Kiedy 8 lat tenmu wstepowaliśmy do Unii, dystans dzielący nas od końca zachodnioeuropejskiego peletonu byl ogromny. Niedługo możemy minąć pierwszych zachodnioeuropejskich maruderów. Bez radości.
REKLAMA
Bez radości, bo w specyficznych warunkach.
W roku 1990, kiedy zaczęliśmy transformację, PKB na głowę mieszkańca Polski (według parytetu siły nabywczej, czyli z uwzględnieniem różnic w poziomie cen) stanowił 48% poziomu Grecji, a według bieżących kursów walut było to 12% (bo zarówno niższy był realny poziom PKB, jak słabsza była waluta).
W roku 2004, kiedy wstępowaliśmy do Unii, PKB na głowę mieszkańca Polski stanowił już 55%poziomu Grecji , a według bieżących kursów 32%.
W roku 2012 według ocen Komisji Europejskiej PKB na głowę mieszkańca Polski stanowi 85%poziomu Grecji, a według bieżących kursów 56%.
Jeśli - co bardzo prawdopodobne - Grecja ogłosi bankructwo i wystąpi ze strefy euro, kraj prawdopodobnie dozna potężnej recesji (spadku PKB o 10-15%) i silnej dewaluacji waluty. Wtedy w roku 2013-2014 PKB na głowę mieszkańca Polski prawdopodobnie przekroczy poziom grecki, zarówno według parytetu siły nabywczej jak według bieżących kursów walut.
Nie tak mieliśmy doganiać Zachód - oni mieli się rozwijać w tempie umiarkowanym, a my w szybkim. Tymczasem to my rozwijamy się w tempie umiarkowanym, a oni walczą z kryzysem i recesją. Zamiast cieszyć się, możemy tylko starać się wyciągnąć lekcję z błedów Grecji.
