O autorze
Jestem ekonomistą, który stara się zrozumieć co się dzieje na świecie. Staram się też rozumieć różne punkty widzenia. Drażni mnie niekompetencja. Nie lubię teoretycznego doktrynerstwa. Nie cierpię populizmu w żadnej formie, ani „pseudosocjalnej” ani „pseudoliberalnej”. Zdaje się, że należę przez to do mniejszości, ale nie wykluczam że komuś może to odpowiadać.

Antygona a sprawa grecka

Planowane w Grecji referendum oznacza, że prawdopodobnie w ciągu kilku dni rozstrzygnie się ostatecznie sprawa wyjścia Grecji ze strefy euro. To lepiej, niż ciągnąć w nieskończoność ten sam problem. Poprzednio pisałem, co to może oznaczac dla Polski. Dziś - co to znaczy dla Grecji. Jeśli ktoś chce sprawdzić, dlaczego porównuję to wszystko do Antygony - nie ch sięgnie do mojego tekstu sprzed kilku miesięcy, gdzie tłumaczyłem dlaczego wszystko zmierza do nieuronnej katastrofy.


Wiem, że to zaczyna być nudne - kolejny już raz, kiedy piszę o kryzysie greckim. Mam na swoje usprawiedliwienie tylko dwa argumenty. Po pierwsze ten, że prawdziwym winnym nie jestem ja, ale są nimi nie potrafiący podjąć decyzji przywódcy krajów strefy euro. To przez ich wahania, od kilku tygodni Grecja znajduje się na samym skraju przepaści (czyli bankructwa), ale wciąż ani w nią nie spada, ani się od niej nie odsuwa.


Drugi argument jest taki, że na problem ewentualnego greckiego bankructwa można patrzeć z różnych punktów widzenia - co innego oznaczałoby ono dla nas, co innego dla Greków, co innego dla Niemców. A że felietony są z natury rzeczy krótkie, trudno w jednym skomentować więcej niż jedną z tych perspektyw. Więc choć o całym problemie pisałem już całkiem sporo - nie wspomniałem jeszcze o tym, co sądzę o ewentualnych konsekwencjach dla samej Grecji.


Teoretycznie, bankructwo to katastrofa. Tak przynajmniej patrzymy na to w Polsce. Ale warto pamiętać, że dla Amerykanów bankructwo oznacza coś całkiem innego. Bankructwo to zazwyczaj zakończenie pewnego nieudanego projektu, skreślenie niemożliwych do spłaty długów i rozpoczęcie działalności od nowa - z czystym kontem i nowymi szansami na sukces. Inaczej mówiąc, bankructwo to po prostu sposób restrukturyzacji firmy. Bolesny i trudny, ale służący uzdrowieniu, a nie pochowaniu firmy.


Konsekwencje ewentualnego bankructwa byłyby oczywiście na krótką metę bardzo bolesne dla Grecji. Odcięta od dopływu gotówki z Europejskiego Banku Centralnego, musiałaby najpierw przetrwać paraliż sektora bankowego, a potem jak najszybciej przejść z euro na drachmę (którą można byłoby drukować w Atenach). Nowa drachma byłaby zapewne w momencie wprowadzenia równa euro. Ale już po kilku godzinach straciłaby zapewne co najmniej jedną trzecią wartości. To zaowocowałoby szybko wybuchem inflacji (bo natychmiast wzrosłyby ceny wszystkich importowanych towarów), za którą nie nadążyłyby greckie pensje i emerytury. W ten sposób w szybki sposób stałoby się to, czego dziś żądają od Greków ich wierzyciele: ich wyrażone w euro dochody spadłyby, a towary z importu podrożałyby znacznie bardziej od krajowych.

Z drugiej strony, taka jednorazowa korekta zbyt wysokiego, jak na możliwości gospodarki poziomu dochodów i płac (grecka realna wydajność pracy jest niższa od polskiej, a pensje o połowę wyższe) otworzyłaby możliwość odbudowy gospodarki. Po dewaluacji wysoko konkurencyjny stałby się grecki sektor turystyczny. Wraz z funduszami pomocowymi, które Grecja uzyskałaby z Unii, pozwoliłoby to odzyskać zdolność do wzrostu i w ciągu kilku lat odbudować dzisiejszy poziom dochodów, tyle że wsparty na realnych podstawach, a nie na finansowej kroplówce z zagranicy.

Słowem, bankructwo byłoby -w przypadku Grecji - bolesnym zakończeniem nieudanej przygody z euro. I szansą na lepszy rozwój w przyszłości.




Opublikowane w Rzeczpospolitej, 28.06.2015

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Actina 0 0Stąd wyjdą przyszli zwycięzcy turniejów gamingowych. Dom marzeń każdego gracza
Kazar 0 0Przestaniecie tęsknić za latem. Wczesnojesienna kolekcja Kazar to kwintesencja stylu

INNPOLAND