O autorze
Jestem ekonomistą, który stara się zrozumieć co się dzieje na świecie. Staram się też rozumieć różne punkty widzenia. Drażni mnie niekompetencja. Nie lubię teoretycznego doktrynerstwa. Nie cierpię populizmu w żadnej formie, ani „pseudosocjalnej” ani „pseudoliberalnej”. Zdaje się, że należę przez to do mniejszości, ale nie wykluczam że komuś może to odpowiadać.

Polska okiem rysownika W.E.Hilla

Wikipedia
Ciekawy fenomen natury optycznej: od której strony człowiek chce spojrzeć na Polskę i minione ćwierć wieku jej historii gospodarczej, najwyraźniej może zobaczyć coś innego. Jak na popularnym rysunku, zrobionym wiek temu przez brytyjskiego rysownika Hilla ("Żona i teściowa" - załączony poniżej).


Nie ma co ukrywać – dla ekonomisty nastał teraz czas konferencji i sympozjów. Doświadczenia transformacji, lekcje z polskich reform, 25 lat zmian, ćwierćwiecze transformacji, przekształcona Polska… Konferencja za konferencją, wszystkie poświęcone temu, co się w ciągu minionych dwóch dekad (z okładem) zdarzyło w naszej gospodarce.


Uczestnictwo w tych konferencjach jest pouczające z wielu powodów. Ale najbardziej pouczającą lekcją było dla mnie to, co zaobserwowałem na dwóch spośród nich, na których występowałem jako panelista. Przedstawiając zresztą za każdym razem punkt widzenia, który uważam za dość zbilansowany – określający polską transformację jako oczywisty generalny sukces, co nie oznacza ani jej bezkrytycznej afirmacji, ani niedostrzegania konsekwencji negatywnych i twierdzenia, że nic nie można było zrobić lepiej.


Pierwsza konferencja była zdominowana przez rodzimą profesurę ekonomii starszego pokolenia. Na moją wypowiedź sala zawrzała. Szybko dowiedziałem się, na czym polega mój błąd. Otóż jako ślepy i bezkrytyczny zwolennik liberalizmu nie rozumiem, że opowiadam same nieprawdy. Polska przed rokiem 1989 była bowiem krajem kwitnącym, wspaniale rozwijającym swój zaawansowany technologicznie przemysł. Tempo postępu społecznego i ekonomicznego zapierało dech, a jego ukoronowaniem było hojne finansowanie nauki polskiej. Wszystko to zostało zniszczone w ciągu minionego ćwierćwiecza, stanowiącego czarną stronę historii kraju. Celowo (albo przez głupotę) wyprzedano narodowe skarby, zrujnowano wspaniały przemysł, rozkradziono rozliczne skrzętnie zgromadzone bogactwa (jestem człowiekiem dość spokojnym – więc długo słuchałem, a na koniec powiedziałem tylko, że chyba mówimy o dwóch różnych krajach, bo ja wspominam Polskę z końca lat 1980-tych jako gospodarczą ruinę, a nie kraj szczęśliwości; ale, dodałem grzecznie, może po prostu zawodzi mnie pamięć).


W ostatnim tygodniu z kolei uczestniczyłem w konferencji międzynarodowej. O dziwo, nikt nie twierdził że ostatnie ćwierćwiecze było okresem ruiny gospodarczej Polski. Prawdę mówiąc, to polscy uczestnicy paneli (również ja) tonowali nastroje, mówiąc że wielu sukcesom towarzyszyły też nierozwiązane do dziś problemy. Ze strony uczestników zagranicznych słyszeliśmy za to tylko bezwstydne wręcz pochwały naszego kraju i opinie, że odnotowaliśmy bezprecedensowy sukces, największy spośród wszystkich krajów które przechodziły proces transformacji. A ze strony dziennikarzy z Ukrainy czy Gruzji pytania o rady, jakie na podstawie polskich doświadczeń możemy udzielić ich krajom.

No i mamy problem natury optycznej. Najwyraźniej Polska widziana od środka wygląda na kraj przeżywający ogromne problemy, nieprzyjazny biznesowi, sfrustrowany, niepewny swoich sił, ledwie wiążący koniec z końcem. A oglądana z zewnątrz wygląda na kraj sukcesu, który może być dla innych wzorem. Jak na zabawnym obrazku sprzed wieku brytyjskiego rysownika Hilla, na którym raz widać młodą dziewczynę, a raz paskudne stare babsko.






Opublikowane w Rzeczpospolitej, 30.05.2014