Grecja to ojczyzna dramatu. Jak się okazuje, wszystko już zostało tam kiedyś pod tym względem wymyślone - jak nie przez Sofoklesa, to przez Eurypidesa. Nawet ewentualne bankructwo kraju.

REKLAMA
Dwa miesiące temu pisałem, że historia greckiego kryzysu przypomina dramat Sofoklesa „Antygona”. Kiedyś popełniono błędy, które powodują że dziś nie ma dobrego rozwiązania problemu. Grecki rząd nie może ustąpić ani swoim wyborcom, ani swoim wierzycielom – bo jedno grozi bankructwem, a drugie zamieszkami w kraju. Niemiecki rząd nie może ustąpić Grekom, bo tego nie wybaczyłyby niemieckie tabloidy. Nawet gdyby jednak Berlin się na to zdecydował, nie może się na to zgodzić rząd hiszpański, bo straciłby twarz wobec własnych obywateli, którym do tej pory mówił że oszczędności to jedyna droga wyjścia z kłopotów. Na odejście Aten od programu oszczędnościowego nie może się też zgodzić Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Słowem, wszyscy miotają się po scenie, nie mogąc znaleźć żadnego wyjścia z kompletnie zaplątanej sytuacji. Nic dziwnego, bo co nowego można wymyśleć wystawiając znany od wieków, antyczny dramat?
A jednak można! Szukając wyjścia, awangardowy grecki premier postanowił wykorzystać pomysł innego wielkiego antycznego dramaturga, Eurypidesa – sięgając po rozwiązanie znane jako „deus ex machina”. Polega ono na tym, że kiedy sytuacja jest tak zaplątana, że miotający się po scenie bohaterowie sztuki nie są w stanie znaleźć żadnego sensownego rozwiązania, nagle interweniuje przybyły prosto z Olimpu (a dokładniej, spuszczany na scenę na linach) grecki bóg. I jednym, władczym ruchem rozwiązuje problem.
Boga nie trzeba było długo szukać. Wystarczyło udać się na północ, gdzie rezyduje nadzieja Greków – niechętny zachodnim gnębicielom, dobry i potężny Władimir Putin. Olimpijski bóg może przecież wszystko. Może sięgnąć do skrzyni i hojną ręką od razu dać Grekom tyle miliardów euro, ile tylko jest im potrzeba na wypłatę większych rent i emerytur, nie żądając w zamian nic poza miłością (i zawetowaniem unijnych sankcji).
Proces przygotowania gazety do druku jest taki, że piszę ten felieton zanim jeszcze skończy się moskiewskie spotkanie Tsiprasa i Putina. Ale zaryzykuję prognozę – prezydent Putin przytuli Greków do serca, wyrazi oburzenie na USA i Europę, mgliście obieca jakieś przyszłe wielkie inwestycje, może nawet zgodzi się udzielić 1-2 miliardy dolarów awaryjnej pożyczki. Ale w dzisiejszych czasach nawet olimpijscy bogowie mają swoje ograniczenia. Rosji, która wpadła w recesję i w ciągu roku straciła już jedną trzecią rezerw dewizowych, nie stać dziś na wielkie wsparcie dla Aten, bo sama może za kilka miesięcy znaleźć się w trudnej sytuacji finansowej. Może pożyczyć 1-2 miliardy, ale na pewno nie dać 20 czy 30, których potrzebowałaby Grecja, gdyby zerwała umowy z Zachodem.
Kremlowski deus ex machina nie rozwiąże problemów Grecji. Niemcy nie zgodzą się wypłacić reparacji wojennych, o które raptem wystąpiły dziś Ateny. Grecki dramat trwa – i pewnie prędzej czy później zakończy się dramatycznym finałem, czyli bankructwem.
Opublikowane w Rzeczpospolitej, 10.04.2015