Doczekaliśmy się...! Okazuje się, że nie tylko polscy kibole to wylęgarnia patriotów i prawdziwych Polaków, także rosyjscy szalikowcy idą w ślady naszych dzielnych wojów stadionowych.
REKLAMA
Sobota, przepełniony wręcz stadion Pietrowski w Sankt Petersburgu: druga drużyna rosyjskiej premier-ligi, „Zenit“, podejmuje groznieński „Terek“ (obecnie 8 w tabeli). Na trybunach większość to Rosjanie, ale i śniadych Czeczeńców jest niemało – a od wojen lat 90-tych przybysze z Kaukazu mówią, że „jeden Czeczeniec dziesięciu Ruskich wart“: siły więc niby wyrównane. Atmosfera napięta jak zawsze, gdy „Terek“ gra gdzieś w Rosji: OMONu co najmniej 2 tysiące: tarcze, długie pały, kosmiczne hełmy, kamizelki kuloodporne... dzień jak co dzień.
Gdy pada zwycięska, druga bramka dla „Zenita“, w sektorze petersburskich ultrasów płonie nagle wielka, czeczeńska flaga. Służby bezpieczeństwa szybko ją gaszą, ale stadion szaleje. Kibole nie mają wątpliwości: służbom chodziło o uniknięcie pożaru i ofiar a nie o obronę honoru „czarnodupych“ (używane przez Rosjan, uliczne określenie dla przybyszów z Kaukazu). „Rossija! Rossija! Rossija!“ – ryczą tysiące patriotycznych gardeł. Czeczeńcy rwą się do boju, ale szpalery OMONu są na miejscu: tajniacy wyprowadzają do bud co bardziej krewkich kibiców „Tereka“. Sektor „Zenita“ pod tym względem jest bezpieczny, tu nikt nikogo nie zatrzymuje, jedynie leją się po łbach: w końcu OMON, policja i FSB to też Rosjanie, a wielu z nich walczyło w Czeczenii... Nastrój jest więc podniosły, brakuje tylko koszulek z symboliką Wielkiej Rosji. „Rossija dla Russkich !“ – to najdelikatniejsze hasło spośród tych, które wzywają do ostatecznej krucjaty na Czeczenię i pomszczenia swoich padłych tam towarzyszy.
Wojna jednak nie wybuchła. Jeszcze nie. Policja sprawnie wyprowadziła ze stadionu jednych, potem drugich...i niby „koniec filma“. Ale nic bardziej mylnego, „patrioci“ tak łatwo nie dadzą się spacyfikować. Gdy nazajutrz policja, pod naciskiem władz UEFA, zatrzymała 13 podejrzanych o podpalenie czeczeńskiej flagi, w Petersburgu i w całej Rosji zawrzało. Przedstawiciele władz organizacji kibiców „Zenita“ zapowiedzieli, że gotowi są zarejestrować partię polityczną ZENIT i wyprowadzić swych zwolenników na... Pałac Zimowy ! „Tam dopiero damy popalić ! I nie tylko czeczeńskie flagi !“ – odgrażają się patriotycznie nastawieni kibole.
Wot, patriotyzm ! – nie to, co grzeczne palenie w Warszawie świec dymnych w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, w śnieżnobiałych koszulkach z kotwicami i maleńką (tak na niby...) symboliką Legii Warszawa. Gdyby nasza „patriotyczna“ młodzież kibicowska nieco więcej czasu poświęcała na lektury niż gry video, piwko czy ustawki, może spaliłaby przy okazji flagę radziecką (bo radzieckie wojska stały już na Pradze i dały nam się wykrwawić). Chociaż obawiam się, że nie odróżniliby ówczesnej czerwonej od dzisiejszej, trójkolorowej. Jaka jednak różnica, ważne że „bić Ruska!“ znów zyskałoby na aktualności. By się działo !
Podobnie jak dzieje się w Rosji: „bij Czeczeńca!“, lub Ormianina... lub Azera... Gruzina, Chińczyka, Żyda, Murzyna... a na pewno po spaleniu przez naszych „patriotów“ jakiejkolwiek ich flagi – także Polaka. Też by się działo..! A tak - nuda. Uczmy się więc od naszych wschodnich sąsiadów, jak to się robi. A potem możemy już walczyć nie tyle „na piąstki ile granatów wiązki“ – jak kto chce w tej swojej kibicowskiej, „patriotycznej“ wyobraźni...
