęby OMONowców i garstki przerażonych działaczy z zagranicy. Gdy wiceminister oświaty Igor Fiediukin podaje się do dymisji po tym, jak policja znalazła pod schodami resortu ponad tysiąc magisterskich dyplomów in blanco, nabieram nadziei obserwując godny pochwały przykład podporządkowania się Państwu Prawa – szkoda tylko, że dopiero wówczas, gdy u sterów tego państwa już stanęli łże-prawnicy, łże-ekonomiści, łże-menagerowie połączeni wspólnym mianownikiem: kraść. Przykłady podobnych „równań“ mógłbym mnożyć w nieskończoność. I tylko myśl jedna nie daje mi spokoju: czy aż tak bardzo powinniśmy się pocieszać, że „mamy lepiej“...? Ale to już zupełnie inna historia, o której w kolejnych odsłonach.
