O autorze
Jestem ekonomistą, który stara się zrozumieć co się dzieje na świecie. Staram się też rozumieć różne punkty widzenia. Drażni mnie niekompetencja. Nie lubię teoretycznego doktrynerstwa. Nie cierpię populizmu w żadnej formie, ani „pseudosocjalnej” ani „pseudoliberalnej”. Zdaje się, że należę przez to do mniejszości, ale nie wykluczam że komuś może to odpowiadać.

Festiwal franka

W sprawie franka trwa niekończący się festiwal. A festiwal, jak to festiwal – służy przede wszystkim temu, by gwiazdy mogły się pokazać na scenie i ogrzać w blasku reflektorów. Bardziej dla siebie, niż dla publiczności.


Przede wszystkim trwa festiwal oskarżeń kto jest winny historii z frankiem. Banki mówią: kredytobiorcy, podpisujący jasne umowy a teraz szukający wykrętów przed płaceniem rat i odsetek. Kredytobiorcy mówią: oszukujące nas banki, a także państwo, które nie zabroniło bankom udzielania frankowych kredytów. Opozycja mówi: rządzący, którzy dbają tylko o interesy banków, a nie zwykłych ludzi. Rządzący mówią: ryzykanckie banki i kredytobiorcy, a teraz również składająca nieodpowiedzialne propozycje opozycja.


Tymczasem prawda jest dalece smutniejsza. Obecnym problemom z frankiem winni są po prostu po trosze wszyscy. Dziś każdy oczywiście stara się przedstawić siebie jako niewinną ofiarę, która wpadła w pułapkę zastawioną przez innych. Ale jest w tym i ziarno prawdy, i nieprawdy. Kredytobiorcy wiedzieli, że z kredytem walutowym wiąże się ryzyko kursowe, ale to lekceważyli. Kiedy nadzór finansowy usiłował w roku 2008 przyhamować te kredyty, powstało nawet stowarzyszenie pod hasłem: „Pozwólcie nam ryzykować!”, a ówczesna (a więc ta samo co dziś) opozycja otwarcie je popierała. Ale nadzór finansowy, bank centralny i rząd też nie mają do końca czystego sumienia, bo trzeba było działać bardziej zdecydowanie. A banki? Z nielicznymi chlubnymi wyjątkami potraktowały poszukujących frankowych kredytów klientów jak dojną krowę, a ich sprzedawcy robili wszystko, aby przypadkiem ktoś nie wziął ostrzeżeń przed ryzykiem kursowym serio.


Skoro wszyscy nabroili, wszyscy powinni współuczestniczyć w rozwiązaniu problemu. Zamiast kolejnego festiwalu – festiwalu pomysłów, jak to cały koszt rozwiązania problemu ma wziąć na siebie ktoś inny – trzeba raczej zastanowić się, jak te koszty podzielić.


Powszechna pomoc dla kredytobiorców, udzielona kosztem innych (banków i podatników) jest o tyle niewłaściwa, że pomagano by w ten sposób i tym, którzy pomocy rzeczywiście potrzebują, i tym którzy na kredycie frankowym już sporo zarobili, a resztę mogą bez kłopotu spłacić. Ale oczywiście należy jej udzielić tym, którzy są w naprawdę trudnej sytuacji. Powinny to zrobić przede wszystkim banki, które są w stanie zbadać sytuację swoich klientów. W pierwszej kolejności poprzez złagodzenie umów i rozłożenie spłat, a tylko w ostateczności poprzez umorzenie części długu. Państwo może takie działanie wesprzeć poprzez rozwiązania podatkowe. Oczywiście jest też najwyższy czas, by z umów wyeliminować wszelkie klauzule abuzywne (np. słynne zyski banków z negatywnych stóp, albo nadmierne spready) i zakazać działań utrudniających sytuację klientów (np. żądania dodatkowych zabezpieczeń). A także wprowadzić ogólne rozwiązanie zachęcające do przewalutowania kredyt na złote, kiedy tylko kurs spadnie do bardziej normalnego poziomu, z ewentualnym zwrotem dotychczasowych korzyści. Oczywiście nie po to, by wbrew prawu zmuszać banki do robienia tego po kursie sztucznie zaniżonym, ale po to, by banki w całości przejęły na siebie ryzyko kursowe, z którym (jeśli są tak profesjonalne, jak twierdzą) powinny sobie radzić lepiej niż ich klienci.




Opublikowane w Rzeczpospolitej, 23.01.2015

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...