Wróćmy jednak do „naszych baranów“: policja zatrzymała po meczu 13 kiboli „Zenita“, wieczorem w areszcie przebywał już tylko jeden. Dzisiaj, w poniedziałek, zorganizowano mu pokazowy proces: ale bez dziennikarzy i publiczności - to taka znana nie od dziś rosyjska otwartość. Zakapturzonego, młodego człowieka biegiem wpędzono na salę rozpraw, skąd po kilkunastu minutach, sportowym sprintem, rozpędzając operatorów i innych, wygoniono go w towarzystwie konwojenta z sądu... ryglując za nimi drzwi. W rezultacie kibol okazał się na wolności, a reszta publiczności: w zamknięciu. Lepszego scenariusza, wydawało by się, nie wydumałby w alkoholowym amoku nawet Wienieczka Jerofiejew (dla naszych „patriotów“: to taki radziecki pisarz, co to m.in. o wódce pisał). Nic z tego! Po kolejnych kilkunastu minutach drzwi odryglowano, a do sądu wbiegł... wściekły i spocony konwojent zatrzymanego. Sam „kozioł ofiarny“ siedział tymczasem w radiowozie, który... nie mógł odpalić i złapał gumę ! „Na pewno Czeczeńcy !“ – stwierdziła do łez rozbawiona publiczność. Po konwojowanego przyjechała wreszcie czarna wołga... Okazało się, że chuligan został skazany na grzywnę 1000 Rubli (100 PLN) za stworzenie zagrożenia pożarowego.
Wszystko to byłoby może nawet komiczne, gdyby nie do bólu prawdziwe. W Rosji panuje niczym nie skrywana ksenofobia, nienawiść wobec tych, którzy „przyjeżdżają, pracę nam odbierają, narkotykami handlują i owocami spekulują“. Skąd my to znamy..? Przypomnijmy sobie chociażby nasze wyjazdy na zarobki do RFN w latach 80-tych. Historia się powtarza a my wszyscy jesteśmy tacy sami: byle urwać swój kęs kosztem innego, nie dać mu, przegonić. Sam się do roboty nie wezmę, ale innemu też nie dam! Tak było wówczas, tak jest dzisiaj w Rosji. I być może jeżeli na Kaukaz zaczęliby przyjeżdżać Chińczycy, także tam wszystko by się powtórzyło... chociaż tutaj chyba przesadziłem: ci to się akurat dogadają. Bo – zewsząd przeganiani - wiedzą, że lepiej wspólnie zarabiać niż z nienawiści ginąć.
Teraz jednak prości Czeczeńcy w Petersburgu i Moskwie (taka słowiańska solidarność) powinni chodzić pod ochroną. Bo to oni będą odpowiadać za tę znienawidzoną w wielkich miastach resztę: rozbijającą się najdroższymi samochodami z jeepami ochrony, szastającą brudnymi pieniędzmi, uważającą się za naród wybrany, gardzącą Słowianami i wzywającymi do zamachów terrorystycznych w imię Allaha. Te resztę ze swoim prezydentem Ramzanem Kadyrowem na czele, którego nawet Putin toleruje, gdy ten przyjeżdża do niego w dresie na Kreml. Bo ważne, by nie było kolejnej wojny. Kadyrow trzyma Czeczenię „za mordę“ i dlatego workami dostaje rosyjskie pieniądze na tzw. odbudowę Republiki. W rzeczywistości liczy te worki u siebie w super twierdzy w Centoroj w górach Czeczenii, jednemu dając 10, drugiemu 5, innym po 2 a sobie, wielkiemu przywódcy, zostawiając resztę worków wypchanych dolarami. Dlatego panowie „patrioci“ – bójcie się! Te kaukazkie chłopaki mają za co walczyć, a jak wskazuje praktyka: strzelaniny, samosądy, porwania organizowane w biały dzień przez Czeczeńców w centrach rosyjskich miast (np. tydzień temu w Moskwie na... „rządowym“ Prospekcie Kutuzowa) są całkowicie bezkarni.
Tych czeczeńskich watażków nienawidzi ulica, policja, służby specjalne... i nic. Nawet gdy w Moskwie śniadzi chłopcy z charakterystycznie zaczesanymi „czółkami“ grzmocą się na kije baseballowe z rosyjskimi skinami na placu przed Dworcem Kijowskim, policja tylko kibicuje. No, chyba że któryś wyjmie nóż...ale wówczas bywa za późno. Wszyscy wiedzą: 15 minut i po krzyku. A inaczej: kolejne tysiące ofiar, kolejne zlane łzami mogiły, kolejne miesiące niepewności i oczekiwania... Z jednej i z drugiej strony...
Panowie polscy „patrioci stadionowi“: zanim więc zaczniecie coś palić w imię podsuwanych wam ideałów, ruszcie chociaż raz pałką – nie tą w rękawie. Tą na górnym końcu kręgów szyjnych. Może coś tam zakołacze... nie tak jak w Petersburgu.
