W październiku, jak co roku, dużo się słyszy o sprawach szkolnictwa wyższego. Wiadomo – początek roku akademickiego jest okazją do rozmaitych refleksji na temat stanu polskiej edukacji wyższej. Od pewnego czasu sprawy wokół szkolnictwa wyższego wywołują coraz więcej emocji, ponieważ ubywa studentów ( niż demograficzny) i coraz więcej uczelni staje wobec widma pustych sal, a zatem konieczności zakończenia działalności dydaktycznej.

REKLAMA
Ostatnio, przy okazji takich różnych rozmów, których bardzo wiele było w mediach, można było usłyszeć również takie opinie, że to iż Polska wykonała tak niezwykły skok cywilizacyjny poprzez zwiększenie liczby studiujących to nic dobrego, bo jakość tego wykształcenia jest zazwyczaj bardzo słaba. Zdaniem wielu mądrych komentatorów ‘ilość nie przeszła w jakość’. I jaki z tego płynie wniosek? Oczywiście winne są temu prywatne uczelnie, które zdaniem wielu ‘specjalistów’ zaniżają poziom. Ten niezwykle brutalny atak na uczelnie prywatne ( lub raczej niepubliczne) jest szokujący, ale trudno się temu dziwić. Tak działa wolny rynek i wolna konkurencja.
Uczelnie państwowe przez lata całe miały monopol na kształcenie studentów i korzystały z tego całymi garściami. Sama kończyłam państwowy uniwersytet więc wiem o czym mówię. Studenci nie mieli żadnego wpływu na to, czego sie uczyli ani jak się to odbywało. Nikogo nie interesowały prośby studentów o zwiększenie ilości godzin języków obcych, sugestie by wprowadzić przedmioty bardziej ‘na czasie’, a o kontroli wykładowców nie wspomnę. Kto kiedyś zwracał uwagę na to, że profesorowie spóźniają sie na zajęcia lub nie przychodzą wcale, nie robiąc sobie z tego nic. A słynne dziekanaty, do których student wchodził jak petent, bo panie były wyjątkowo nieuprzejme? Można wymieniać długą litanię. Raptem okazało się, że uczelnie państwowe muszą się bardziej starać, bo mają konkurencję. Uczelnie prywatne, wbrew wielu opiniom zawyżają a nie zaniżają poziom kształcenia. Starają się, aby programy zajęć były atrakcyjne i jak najbardziej innowacyjne. Studenci są w tym procesie najważniejsi i nie chodzi o to, że za naukę płacą. Przecież wszystkie uczelnie są tak naprawdę płatne. Uczelnie państwowe nie działają charytatywnie, lecz otrzymują z budżetu, czyli naszej wspólnej kasy, ogromne pieniądze. Oczywiście twierdzą , że to jest mało, ale wystarczy porównać tylko koszt kształcenia w uczelni publicznej i niepublicznej. Te pierwsze potrzebują co najmniej dwa razy tyle pieniędzy na jednego studenta, co uczelnie niepubliczne. Dlaczego tak jest? Bo prywatny zawsze lepiej liczy koszty, to proste. Bo nie ma rozdętej administracji, bo nie trzyma wykładowców, którzy od dwudziestu lat czytają z pożółkłych kartek te same, często nieaktualne już, wykłady.
Jest absolutnym nadużyciem dzielenie uczelni na dobre – państwowe i złe - prywatne. Uczelnie są po prostu dobre lub złe i to jaki jest ich status prawny nie ma nic do rzeczy. Ja bynajmniej, nie jestem za tym, aby tolerować uczelnie, które nie spełniają wymogów i nie kształcą na odpowiednim poziomie, ale traktujmy wszystkich jednakowo. Są w Polsce znakomite uniwersytety i znakomite prywatne uczelnie niepubliczne. Jedni i drudzy powinni ze sobą współpracować, a nie walczyć. Tak byłoby mądrze i sprawiedliwie. O sprawiedliwości jednak nie może być mowy tak długo, jak długo nie ma dawno obiecanego rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie dofinansowania studiów dziennych w uczelniach niepublicznych.
My Polacy, doświadczamy pewnego rodzaju schizofrenii: chcieliśmy mięć kapitalizm i własność prywatną i o to walczono w tym kraju przez lata, a teraz gdy to osiągnęliśmy, to bardzo niechętnie patrzymy na tę własność prywatną. Tymczasem dofinansowanie studiów dziennych w uczelniach niepublicznych to nic innego, jak pomoc ludziom, którzy chcą studiować, ale nie koniecznie chcą wybierać państwowe uniwersytety. Kiedyś mówiło się o tym, że pieniądze powinny iść za studentem. Gdyby tak było, to być może okazałoby się, że uczelnie prywatne kształcą lepiej, mają lepsze warunki i studenci idą tam chętniej niż na uczelnie państwowe. Niestety, jak to powiedział kiedyś pewien klasyk ‘jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze’. Tak jest też w tym przypadku. Szkoda, że kryterium ceny znowu wygrywa. Byłoby źle, gdyby z powodu pieniędzy musiały upaść dobre prywatne uczelnie. Znacznie lepiej byłoby po prostu przyzwyczaić się do tego, że szkolnictwo wyższe jest po prostu polskie i to publiczne i niepubliczne. Warto wspierać wszystkich, którzy dobrze pracują i dobrze kształcą. A uczelnie są i dobre i złe, jak wszystko na świecie, po prostu.